Tomasz Kozioł (Pop)kultura osobista

NBA 2k10 – Być jak Kobe Bryant

N

Jesień to taka pora roku, kiedy liście lecą z drzew, a z pracowni developerów wysypują się gry sportowe. Wszystkie PES-y, FIFY i NHL-e wybrały sobie właśnie ten okres na zaprezentowanie nowych odsłon. Nie inaczej jest i z serią NBA w wydaniu 2K Sports. Przed wami edycja 2k10.

Przyznaję, że ostatnią styczność z konsolowymi edycjami koszykówki miałem gdzieś w okolicach roku 2006, a później nie nadarzyła się już więcej taka okazja. Jak się okazało, sporo się od tamtej pory zmieniło i najświeższa edycja zdecydowanie nie jest jedynie ładniejszą kopią poprzednich rozwiązań. Nie potrafię wam odpowiedzieć na pytanie, czy NBA 2k10 jest najlepszym aktualnie dostępnym symulatorem kosza, ponieważ nie miałem jeszcze styczności z konkurencją od EA Sports, czyli NBA LIVE 10. Za to już teraz mogę powiedzieć, że jeśli macie ochotę na odrobinę kozłowania i wsadów, to produkcja ze stajni 2k Sports powinna was naprawdę zadowolić.

Do wyboru dostaliśmy kilka klasycznych trybów rozgrywki, z czego część debiutowała bodaj w symulatorach kopanej, by dopiero później prześlizgnąć się w szeregi NBA. Mowa oczywiście o popularnym ostatnio „Zostań gwiazdą tańczącą na lodzie / biegającą po trawie / kozłującą po hali”, gdzie przejmujemy kontrolę tylko nad jednym z zawodników i prowadzimy go przez wszystkie szczeble kariery. Najpierw, rzecz jasna, trzeba odbyć odpowiednio wiele trenigów, a mecze spędzać, modląc się przy ławce, żeby komuś urwało się kolano, co zmusiłoby trenera do wpuszczenia nas na parkiet. Gdy już znajdziemy się w świetle jupiterów, pozostaje „jedynie” dać z siebie 300% możliwości i przekonać kadrowego, że to właśnie my powinniśmy być w podstawowej piątce, a nie Kobe Bryant. Nie mogło zabraknąć, rzecz jasna, tak zwanych elementów RPG, czyli zbierania mieczy i fragmentów pancerza, które wypadają z pokonanych drużyn na koniec meczu. Aha, i można też rozwijać umiejętności grajka, ale to już tylko taki detal.

Z mniej standardowych rodzajów zabawy warto wymienić serię minigier, które idealnie nadają się na wspólne posiedzenie z kumplami. Możemy zdecydować się na konkurs wsadów czy też rzutów za trzy punkty. Zabawa jest z tym przednia, a i otoczka również świetnie potęguje klimat ulicznych zawodów. Minus tego wszystkiego jest tylko jeden. Jeśli gramy sami przeciwko AI, nie ma możliwości „przewinięcia” popisowych numerów zawodników wystawionych do konkursu przez konsolę. Niestety, trzeba cierpliwie czekać, aż każdy z trzech pozostałych wymiataczy wykona swój wsad, zamiast od razu przejść do osiągniętych przez nich wyników i swojego następnego rzutu. Co często oznacza nawet dwie minuty bezczynnego siedzenia. Szkoda, to rozwiązania naprawdę frustruje i zabija potencjał minigier w układzie „jeden gracz vs. trzy AI”.

Na deser zostawiłem już te najbardziej standardowe tryby, jak „szybki mecz” czy „sezon”. O co w nich chodzi, łatwo się domyślić. Warto jedynie nadmienić, że wszystko posiada pełne możliwości konfiguracji. Możemy zmieniać nie tylko czas trwania kwarty czy poziom trudności, ale też dokładnie ustawiać na odpowiednich suwakach, jakimi umiejętnościami ma się cechować przeciwnik. Bardzo wygodne i przyjemne rozwiązanie.

Wszystko pięknie, wszystko ładnie, ale jak się w to gra? Otóż, NBA 2k10 jest przystępne dla zupełnych laików, do której to grupy sam się zaliczam, gdyż – jak pisałem – wirtualnej piłki do kosza od dłuższego czasu nie dotykałem. Nie można jednak narzekać na braki w palecie ruchów zawodników, więc przypuszczam, że zawodowi wymiatacze nudzić się nie będą. W szczególności, że twórcy przygotowali dosyć pokaźny zestaw opcji trenerskich, pozwalających na dynamiczne zmiany składów, robienie przerw dokładnie w momencie, kiedy przeciwnik jest już w połowie drogi do naszego kosza etc. Kontroler został wygodnie obłożony, więc nie musicie się obawiać zwichniętych palców i bólów reumatycznych po pierwszej godzinie gry.

Niestety, tak jak warstwa mechaniczna do mnie przemawia, tak grafika już nie powala. Animacje postaci są świetne, co szczególnie widać podczas powtórek. Konkurs wsadów to pod tym kątem czysta poezja. Niestety, gorzej ma się sprawa z jakością modeli i tekstur. Tak na oko, to bym powiedział, że mamy tu do czynienia z edycją 2k8, nie zaś 2k10. W warstwie technicznej na plus można jeszcze zaliczyć wygląd widowni, gdyż na szczęście nie są to postawione obok siebie płaskie bitmapy, a pełne modele 3D.

Z drugiej strony, bardzo dobrze ma się sprawa z oprawą dźwiękową. Muzyka świetnie pasuje do klimatów NBA, a część kawałków to przeróbki dosyć znanych utworów, więc przypuszczam, że każdy znajdzie tu coś dla siebie. Nie da się też przyczepić do wypowiedzi komentatorów czy odgłosów dobiegających z parkietu. Wszystko to stoi po prostu na bardzo wysokim poziomie.

Zbliżając się do końca tekstu, muszę wylać swoje żale na jeszcze jeden aspekt, na który dotąd chyba nigdy nie zdarzyło mi się narzekać, niezależnie od gatunku recenzowanego tytułu. Otóż… tak spartolonego menu, to ja w życiu nie widziałem. Sprawa jest na tyle poważna, że na początku ma się ochotę wyjąć płytę z czytnika i spuścić ją w wartkim strumieniu, zwanym też wodą z klozetu. Przy pierwszym odpaleniu gry zostajemy poczęstowani kilkoma planszami, które informują nas o tworzeniu nowego profilu, zestawień, kariery etc. Po chwili zaś patrzymy, jak… dokonuje się autozapis postępu w tych wszystkich plikach. Na deser gra łączy się obowiązkowo z serwerem 2k Sport, co trwa nawet po kilkanaście sekund i nie da się tego przerwać. I tak przy każdym odpaleniu! Gdy wszystko się już powiedzie, trafiamy na ekran, na którym… nie mamy żadnych opcji do wyboru. Możemy za to poczytać świeże informacje ze świata NBA, co akurat jest pozytywem. Wracające jednak do tematu, wywołanie faktycznego menu wymaga – uwaga, to jest mocne – wychylenia prawego analoga! Tak jest, do opcji wchodzimy, wychylając prawy analog! Dla odmiany, wyboru dokonujemy już lewym, ale jeśli go puścimy, to kursor wraca automatycznie do opcji, znajdującej się na środku ekranu. Kto to wymyślił, jak się pytam?! Co więcej, skorzystanie z co drugiej opcji kończy się próbą ponownego połączenia z serwerem 2k…

Za menu nie zamierzam jednak odejmować punktów od końcowej noty. Dziwnie bym się czuł, gdybym urwał komuś całe oczko za źle przygotowane międzymordzie startowe. Byłby to chyba precedens. Dlatego powstrzymam się od takiego znęcania, niemniej jednak miejcie to na uwadze. Pomijając ten mankament, cała reszta przygody z NBA 2k10 to już czysta przyjemność, zarówno dla amatorów, jak i dla pro. Jeśli tęsknicie za wirtualnym koszem, możecie spokojnie zwrócić swoje oczy właśnie w tym kierunku.

2009-11-07. Tekst napisany na zlecenie portalu Gaminator.tv.

Skomentuj

Jestem bardzo ciekawy, co masz do powiedzenia! :-]

Tomasz Kozioł (Pop)kultura osobista

Tu mnie znajdziesz:

Najświeższe teksty

Najnowsze komentarze