Tomasz Kozioł (Pop)kultura osobista

Politechniczne Juwenalia 2011 – rzut okiem i studencka refleksja

P

Jak co roku, na stadionie Syrenki (czyt. na klepisku za Stodołą) przez dwa dni grane były koncerty ku uciesze studenckiej gawiedzi. Również jak co roku, nie brakowało w repertuarze tuzów polskiej muzyki – na scenie dali czadu tacy wykonawcy, jak Dżem, Hey, Kobranocka, StarGuardMuffin znany szerzej jako “zespół Bednarka”, T.Love czy Myslovitz (kolejność kompletnie przypadkowa). Jak było?

Świetnie! A jak mogło być inaczej? Co mi tam – był tak fajnie, że nawet strzelę emotikonę po kropce. :] O, i proszę. Uwierzcie, musiało być ekstremalnie przyjemnie, skoro posunąłem się do czegoś takiego w artykule.

Ciężko jest oceniać coś takiego, jak juwenalia – zespoły były najróżniejsze i każdy powinien znaleźć coś dla siebie. A o to przecież chodzi. Dlatego też postanowiłem, że ten artykuł nie będzie przesadnie długi. Bo i po co? Ci, co byli, wiedzą, jak było. Zaś ci, którzy nie mogli się pojawić, już tego, niestety, nie nadrobią, a pisanie “żałujcie, że nie byliście, taką kosmiczną zabawę mieliśmy” jest po prostu podłe, niskie i się do tego nie posunę.

Juwenalia to nie jest koncert – to studenckie święto (czy raczej: święto młodych), podczas którego są grane koncerty. A to jednak różnica. To kolejny powód, żeby nie bawić się w puste ocenianie, tylko poszukać samych pozytywów. Dlatego uznałem, że to świetna okazja, żeby… podziękować. Tak bardziej osobiście – to, co podobało się mi, nie musiało przypaść do gustu innym.

1. Dziękuję Kobranocce za… najlepszy koncert tegorocznych juwenaliów PW/SGH/UŁ! Po pierwsze, panowie dali czadu, jak nikt inny. Po drugie, łapali naprawdę świetny kontakt z publiką. Po trzecie, zaskakiwali – wszyscy, z którymi rozmawiałem, znali tylko “Irlandię” i szybko przekonali się, że Kobranocka wcale nie gra samych ballad. A raczej – prawie w ogóle ich nie gra. Inna sprawa, że “Kocham cię jak Irlandię” i tak zagrali, za co leci ode mnie podwójne podziękowanie, ponieważ nigdy nie myślałem, że usłyszę ten utwór live.

2. Dziękuję Heyowi za to, że nieważne, gdzie grają, zawsze są tak bardzo profesjonalni, jak to tylko możliwe. Zamienili Syrenkę w Wembley. Nie jestem fanem ich muzyki, ale wizyty na koncertach Heya to zawsze czysta przyjemność.

3. Dziękuję Dżemowi za “Wehikuł czasu”, “Whisky”, “Czerwonego jak cegła” i całą masę innych szlagierów, bez których nie może być Juwenaliów.

4. Dziękuję wszystkim innym zespołom, które poświęciły swój czas, żeby zagrać dla studentów. Zdaję sobie sprawę, że w przypadku juwenaliów stawki są minimalne (jeśli w ogóle są?), tym bardziej doceniam profesjonalizm i podejście większości wykonawców.

5. Dziękuję organizatorom – to chyba pierwsze Juwenalia, na których byłem (a chodzę od, bodaj, 6 lat), a na których nie było czasowych obsunięć. I nie to, żeby było w nich coś złego, to swego rodzaju tradycja. Niemniej, jestem pełen podziwu za fakt, że mimo ograniczenia czasu koncertowania do północy, większość zespołów nie musiała skracać swoich setlist (Kobranocka, niestety trochę musiała; ale tylko trochę).

6. Dziękuję konferansjerowi. Serio. Naprawdę był OK.

7. Dziękuję tym tłumom studentów, którzy przyszli. Bez Was nie byłoby tej niepowtarzalnej atmosfery. :] Kolejna emota, robię się “mientki”.

Jak więc widzicie – juwenalia PW były udane i naprawdę jest za co dziękować.
Przyznaję jednak, że skłoniły mnie też do pewnej refleksji. Otóż, juwenalia, przynajmniej te na stadionie Syrenki, nie są już tak tanie, jak kiedyś. O co mi chodzi, spytacie, skoro wejście jest za darmo? Otóż, wszystko inne, poza darmowym biletem, drożeje coraz bardziej. Ja rozumiem, że takie czasy, inflacja, kryzys, ale 10 zł za kawałek kiełbasy to już naprawdę dużo. Albo 3 złote za 100 gramów ziemniaczków. Tak, ziemniaczków. Nie wiem, ile kosztuje teraz w warzywniaku kilogram młodych ziemniaków, ale obstawiam, że nie 30 złotych. Albo piwo – kiedyś 5 zł za pół litra, teraz 6 zł za… 0,4.

I tak, wiem, że każdy chce zarobić. Ale skoro zespoły potrafią zrezygnować ze swoich standardowych stawek (choć płatne wejście na, bodaj, drugi dzień juwenaliów UW sugeruje, że chyba nie wszystkie), to może i grill-bar też mógłby? Wiem, wiem – idealizm i utopia. Ale skoro rzuciło mi się to w oczy, postanowiłem o tym wspomnieć. Inna sprawa, że z rozrzewnieniem wspominam juwenalia, na których kiełbasa była za piątaka, ale za to nie było już żadnych sztućców. Więc kroiło się legitymacjami, dowodami osobistymi i wszystkim innym, co człowiek miał pod ręką. Albo się nie kroiło.

Oczywiście, to nie zmienia faktu, że z tegorocznych juwenaliów wyniosłem kolejną paletę świetnych wspomnień. I nowych znajomości, zawartych w kolejce do WC-chatki.

Zdjęcia ilustrujące tekst zostały wykonane przez Kamila Kozę.

Skomentuj

Jestem bardzo ciekawy, co masz do powiedzenia! :-]

Tomasz Kozioł (Pop)kultura osobista

Tu mnie znajdziesz:

Najświeższe teksty

Najnowsze komentarze