Tomasz Kozioł (Pop)kultura osobista

Not Just KoZ #11: Thor – The God Butcher

N

Autorem tekstu jest Mateusz „DD” Zadrożny.

Co można powiedzieć o Gromowładnym Thorze? Na pewno to, że przed dwoma filmami z uniwersum Marvela nie był przesadnie popularny. Dla większości wiadomym było tylko, że walczy młotem, jest z Asgardu i przemierza niebiosa na rydwanie ciągniętym przez kozły (czemu nie było tego w Goat Symulator?). Dopiero kinowe uniwersum sprawiło, że Bóg Gromu zwrócił na siebie większą uwagę czytelników, a co najważniejsze – przyciągnął do siebie lepszych scenarzystów i rysowników.

Tak też się stało. Do niżej opisanych zeszytów serii „Thor: God of Thunder” rękę przyłożył Jason Baron, znany między innymi z bardzo dobrego (moim zdaniem) “See Wakanda and Die” z Black Panther. Rysunkami zajął się za to Esad Kibic – jest to moje pierwsze spotkanie z tym panem i złego słowa o nim powiedzieć nie mogę. Bardzo lubię taki typ kreski. Jedyne, do czego bym się przyczepił, jest sposób, w jaki rysowana jest twarz syna Odyna. Momentami wygląda jakby miał bardzo dziwnie zbudowaną czaszkę, a zwłaszcza żuchwę.

Jeżeli chodzi o fabułę, tych 11 zeszytów należałoby podzielić ją na trzy części – choć może lepiej powiedzieć – na trzy historie tej samej postaci.

Zaczynamy od młodego Thora w roku 893, kiedy to po walce z Lodowym Gigantem upijał się ze Skandynawiami i zapewniał przyrost naturalny ichnim damom. Spokój przerywa pojawienie się poszatkowanego ciała w rzece. Co gorsza, okazuje się że to truchło bóstwa. Indiańskiego bóstwa. Thor wraz z ludzką drużyną (tak przy okazji – podziwiam świetne odwzorowanie ubiorów z okresu) rusza tropem bogobójcy. Kiedy docierają na Ruś, Thor stacza walkę z przeciwnikiem, którego nigdy nie zapomni. Przeciwnikiem, o którym prawdy nie wyjawi nikomu. Gorrem, zwanym Rzeźnikiem Bogów.

Współcześnie, dojrzalszy, dzierżący już młot Thor wysłuchuje modlitwy na obcej planecie, sprowadzając deszcz na zniszczoną wieloletnią suszą glebę. Zdziwiony faktem, że modły kierowano do niego, a nie do okolicznych bóstw, z niedowierzaniem przyjmuje fakt, że to miejsce od stuleci nie widziało nieśmiertelnych. Śledztwo prowadzi Mściciela przez dawno zapomniane panteony. W każdym odpowiedź jest taka sama – przeciwnik sprzed wieków powrócił, wymierzając krucjatę przeciwko każdemu bogu, jakiego napotka. I jest w tym diabelnie skuteczny.

Wiele tysięcy lat w przyszłości, Król Thor, władca zniszczonego Asgardu, jest otoczony przez hordy stworów podległych Rzeźnikowi. Mimo usilnych starań dostania się do Valhalli (ostatecznie krainy Hel), Gorr nie pozwala zginąć starcowi. Chce, by zobaczył jego najokazalsze dzieło – Boską Bombę, która zabije każdego nieśmiertelnego w każdym miejscu i w każdej epoce. Doprawdy – Kang Zdobywca byłby zachwycony. Plany te krzyżuje pojawienie się… dwóch młodszych gromowładnych z przeszłości.

Owszem – powyższy opis jest odrobinę chaotyczny. Ale taki jest i sam komiks, co jednak nie przeszkadza aż tak w odbiorze. Ciekawym zabiegiem jest pokazanie typowo detektywistycznego śledztwa w otoczeniu nordyckiego (i nie tylko) fantasty. Z początku akcje Gorra wydają się chaotyczne i przypadkowe, dopiero w ostatnich zeszytach widać jego wielki plan. Plan, który jakby nie spojrzeć – udał się. Na chwilę. Ale taki już urok komiksowych bajarzy – dobro musi zwyciężyć. Tylko czy dobrze pojmujemy strony dobro-zło? O tym poniżej.

Trudno uznać motywacje Gorra za zło i czystą nienawiść. Zarówno życie, jak i bóstwa ciężko go doświadczyły, co doprowadziło go myśli, że wszechświat byłby lepszy bez nich. I seria daje na to parę dobrych przykładów (świetna scena z pierwotnym bóstwem, tworzącym pierwsze żywe istoty… obok zwłok nieudanych eksperymentów). Za to Thor, który teoretycznie reprezentuje tych dobrych, zachowuje się – zwłaszcza w młodości – jak osoba, której wszystko się należy. Nie przejmuje się niczym (nie zwrócił nawet uwagi na toczącą się pod nim walkę Wikingów ze Słowianami). Dopiero śmierć jego ludzkich wyznawców odrobinę zmienia jego nastawienie. Można dojść do wniosku, że seria obawiała się tematów, które sama poruszyła (a poruszyła dogłębnie – bóstwa są ukrzyżowane, a sam Gorr lubi cytować Biblię) i pozostawiła je nierozstrzygniętymi. Nie wiem, jak sprawa ma się w kolejnych zeszytach – możliwe ze gromowładny stara się uczynić panteony lepszymi dla ich wyznawców.

Zdecydowanie do zalet serii muszę zaliczyć przedstawienie postaci. Są one wyraziste i charakterystyczne – ba! – trzy różne okresy życia Thora zostały przedstawione tak diametralnie różnie, mimo iż jest to jedna i ta sama osoba. Szczególnie do gustu przypadł mi stary, zrzędliwy Król Asgardu. Sarkastyczny, bezoki starzec z ręką Destroyera zamiast kikuta, co chwilę wypomina swoim młodszym odpowiednikom brak inteligencji i brody, dodatkowo “spoilerując” im przyszłość. Z chęcią poczytałbym spin-off z samym Królem w roli głównej. Scenarzyści chyba też go polubili – w nowszych komiksach walczy z samym Galaktusem.

Na uwagę zasługuje niejednoznaczny, główny antagonista – Gorr, Rzeźnik Bogów. Smutna historia śmiertelnika, który przez cale życie cierpiał męki fizyczne i psychiczne. Mimo usilnych modlitw całej jego rasy, lokalny panteon zajmował się wyłącznie swoimi prywatnymi wojnami. Do czasu, aż młody Gorr odnalazł tajemniczy kamień przy dwóch boskich truchłach… Oczywiście Gorr jest złym, sadystycznym okrutnikiem – to nie ulega wątpliwości. Ale zważywszy na jego przeszłość, trudno go nie rozumieć i nie czuć do niego sympatii. Mam nadzieję, że powróci kiedyś na łamy komiksu. Poza Lokim, to chyba najlepszy dotychczasowy przeciwnik Boga Gromu.

Trochę gorzej sprawa ma się z postaciami drugoplanowymi – mogą się podobać, lub nie. Trudno orzec, czy to kwestia słabej prezentacji, czy może zwyczajnie zostały one przyćmione prze protagonistę.

Seria o „Rzeźniku Bogów” ma też parę świetnych kadrów które zapadają w pamięć na długo. A o to przecież w komiksach chodzi, prawda? Wspaniałe, epickie ujęcia walk czy też bardziej… zaskakujące. Jak na przykład Gromowładny obrywający w głowę zielonym, świecącym rekinem… w kosmosie. Widać, że twórcy mieli konkretny pomysł i realizowali go z pasją. A takie utwory chyba czyta się najlepiej.

Naturalnie, seria posiada wady, jak na przykład na siłę wplecione wnuczki Thora czy momentami irytujący Bibliotekarz Miasta Wszechmocy. Możliwe też, że komiks nie jest aż tak dobry, jak go opisuję, bo opowieści o synu Odyna czytałem niewiele. Sądzę jednak, że ten cykl wart jest polecenia. Nawet jeżeli nie przepadacie za Nordyckim Mścicielem, do gustu przypadnie wam jego starsza wersja czy też sam główny antagonista.

PS: Wiedzieliście że martwy bóg rozkłada się przez stulecia?

komentarzy 6

Jestem bardzo ciekawy, co masz do powiedzenia! :-]

Tomasz Kozioł (Pop)kultura osobista

Tu mnie znajdziesz:

Najświeższe teksty

Najnowsze komentarze

%d bloggers like this: