Tomasz Kozioł (Pop)kultura osobista

Wayne: Mściciel z Gotham – Mroczny Rycerz w wydaniu literackim

W

Są pewne typy literatury, za które każdy bierze się na własną odpowiedzialność, wiedząc, że najprawdopodobniej czeka go droga przez intelektualną mękę. Albo, jeśli znajduje ukojenie w dosyć specyficznej odmianie masochizmu, trafi do płynącej absurdem i beletrystycznym szaleństwem krainy “guilty pleasure”. Ja się zaliczam właśnie do tej drugiej grupy. Kilka lat temu poznałem uroki “growych powieści”, które w – często – bardzo nieudolny sposób poszerzały moją wiedzę o światach ulubionych gier. W następnej kolejności przyszły “growe komiksy”, które robiły pi razy drzwi to samo, tylko w postaci, jak się łatwo domyślić, obrazkowej. A teraz, dzięki Tracy’emu Hickmanowi, poznałem coś zupełnie nowego, czyli… “powieść komiksową”. Innymi słowy, “Wayne of Gotham”* to historia Mrocznego Rycerza przedstawiona bez użycia komiksowych paneli czy żadnej innej formy obrazu.

Historia rozgrywa się w czasach, nazwałbym to, zaawansowanej dojrzałości Bruce’a Wayne’a. Nie jest jeszcze na emeryturze, jak to miało miejsce w millerowskim “Powrocie Mrocznego Rycerza”, ale też nie uchodzi już za majętnego playboya. W tym zakresie został mu owszem majątek, ale rozrzutność na pokaz została zastąpiona przez skrajne samotnictwo. Już niekoniecznie na pokaz, gdyż akurat odosobnienie od społeczeństwa bardzo pasuje Bruce’owi. Taki obrót sytuacji wymagał też pewnej zmiany w życiu Alfreda, który oficjalnie awansował z lokaja na wykonawcę woli panicza Wayne’a. Jak się jednak szybko okazuje, zmiana ta miała charakter nie tylko formalny, ale też wpłynęła na relacje między tym kultowym duetem. W szczególności, że coraz bardziej radykalne zamykanie się w swej samotni i poświęcanie uwagi tylko i wyłącznie na noce eskapady zdecydowanie panu Pennyworthowi nie pasuje, a często wręcz go martwi. Osobiste problemy obu gentlemenów będą musiały w najbliższym czasie zejść na dalszy plan, gdyż zarówno Bruce Wayne, jak i Batman, zaplątali się w intrygę, dotyczącą burzliwej przeszłości… Marthy i Thomasa Wayne’ów. Wypływające z zaskakującą częstotliwością dowody zaczynają sugerować, że ich śmierć w Crime Alley nie była wcale przypadkowa.
Jak się czyta Batmana w wersji literackiej? Zaskakująco dobrze! Przyznaję, że gdyby na kanwie tej historii powstał kiedyś komiks albo animacja, chętnie bym po nie sięgnął. Tracy’ego Hickmana poznałem jako mistrza pracy na licencji – jego “Speed of Darkness” jest, jak dotąd, jedną z najlepszych “growych” powieści, jakie w życiu czytałem. Hickman potrafi wziąć na warsztat czy to bohaterów, czy wydarzenia, które dotąd nigdy nie widziały kart powieści, i dostosować je wprost idealnie do wymogów tego medium. “Wayne of Gotham” w jego wydaniu wypadło nad wyraz wiarygodnie.

A byłoby jeszcze lepiej, jak mi się wydaje, gdyby autor trochę nie przesadził z komplikowaniem niektórych relacji. Omawiane podejście do literackiego Batmana i tak miało przed sobą wiele wyzwań. Samo medium to jedna rzecz. Ale do tego dochodzi też grzebanie w bardzo trudnych tematach, które są fundamentami postaci Człowieka Nietoperza. Sam temat śmierci rodziców Bruce’a całkowicie by wystarczył jako podstawa intrygi. Trudne relacje między paniczem Waynem a Alfredem można byłoby mimo wszystko zostawić w bardziej klasycznym wymiarze, żeby samemu sobie nie rzucać kłód pod nogi.

Sęk w tym, że o ile samą powieść czyta się bardzo przyjemnie, o tyle dosyć długo zajęło mi oswojenie się ze zmianami w świecie przedstawionym, jakie poczynił Hickman. Nie tylko śledziłem wątki związane z zabójstwem w Crime Alley czy poznawałem wątpliwe moralnie początki kariery Thomasa Wayne’a. Musiałem też na bieżąco korygować to, co o uniwersum Batmana wiem, by na potrzeby tej jednej historii kompletnie przestawić myślenie w niektórych zakresach.

Nie poczytywałbym tego jednak jako szczególnie istotną wadę “Wayne of Gotham”. To raczej takie luźne spostrzeżenie dotyczące tego, co może być zagrożeniem dla tego typu przedsięwzięć z pogranicza komiksu i beletrystyki. Warto też mieć na uwadze, że jest to historia dla ludzi którzy lubią grzebać się w detalach. Składanie w jedną całość kolejnych elementów kryminalnej łamigłówki to jedno. Hickman nie szczędzi też jednak detali technicznych, związanych z konstrukcją czy to Batmobilu, czy najnowocześniejszej wersji kombinezonu Mrocznego Rycerza. Z tych względów jest to pozycja tylko i wyłącznie dla fanów Człowieka Nietoperza – w szczególności takich, którzy kochają odpowiedz na pytania “co by było, gdyby…”.

*U nas powieść ta ukazała się pod tytułem “Wayne – Mściciel z Gotham” nakładem wydawnictwa Amber. Sam jednak czytałem powieść Hickmana w oryginalne. Jeśli ktoś z Was zna polski przekład, niech da, proszę, znać w komentarzach, jakie miał wrażenia podczas lektury.

PS: Nie wierzcie w napis na polskiej okładce, głoszący, iż to “jedyna powieść o Batmanie”. Wystarczy, że ja dałem się nabrać…

komentarze 3

Jestem bardzo ciekawy, co masz do powiedzenia! :-]

  • Ah, Alfred – świetna postać.
    Marzy mi się kiedyś komiks (a może i miniseria?) kiedy to Batman wpada w tarapaty, a Alfred nie mając wyboru rusza mu na ratunek. Bo to też postać inteligentna, dodatkowo były komandos (dobrze pamiętam?), ale za to nie w tak dobrej kondycji fizycznej jak Bruce, dodatkowo z ludzkimi słabościami (co o Batmanie można powiedzieć coraz mniej – powoli przestaje on być człowiekiem pośród herosów, a staje się…no Bogiem właściwie ;))
    Chciałbym zobaczyć jak (w inny sposób niż Bats) Alfred omija pułapki, rozbraja przeciwników itp.
    Albo jeszcze lepiej – osobno pokazane jak by to zrobił Bruce, a jak Alfred.
    Eh, rozmarzyłem się 😉

    • Jest pewna wariacja na ten temat w jednym z ostatnich zeszytów “Batman & Robin” (w ramach wątku “Requiem”). Pojawia się tam motyw symulacji komputerowej, z którą próbują sobie poradzić właśnie i Batman, i Alfred – każdy po swojemu. Dobry zeszyt. :]

Tomasz Kozioł (Pop)kultura osobista

Tu mnie znajdziesz:

Najświeższe teksty

Najnowsze komentarze

%d bloggers like this: