Tomasz Kozioł (Pop)kultura osobista

Para w ruch, Terry Pratchett – Moist von Lipwig w pociągu

P

Dzień, w którym w moje ręce wpada nowa powieść Terry’ego Pratchetta, na ogół ma w sobie coś ze święta. Ukochałem sobie twórczość tego autora, tak jak ukochałem sobie filmy Woody’ego Allena i pizzę. I choć książki ze Świata Dysku – jak i wszystko inne – bywają czasem lepsze, czasem gorsze, zawsze umiem czerpać z nich ogromną przyjemność. A przychodzi mi to szczególnie łatwo, gdy głównymi bohaterami są Moist von Lipwig, komendant Vimes i lord Vetinari.

Wiedząc już, kto obstawił tym razem pierwsze skrzypce, oraz zdając sobie sprawę z faktu, że pod lupę została wzięta kolej żelazna, możecie się chyba łatwo domyślić, jaki dokładnie będzie temat przewodni “Pary w ruch”, prawda? Tak jest, niezastąpiony Moist von Lipwig po raz kolejny stanie przed epokowym wyzwaniem. Tym razem będzie musiał dojrzeć potencjał tam, gdzie wielu innych widzi prychającego parą szatana. Zaś chwilę później przyjdzie mu ów potencjał wykorzystać w ekstremalnych warunkach polowych, gdyż równowaga polityczna w Świecie Dysku po raz kolejny została zachwiana.

Tak jak kilka ostatnich powieści Terry’ego Pratchetta, tak i “Parę w ruch” czyta się odmiennie niż jego starsze dzieła. Opisy są dłuższe, dialogi bardziej złożone, nie brakuje też monologów, zaś ogólny ton historii jest znacznie poważniejszy niż w wiekowym “Kolorze magii” czy sporo późniejszym “Straż! Straż!”. Z każdym kolejnym tomem swoich niesamowitych historii mistrz Pratchett staje się coraz bardziej melancholijny i poważny. Choć podczas lektury nadal towarzyszą mi regularne wybuchy śmiechu, to sam charakter owych salw radości uległ zmianie. Teraz częściej jest to rozbawienie podobne do tego, które czuło się podczas seansu “Dnia świra” – czyli śmiałem się, ale przez łzy. A później było mi głupio, że się śmiałem. I trochę smutno. Choć od bardzo dawna do prozy Pratchetta zakradają się poważniejsze nuty, tym razem jest ich po prostu znacznie więcej – tak jak to było w przypadku “Niuch”.

Zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy lubią takiego Pratchetta i tęsknią za jego najlżejszymi powieściami. Jeśli jesteś w gronie czytelników, którym rzeczony “Łups!” nie przypadł do gustu, podobny los może spotkać w Twoim przypadku również “Parę w ruch”. Jeśli natomiast przyjmujesz kolejne powieści mistrza podobnie bezkrytycznie, co niżej podpisany, to… pewnie lekturę i tak masz już dawno za sobą.

komentarze 22

Jestem bardzo ciekawy, co masz do powiedzenia! :-]

  • Nie robię list, zbyt bardzo mnie przerażają. ;D Ja miałem w którymś czasie przesyt Pretchettem (tak wiem nie ma czegoś takiego jak za dużo Pratchetta). Aktualnie mam zamiar zdobyć dwie książki : Maurycy i jego edukowane gryzonie, oraz Wolni Ciutludzie – w nowym tłumaczeniu (Cholewy). Niestety mam te książki w przekładzie jakiejś panny (niestety nie zapamiętałem nazwiska nie było warto). I totalnie się zawiodłem, na samym początku myślałem że Pratchett inaczej potraktował “Opowieści ze świata dysku” – bardziej poważnie, ale dopiero potem zrozumiałem, że to wina tłumaczenia.

    • Ja mam jakieś lekkie zboczenie na punkcie różnych listy, co chyba zresztą trochę widać. ;-]
      Maurycego czytałem, ale nie pamiętam, w którym przekładzie – chyba “nie-Cholewy”. “Ciutludzi” z kolei chyba mam, ale jeszcze nie czytałem. Z tego typu powieści Pratchetta możesz sobie jeszcze serię o Nomach sprawdzić – jest bardzo przyjemna.
      I tak, Cholewa genialnie tłumaczy Pratchetta!

      • O Nomach nie czytałem, czytałem za to “Dysk” – który bardzo odbiega od tego znanego nam świata dysku 😉
        Maurycy w starym przekładzie – jest wydany w twardej oprawie. Z nowym przekładem w miękkiej z dopiskiem “Z nowym przekładem Piotra Cholewy!” 😉

        • Aha, w takim razie czytałem ten stary przekład (mam właśnie wersję w twardej oprawie). Podobnie wydany mam też “Kapelusz pełen nieba”, więc to pewnie też nie jest Cholewy. :-]

          • – Stary przekład – http://kulturowskaz.pl/covers/okladkiks/8583_zadziwiajacy-maurycy-200.jpg
            – Nowy przekład – http://www.przykominku.com/files/zadziwiajacy-maurycy.jpg
            Nie pamiętam ile dokładnie było tłumaczeń “nieCholewy” 2-3, na pewno Wolni Ciutludzie i chyba właśnie Kapelusz Pełen nieba. Co mnie dziwi Zimnimistrz (chyba dobrze napisałem tytuł) jest już w przekładzie Cholewy (chociaż grzbiet okładki nie sugeruje tego bo jest wydany tak jak stare opowieści ze świata dysku i psuje półkę).
            Czy tylko ja mam takie dziwne fazy i denerwuje się oraz wpadam w rozpacz jak nagle Fabryka Słów zmienia koncepcję, szatę graficzną i wymiar książki? Dostaję wtedy paranoi (Tak wiem że wydawnictwem Pratchetta jest “Prószyński…” ale po Fabryce Słów najczęściej to zauważam).

          • Tak, to ja mam ten stary – dzięki za fotki. ;]
            Co do zmiany oprawy wizualnej, w szczególności w przypadku właśnie Fabryki Słów… To był jeden z tych momentów, kiedy ostatecznie zdecydowałem się odsprzedawać część swoich książek. Uznałem, że “kolekcjonowanie” nie ma sensu, skoro wydawca ciągle zmienia zasady “kolekcji”. Miałem jeden nowy tom “Zakonu krańca świata”, drugi chyba nowy. Na pewno miałem trzy stare tomy sagi o inkwizytorze Piekary, a czwarty był wydany już tylko w nowej formie. Co więcej, jak robili kolejne reedycje akurat tej serii, to chyba nawet układ opowiadań się zmieniał i dochodziły nowe rzeczy. Bardzo tego nie lubiłem.

          • No właśnie, mi się udało skolekcjonować Piekarę w jednym wydaniu (w sumie to nie były te same wydania, ale pasowały grzbietowo). Płomienia i krzyża nie kupiłem bo pewnie jak wydadzą drugi tom to zmienią oprawę wizualną, i wydadzą znów pierwszy tom.
            W Słudze Bożym w którym wydaniu dodali opowiadanie dodali (na szczęście mam to uzupełnione).
            Szwagier mi kupił książkę Piekary i od tamtej pory go nienawidzę (;D) – zrobię fotę potem mojej półki to zrozumiesz dlaczego :> Myślałem że rzucę w niego tą książką zaburza mi koncepcję.
            A jeszcze odnośnie Pratchetta:
            Stary przekład “Kapleusza…” – http://www.pratchett.pl/img/kapelusz-pelen-nieba_okladka_m.jpg
            Nowy – http://www.publio.pl/files/product/big/f3/b6/2d/87173-kapelusz-pelen-nieba-terry-pratchett-1.jpg
            Stary przekład “Wolnych Ciut…” – http://ri.pinger.pl/pgr191/4e17f145000e83735249e74e/wolni-ciut-ludzie-b-iext2924436.jpg
            Nowy – http://m6.agitomedia.pl/image/700×700/0/ksiazki/wolni-ciut-ludzie-swiat-dysku.1951973.2.jpg
            “Zimimistrz” (już tylko w przekładzie Cholewy) – http://merlin.pl/Zimistrz-Opowiesc-ze-Swiata-Dysku_Terry-Pratchett,images_big,7,978-83-7469-629-6.jpg
            Jak widać nowe wydania Cholewy trzymają tego stylu wydania którego od samego początku się trzymał Świat Dysku – okładka, grzbiet. Nawet dopisek – “Nowy przekład…” zbytnio mi nie przeszkadza. Ale “Zimistrz” odstaje od tego, grzbietem oraz okładką, nawet zbytnio mi nie przeszkadza okładka, co grzbiet (zaburza mi koncepcje półki). Kupię jak zrobią reedycję (ale pewnie nie zrobią, niestety.)

          • Jak to mi się często zdarza, odpisuję z gigantycznym opóźnieniem na niektóre komentarze. ;-]
            Mam ten stary przekład/wydanie “Kapelusza”. Co do estetyki półki, to… akurat rozumiem takie rzeczy. ;-] Choć masa wydawców się tym chyba szczególnie nie przejmuje…

          • Wiadomo, sława i te spawy ;D
            Mnie znowu zniszczyła Fabryka Słów… ale też napędziła by napisać o tym tekst – czas założyć własnego bloga 😉 Tak być nie może…
            Czym dokładnie, nie lubię pisać parę razy tego samego więc siebie zacytuję 😉 Chodzi o nowe wydania starego cyklu inkwizytorskiego:
            “Osobiście
            podobają mi się te nowe wydania. Ale zaczyna mnie to denerwować że nie
            ma jednolitości w wydawaniu, jest po 4-7 wydań jednej książki w
            zależności która to część. Udało mi się uzbierać starą sagę w jednym
            “wydaniu” i nową. A teraz wszystkie książki
            będą miały “Ja Inkwizytor”. I jeżeli J.P napisze ostatnią książkę
            zamykającą cykl to będzie “Ja Inkwizytor – Ostatnia część” I jak to będę
            chciał ułożyć na półce chronologicznie (wydarzeniowo) to nie będzie
            trzymało się kupy. Nie wspomnę o dwóch pierwszych wydaniach płomienia i
            krzyża, pewnie jak wydadzą drugi to w oprawie trzymającej się nowych
            wydań… Po prostu fabryka słów cierpi na jakąś Schizofremie, drażniło
            mnie to już wcześniej, ale gniew narasta. I na pewno skrobnę o tym jakiś
            felieton/artykuł bo tak być nie może. Nie będę milczał o tym czego nie
            toleruje.”

          • “Wiadomo, sława i te spawy ;D”
            Tak, to zdecydowanie jeden z moich problemów. 😛
            Powiedz… to teraz Fabryka jeszcze raz zmienia oprawę cyklu o inkwizytorze? Teraz >>wszystkie<< książki Piekary z tego cyklu będą tak się nazywały? Kosmos. 😀

          • Dokładnie tak, dla przykładu “Łowcy Dusz” – http://ecsmedia.pl/c/ja-inkwizytor-lowcy-dusz-b-iext27873277.jpg lub “Młot na Czarownice” – http://j.wpimg.pl/r,id,d14yMTQ7dV5odHRwOi8vZ2V0LTIud3BhcGkud3AucGwvJTNGYSUzRDY1NDk1NjkzJTI2ZiUzRDAwLzA3L0JBLzAwMDdCQUY2X29yaWdpbmFsXzQ2NTExNTM3RDVCRENENTMuanBnO3FeMC45O3ReanBnO3Nea3NpYXpraTtmdF4x.jpg
            Okładki podobają mi się, ale bardzo się zdenerwowałem (To bardzo łagodne słowo, gdybym chciał idealnie odzwierciedlić swoje myśli musiałbym dużo przeklinać :P) Gdzie ja zbierałem, próbowałem kolekcjonować wszystko w jednym wydaniu – a trochę na nie polowałem i jakoś się komponuje. Nawet chciałem kupić bo były dwie po 20 zł w antykwariacie (właśnie te tytuły które podesłałem). Wtedy by wszystko idealnie pasowało, ale po co jak je mam. Dobrze, że się wstrzymałem z płomieniem i krzyżem… O tyle to było chamskie, że w tamtym roku wznowili cykl w “krzyżowych” oprawach – http://4.bp.blogspot.com/-ypbAHIWSm0Y/UVqvxX154WI/AAAAAAAAAFE/YNAIGOKOBCM/s1600/DSC00070.JPG to po prawej. W sumie to zdjęcie idealnie pokazuje różne wydania. Ktoś też trafnie stwierdził że któreś tam wydanie nie ma czerwonego krzyża na grzbiecie – więc będą zmieniać 😉 Ja naprawdę o tym napiszę rozprawkę, póki co niestety sesja.

          • Nie mówię, że te nowe okładki są brzydkie, ponieważ nie są, ale… damn, straszne przegięcie. 😀 Żeby jeszcze nazwę serii zmieniać… A powiedz, na jakim etapie pracy nad tym cyklem jest Piekara? Ja się zatrzymałem na tomie czwartym, “Łowcy dusz”. Później… zaczęły się chyba jakieś prequele (właśnie “Płomień i krzyż”?) i chyba widziałem też coś, co się po prostu nazywało “Ja, inkwizytor cz. 1”. I się w tym pogubiłem. Wyszedł w końcu po prostu piąty tom?
            BTW… strasznie lubię Żambocha. ;-] Szczególnie “Na ostrzu noża”. :-]

          • No właśnie ten etap nie może dojść końca 😉 U mnie to było tak że skończyłem właśnie początkowo na “Łowcach dusz” i tom piąty miał wyjść chyba w 2005 (mogę się mylić), z tytułem coś o kościanych płaszczach. Potem na wiele lat porzuciłem serię, w między czasie Piekara wydał parę książek poza cyklem Inkwizytorskim, 4 Prequele pt. Ja, Inkwizytor (piąty ma wyjść w tym roku podtytuł to “Kościany Galeon” do tego Płomień i Krzyż tom 1 (w sumie teraz to jest Ja, Inkwizytor więc nie wiem jak to liczyć) ogólnie książka nie jest z perspektywy Mordimera ;). Plany wydawnicze to Kościany Galeon jaki ostatni z podtytułów Ja, Inkwizytor – ogólnie mam wrażenie że ostatnia “prequel” się słabo sprzedał. Czy był słaby? Był na pewno wtórny Piekara robi autoplagiat – bo kto nie pamięta przemyśleń Mordimera, że Bóg obdarzył go darem bardzo czułego węchu, co zarazem było jego przekleństwem 😉 Nie będę się nad tym rozpisywał, kiedyś cierpliwość czytelników się kończy – szczególnie, że dużo wcześniej zapowiadał zakończenie cyklu. “Ja Inkwizytor” niewiele wnoszą do cyklu, znajdą się w tych tomach na pewno ciekawe opowiadania. Ale nic poza tym, o wiele więcej wnosi “Płomień i Krzyż Tom 1” który odpowiada na niektóre pytania czytelnika. Podsumowując – jeszcze nie wyszedł, ale może w końcu wyjdzie 😉
            PS Żambocha nie czytałem, ten screen to nie moja półka – ja mam ładniejszą 😛 Ale jak tak chwalisz to może przeczytam 🙂

          • Aaa, myślałem, że to Twoja półka. :-] Wiesz co, Żamboch daje masę nieskrępowanej frajdy. -] Bardzo podobały mi się “Sierżant”, “Bez litości” czy właśnie “Na ostrzu noża”. Potrafi jednak też straszne gnioty wypuścić, jak np. – jeśli mnie pamięć co do tytułu nie myli – “Mroczny mściciel”.
            Jeszcze wracając do Piekary – takie coś na FB Fabryki znalazłem: https://www.facebook.com/fabryka/photos/a.157916823773.116932.154351333773/10153013967138774/?type=1&theater – jeśli nawet oni mają problem wytłumaczyć, jak działa to uniwersum, to znaczy, że niezły bajzel się zrobił. 😛
            Autoplagiatem pachniało mi już nawet wtedy, kiedy czytałem pierwsze cztery tomy. Jeśli pamięć mnie nie myli, większość opowiadań potrafiła tak przedstawiać Mordimera, jakby to była pierwsza styczność czytelnika z postacią.

