Tomasz Kozioł (Pop)kultura osobista

Wspomnienia z Hawajów #06: „Turystycznie po raz drugi”

W

Wspomnienie #13: „Tunel aerodynamiczny”

Tutaj słowa nie są tak istotne – liczy się samo wrażenie i fotka z tegoż miejsca. Otóż, zwiedzając deszczową stronę wyspy Oahu, trafiłem na coś, co faktycznie można byłoby nazwać chyba tunelem aerodynamicznym. Wiało bardziej niż między blokami na warszawskiej ulicy Kinowej! Pierwszy raz w życiu faktycznie mogłem się – przy mocniejszych podmuchach – oprzeć na wietrze i nie martwić szczególnie o wywrotkę.

Wspomnienie #14: „Tarzan”

Podobnie jak powyżej – tu również nie trzeba wielu słów. Zwiedzając parki przy pałacu królewskim Kamehamehów miałem okazję pohuśtać się na czymś na kształt liany! Był to korzeń drzewa banianowego (nie mylić z bananowym), który jeszcze nie zdążył dotrzeć do ziemi i… cóż, zakorzenić się.

Wspomnienie #15: „Bodyboarding!”

Nie miałem co prawda okazji zakosztować surfingu, ale za to czasu i pieniędzy starczyło na coś pokrewnego, powiedzmy, że w wersji light. Mowa o bodyboardingu. Zamiast długiej, wyższej od człowieka deski, mamy tu znacznie mniejszą, ale i przy okazji trochę szerszą. Na moje oko mogła mieć trochę powyżej metra długości. Zasada jest ta sama – odwracamy się nogami w kierunku fali, czekamy na naprawdę dużą i zaczynamy intensywnie wiosłować. Oczywiście, wrażeń tak epickich jak przy surfingu raczej nie zakosztujemy, ale powiem Wam, że i tak było naprawdę niesamowicie!

Kilka razy fala przeniosła mnie o dobre kilkadziesiąt metrów i to z naprawdę niezłą prędkością. Najciekawiej jednak było, gdy fala mnie… podniosła! Na dobre półtora metra, patrząc w dół.

Bodybording był też dobrą okazją, by sobie przypomnieć, czemu trzeba szanować potęgę oceanu. Gdy fala poniosła mnie kilka razy na owe spore dystanse, było trzeba jeszcze… wrócić. A czasem miało się jakiś falochron raptem pięć metrów za plecami… Raz, gdy już kompletnie nie miałem siły wiosłować, poczekałem aż fala mnie podniosła i przerzuciła nad betonowym murem do odgrodzonego basenu, gdzie mogłem zaczerpnąć wreszcie spokojnie powietrza.

Druga sprawa to odzież ochronna. O ile przeznaczenia płetw czy chociaż gumowych butów łatwo się domyślić, o tyle początkowo zastanawiało mnie, czemu wiele osób pływa z piankami na górnych partiach ciała. Odpowiedź poznałem po blisko czterech godzinach pływania – całą klatkę piersiową miałem pokrytą zdartymi bąblami, powstałymi od ciągłego tarcia skóry po chropowatej, antypoślizgowej powierzchni deski. W połączeniu ze słoną wodą otrzymywało się naprawdę sporą dawkę pieczenia. Jeśli więc będziecie mieli kiedyś okazję potrenować bodyboarding, pamiętajcie, by się należycie do tego przygotować. Sama deska to jednak za mało.

W cyklu “Wspomnienia z Hawajów” pojawiły się następujące teksty:

  1. Wspomnienia z Hawajów #01: „Ogólnie”
  2. Wspomnienia z Hawajów #02: „Kulinarnie”
  3. Wspomnienia z Hawajów #03: „Motoryzacyjnie”
  4. Wspomnienia z Hawajów #04: „Militarnie”
  5. Wspomnienia z Hawajów #05: „Turystycznie po raz pierwszy”
  6. Wspomnienia z Hawajów #06: „Turystycznie po raz drugi”
  7. Wspomnienia z Hawajów #07: „Podsumowująco”

Skomentuj

Jestem bardzo ciekawy, co masz do powiedzenia! :-]

Tomasz Kozioł (Pop)kultura osobista

Tu mnie znajdziesz:

Najświeższe teksty

Najnowsze komentarze