  • Jeśli chodzi o jego zmianę stylu pisania, to jej nie zauważyłem – może to wynika z tego, że ostatnia książka Pratchetta jaką czytałem to bodajże Prawda (choć mogę się mylić sporo tych pozycji było i już chronologia nie ta w głowie). Ale jak to mówią – czytelnik dojrzewa wraz z pisarzem którego czyta. Nie ma co się dziwić, Pratchett się starzeje (smutna prawda), a w dodatku jest chory (jeszcze smutniejsza prawda). Tak więc jak już na takiego wiekowego człowieka, świat opisywany może być bardziej melancholijny jak on go dostrzega. – To wnioskuję po przeczytaniu “recenzji” – bardziej to jest opinia i spojrzenia na pisarstwo Pratchetta (ja to tak odczułem). Ale fakt, lepiej sobie coś “skomentować” na papierze, faktycznie człowiek wtedy myśli czemu mu się podobało/nie podobało i dlaczego. Dlatego sam sobie czasem coś napiszę, choć niewiele osób to czyta poza mną 😛

    • A założyłeś sobie ostatecznie jakąś stronę, na której publikujesz swoje teksty? Jeśli tak, to proszę o linka. :-]

      • Niestety piszę dość nieregularnie – co chciałbym poprawić, ale zawsze znajdzie się coś innego do roboty… Zazwyczaj mam okresy pisania, potem niepisanie i znów pisanie 😉
        Nie posiadam strony, zazwyczaj to są krótkie teksty/długie komentarze. Walają się gdzieś na forach/fejsbookach i innych mediach oraz na dysku (moim osobistym) pewnie też by się znalazło. Póki co nie widzę sensu, gdybym faktycznie “pisałpisał” to założę 😉 Rozważam to, ale brakuje mi chwili wytchnienia. Póki co mam zamiar skomentować Twoją recenzję TMNT oraz Guardians of Galaxy – które ostatnio udało mi się obejrzeć 😉 I mam nieco inne zdanie (chodzi mi o ten drugi tytuł) 😉

  • Absolutnie nie odczułem tej “zmiany stylu”, książka naprawdę mnie bawiła. Może to trochę wina tego, ze serię czytam całkowicie niechronologicznie, więc nie widzę w pełni tej drogi od mniej do bardziej poważnych powieści.
    W każdym razie z mojej perspektywy – jedna z najlepszych dotychczas. Ogólnie książki, w których Pratchett zajmuje się jakimiś nowymi wynalazkami trzymają zazwyczaj bardzo wysoki poziom. W “Parze..” zdołał uchwycić ten szczególny rys charakteryzujący inżynierów 🙂

    • Od dłuższego czasu jestem w miarę na bieżąco z twórczością Pratchetta, więc teraz już raczej czytam jego powieści chronologicznie i… naprawdę na przestrzeni tych lat czuję zmianę stylu. Ale, tak jak pisałem, nie przeszkadza mi to kompletnie i jego powieści nadal pochłaniam z miłą przyjemnością. :-]
      Też mam tak, że te, wymienione przez Ciebie, książki o nowych technologiach są moimi ulubionymi. Kocham m.in. “Ruchome obrazki” z GSP Dibblerem w roli głównej. :-] Do tego wszystko o Straży, Moiście albo Vetinarim.
      Korzystając z okazji, witam na mojej stronie! Zdaje się, że to Twój pierwszy komentarz u mnie. :-]

Tomasz Kozioł (Pop)kultura osobista

Tu mnie znajdziesz:

Najświeższe teksty

Najnowsze komentarze

%d bloggers like this: