Tomasz Kozioł (Pop)kultura osobista

Guardians of the Galaxy – Indiana Jones spotyka Avengers w kosmosie

G

Cieszę się, że “Strażnicy Galaktyki” zostali nakręceni dopiero teraz. Cieszę się, że Marvel zdążył się wprawić na “Avengers”, pierwszym “Iron Manie” i poeksperymentował na “Iron Manie 3”. Cieszę się, że Dom Pomysłów w okolicy “Thora 2” i “Winter Soldier” doszlifował swoją filmową formułę, doprowadzając ją w okolice perfekcji. Cieszę się, ponieważ dzięki temu “Guardians of the Galaxy” wyszło tak niesamowicie dobrze. To film, który przeczy zasadzie, że jeśli “coś jest do wszystkiego, to jest do niczego” – mam wrażenie, że każdy może pójść na seans i się dobrze bawić. Można być zagorzałym wrogiem fantastyki jako takiej, a i tak zakochać się w szopie z CKM-em i morderczym drzewie z poważnie ograniczonym słownikiem. Do jasnej anielki, wychodząc z sali miałem ochotę utonąć w komiksach o grupie bohaterów, o których dotąd nie wiedziałem absolutnie nic!

Poznajcie StarPrince’a… StarKinga… pana Lorda… tego sympatycznego gościa, który znowu trafił do karceru, całkiem nieźle sobie radzi, ale jego sława jeszcze go nie wyprzedza. Właśnie wszedł w posiadanie tajemniczej kuli, za którą jest wyznaczona całkiem godziwa cena. Niestety, na spotkaniu z paserem okazuje się, że owa cena eskaluje bardzo szybko, a pod drzwiami czeka już całe stado interesantów, którzy pragną zdobyć glob drogą ubicia poprzedniego właściciela. Cały rozgardiasz kończy się względnie szczęśliwie – bez ofiar w cywilach i z czterema elementami kryminogennymi w kaftanach. Do jednej celi ze StarLordem trafia też mordercza Gamora, szurnięty szop-wynalazca-najemnik-szop Rocket i wykidajło tego ostatniego, Groot, drzewo… Po prostu drzewo. Szybko przyciągają do siebie jeszcze piątego zakapiora, Draxa, który w innych czasach i w innym miejscu byłby pewnie zapaśnikiem z bardzo ograniczonym pojmowaniem metafor. Teraz ma po prostu ograniczone pojmowanie metafor. I tak jak pozostała czwórka, ma na pieńku z niejakim Ronanem, od którego zaczęła się cała heca z tajemniczą kulą…

Fabuła “Guardians of the Galaxy” szybko ewoluuje z klimatów lokalnych do pangalaktycznych, jak się zapewne wszyscy domyślają. Od początku do końca, jest to wyśmienicie napisana, zaprojektowana i nakręcona jazda bez trzymanki po kosmicznym rollercoasterze i to w pięknym technikolorze. Reżyser i scenarzysta, James Gunn, nie daje widzom praktycznie żadnej chwili wytchnienia. Gdy akurat wszystko dookoła nie eksploduje, serwowane są wyborne, cudownie napisane gagi i dialogi. Albo coś z zupełnie drugiej strony skali – delikatne, niewymuszone wzruszenia, często puentowane autoironiczną uwagą, subtelnie zmniejszającą ciężar sceny. Są i śmiechy, i wybuchy, i westchnienia, a wszystkie te elementy zostały wymieszane w doskonałych proporcjach.

Marvel od lat ma dobrą ręką do aktorów i nie inaczej jest tym razem. Czy można nawet: w tym wypadku prześcignęli samych siebie, podbijając poprzeczkę jeszcze wyżej. Nie wiem, jak w radosnym grubasku, Chrissie Prattcie ktoś wypatrzył StarLorda, ale trzeba temu komuś postawić piwo – odnalazł prawdziwy diament. Zoe Saldana jak zwykle dodała blasku obsadzie – tak jak robi to w każdym filmie fantastycznym, w którym się pojawia. Bradley Cooper po raz kolejny potwierdził, że jest niesamowicie zdolnym aktorem i nic mu nie jest straszne, ani fryzura z “American Hustle”, ani granie szopa z CKM-em. Zaś moją prywatną wisienką na torcie był głos Vina Diesela udzielony Grootowi – był to raptem detal, ale ucieszył mnie niezmiernie. Do tej plejady dochodzi jeszcze oczywiście Drax, który mnie osobiście najmniej ruszył w zakresie doboru obsady – był po prostu bardzo dobry.

Rozwodzenie się nad efektami specjalnymi w filmach Marvela nie ma dla mnie już większego sensu, gdyż jest po prostu idealnie. I tu nie chodzi tylko o rzemieślniczą jakość wykonania – nie, Dom Pomysłów jak zwykle wrzucił do kotła masę kreatywnych… cóż, pomysłów. I cudownie jest mi ze świadomością, że czuję się do tego przyzwyczajony – jestem dopieszczonym i klientem, i fanem. Dla odmiany, z przyczyn fabularnych, muzyka grała ważniejsza rolę niż zwykle, ale nie będę się w tym temacie zagłębiał, żeby nie psuć frajdy. To jeden z tych detali, które cudownie odkrywa się samemu.

Na deser postanowiłem sobie zostawić jedną kwestię. Otóż, trafiam w internecie na praktycznie same ultrapozytywne opinie na temat “Guardians of the Galaxy”. I tak jak mnie to bardzo cieszy, tak miałem też czasem wrażenie, że niektórzy trochę za bardzo… cóż, popłynęli. Pewnie przez całą tę radość i euforię wywołaną genialnym seansem, co całkowicie rozumiem. Jednak porównania do “Gwiezdnych Wojen” (np. w kontekście takim, że “Strażnicy są na poziomie Gwiezdnych Wojen”) wydają mi się strasznie przestrzelone. I to nie dlatego, że tak naprawdę są słabsi od Star Wars. Albo w drugą stronę – że są o niebo lepsi*. Są po prostu kompletnie inni, a porównywanie ich do takiego klasyka, to wsadzanie kija w emocjonalne mrowisko. Natomiast spokojnie mógłbym powiedzieć, że “Guardians” mają w sobie coś z Indiany Jonesa. I ponownie – nie chodzi tu o wrzucenie na jedną skalę jakości! Nie, tu chodzi o ten uśmiech, o błysk w oku, o kreatywność, o nieznośną lekkość bytu, o pojedynek tureckiego miecza z rewolwerem. Faktycznie, w sensie duchowym wszystko to w “Strażnikach” jest. I jest też dużo, dużo więcej. I to jest takie cudowne.

PS: Mimo że to film komiksowy, tym razem obyło się bez ścian-o-tekstu, głównie z tego względu, że… “Guardians of the Galaxy” po prostu nigdy nie czytałem i nic o nich nie wiem. Ale! Film mi się podobał tak bardzo, że chcę tę lukę możliwie szybko nadrobić i mam już ułożony wstępny plan pochłaniania kolejnych zeszytów. Z tego też względu nadal nie zmienił się lider w tabeli moich ulubionych filmów superbohaterskich – na szczycie nadal pozostają pierwszy “Iron Man” oraz “Avengers”. Z tego względu, że tam byli bohaterowie, których całkiem dobrze znałem i sentyment zrobił swoje. Ale to bynajmniej nie ujmuje niczego “Strażnikom” – są niesamowici!

*OK, są o niebo lepsi od “Mrocznego Widma”. Ale w przypadku kilku filmów Uwe Bolla można byłoby się kłócić, czy nie są one lepsze od “Mrocznego Widma”, więc ten argument jest inwalidą i nie o to chodziło.

komentarzy 47

Jestem bardzo ciekawy, co masz do powiedzenia! :-]

      • Co do waszej dyskusji powyżej, to moim zdaniem zdecydowanie bliżej Star-Lord’owi do Indiany Jonesa niż do Skywalkera.
        Pozdrawiam

        • Też mam takie odczucia. Krąży zresztą już takie zdjęcie po sieci, z Chrissem Prattem w roli Indiany Jonesa i… cholera, pasowałby super. ;]

  • Zgadzam się w 100 %, również nie rozumiem czemu ludzie porównują Strażników do Gwiezdnych Wojen. Sam film był świetny, aż obejrzałbym go ponownie, dodatkowo zachęcił mnie do sięgnięcia po komiksy. Oprócz GOTG muszę sprawdzić jeszcze Kaczora Howarda, który pojawia się w scence po napisach 🙂
    p.s
    Ciekawe czy kiedyś do strażników dołączy Iron Man 😉

    • Bo to jest zupełnie jak Gwiezdne Wojny? Już pomijając to, że masz ten sam zestaw bohaterów (Star-Lord ->Skywalker, Rocket -> Solo, Gamora -> Leia, Groot -> Chewbacca/R2d2), klimat masz niemal ten sam, przygoda plus mnóstwo humoru, plus taki fajny, żywy naprawdę zamieszkany kosmos.
      I serio, nie wiem, czy nakrycie głowy Ronana bardziej przypominało mi Egipt czy hełm Vadera, ale sam głos kojarzy się już dość jednoznacznie.

      • Bo jest zupełnie inny. Strażnicy do komedia, a Gwiezdne Wojny to bardziej poważny film. Nie rozumiem jak można porównać Star-Lorda do Skywalkera, przecież są to dwie zupełnie różne postaci.

        • W razie czego, odpowiedziałem na tę kwestię nad Twoim komentarzem i pomyślałem, że Cię “pingnę”, żebyś mógł się włączyć do dyskusji. :]

        • Przyznaję, że nie wiem. Nie jestem na bieżąco, więc być może w najnowszej edycji Nowej Nadziei usunięto wszystkie zabawne elementy.
          W wersji którą namiętnie oglądałam dwadzieścia lat temu cały film się iskrzył humorem.

      • Niestety, te argumenty kompletnie do mnie nie przemawiają. Jasne, obydwa filmy są space operami, ale to nie znaczy, że ze sobą bezpośrednio konkurują/są takie same/są prawie takie same/etc. Charakter tych filmów, w moim odczuciu, jest zupełnie inny. Zresztą, ja nie umiem sobie wyobrazić Gwiezdnych Wojen bez Mocy, Zakonu Jedi i kilku innych elementów, których reprezentacji w Strażnikach w żaden sposób nie ma.
        OK, mogę się np. zgodzić, że ktoś, kto kiedyś tworzył Groota, był fanem Star Wars i Chewbacca mógł wpłynąć na proces twórczy (to normalne, w szczególności, że wpływ SW na popkulturę był nieziemski). Ale już taki Peter Quill nie jest nigdzie blisko – w zakresie charakterologicznym i stylistycznym – młodego Skywalkera. Jeden jest banitą, który pierwszy raz w życiu pomyślał, że dla odmiany mógłby nie mieć wszystkiego w dupie i zawalczyć o jakąś wyższą wartość. Drugi został wychowany jako syn farmera, włada Mocą, a poczciwość i honor ma wypisane na twarzy.
        A z innych rzeczy… to chyba Twój pierwszy komentarz u mnie, prawda? Witam na stronie i mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy w komentarzach. Inne punkty widzenia, w szczególności ładnie podane, są ciekawe. :-]

        • A tak btw. Napiszesz kiedyś jakiś wpis na temat 3 trylogii Star Wars? Z chęcią bym przeczytał, oraz jestem ciekaw twojego zdania. Osobiście mam złe przeczucia, że dodadzą tam wątki komedii, jak w przypadku “Mrocznego Widma”.
          p.s
          Zgadzam się z powyższym postem 🙂

          • Ja przeczucia mam o tyle dobre, że robi to… Disney. I, szczerze mówiąc, dla mnie to jest naprawdę uspokajające. Nie do końca rozumiałem, te memy z Myszką Miki i mieczem świetlnym (jako obawę przez popsuciem SW). SW zostało już popsute przez samego Lucasa – z nowej trylogii naprawdę przyzwoita jak dla mnie była dopiero ostatnia część. Natomiast Disney naprawdę szanuje swoje marki, mają masę doświadczenia, robią genialne kino z Marvelem – jestem dobrej myśli. :]

        • Spoko, twoje argumenty też do mnie nie przemawiają. Dla mnie oba filmy reprezentują bardzo podobny charakter radosnych podróży, przygód i nawalanek w kosmosie. Zakon Jedi w Nowej nadziei też bardzo mocnej i znaczącej reprezentacji nie miał a magiczne kryształy i grootowa telepatia są dla mnie wystarczającym odpowiednikiem dla mocy. Fakt, oba sequele rozwijały potem poważniejsze tematy (choć nigdy nie zapominały o częstym wrzucaniu zabawnych elementów), ale tez nie wiemy, w jaką stronę pójdą następni Strażnicy, więc wolę obecny film porównywać do Nowej Nadziei.
          Quill wylądował w miejscu Skywalkera głównie dlatego, że Rocket jest dużo lepszym Solo, ale podobieństw masz więcej: postać męska w głównej roli, z martwą matką i szeroko omawianym nieobecnym ojcem, sentymentalną i na “banitę, pierwszy raz myślącym o powalczeniu o wyższe wartości” zadziwiająco szybko rzuca się na pomoc nawet osobom, które w poprzedniej scenie chciały mu przyłożyć.Plus fakt, że absolutnie wszyscy okazują mu lekceważenie, jak jak młodemu wieśniakowi Skywalkerowi. Plus wzmiankowana poczciwość wypisana na twarzy. Cokolwiem mówić o Peterze, poczciwości wypisanej na mordce mu nie brakuje.

    • Myślę, że dołączenie się Iron Mana jest prawdopodobne – w komiksach już należy do tej ekipy. A i wygląda to na sensowny pomysł na film… jakoś w roku 2030. ;]

  • To ja wypiszę w punktach, bo tak już chyba robię zawsze:
    1. Film 7/10, dobry, ale nie bardzo dobry.
    2. Bez Rocketa i Groota byłoby 6/10
    3. A gdyby nie niepotrzebna scena tańca na początku i na końcu, to może nawet 8 (taniec przed Ronanem mocno zepsuł mi film).
    4. Wszyscy zagrali bardzo dobrze, ale Gamora nie wydaje się “najniebezpieczniejszą kobietą w Galaktyce”, wątpię by Drax wyrwał Thanosowi serce, a Ronan…on miał być przerażajacy czy coś?
    5. Propos Ronana – minus dla niego za zabicie The Othera ( [*] pamiętajmy)
    6. THANOS O MÓJ BOŻE THANOS – wyglądał i brzmiał świetnie. Do czasu aż się uśmiechnął, trochę dziwnie im to wyszło.
    7. Thanos taki potężny, ale jak Ronuś mu się zbuntował, to “Shit…nic nie mogę zrobić.” Liczyłem że ruszy fioletowy tyłek.
    8. Myślałem że mi oczy pękną w muzeum Kolekcjonera. Chitauri, Mroczne Elfy, Kokon Adama Warlocka, Aether, Cosmo, Howard!
    9. W końcu dla szerszej publiki wyjaśniono Kamienie Nieskończoności. I w ogóle się nie spodziewałem że pokażą Celestiala! To teraz mamy: Tesseract (Space stone), Aether (Reality stone), Orb (power stone)…i berło Lokiego? (mind/soul stone?)
    A żeby ci się nudno tego nie czytało, masz tu obrazek z tym, co Drax robi najlepiej:
    http://38.media.tumblr.com/24a91afa926b9be70ea075438bf9d9af/tumblr_n9mf97m5B41sjbu99o1_250.jpg

    • Ad. 2. Gdyby wykastrować film w ogóle z postaci, to nawet do 1/10 mógłby spaść. ;]
      Ad. 3. Ja z kolei sceny tańca kupiłem tak bardzo, jak bardzo tylko dało się kupić. Na początku po prostu był w ten sposób zarysowany charakter bohatera, a w finale… cóż ta scena mogła wyjść bardzo źle przez najdrobniejsze potknięcie. Ale, jak dla mnie, wycisnęli z niej wszystkie soki i szczrze mi się podobało. :]
      Ad. 4. Z tego co rozumiem, w komiksach oni są przedstawiani jako ogólnie dużo silniejsi. Chyba poziomem mocy sporo przekraczają Avengers. Może sęk w tym, że w filmie dopiero się formowali? Przyznaję, że o tym akurat nie wiem, co myśleć – może jak przeczytam komiksy, to nasuną mi się jakieś wnioski.
      Ad. 7. Ja to bardziej odebrałem jako olanie tematu i pozwolenie, by się potoczył swoim torem. Poza tym, Thanos by wtedy ukradł film, a na to jeszcze przyjdzie pora, więc każda wymówka jest dobra. :]
      A z pozostałymi punktami ogólnie się zgrywam z Twoimi poglądami. :]

  • Jak dla mnie film bardzo dobry i na poziomie CA2.
    Co do Ronana twardy wojownik a nie ciepła kluska jak Malekith czy Killian.
    Co do Othera to jak będą chcieli to go ożywią w komiksach ożywili nawet Thanosa.
    Może w GOTG 2 będzie Adam Warlock, Skrulle, Bradoon i Arthirians.

    • Tak, ja chyba też bym postawił – jeśli chodzi o poziom – na półce gdzieś obok Zimowego Żołnierza. Podobna jakość, tylko śmiechu więcej. :]
      I powiedz… który to był ten Other? Jako że komiksów nie czytałem, jakoś chyba postaci nie wychwyciłem, a przynajmniej nie zapadłą mi w pamięci.

  • Śmiesznie, kiczowato, i pretekstowa fabuła (avengers byli lepsi x razy)
    Brak Novy, Cosmo przelotem i słaba scena po napisach
    w 2h przedstawić 5 bohaterów i rzucili kilka fajnych dowcipów. ~30-letnie gwiezdne wojny z pretekstowa fabuła wypadają 5 razy lepiej (i 5 razy nudniej :p)
    Wystarczyłoby zamiast 5 złych pokazać jednego i jakoś lepiej zaprezentować jego background
    dziwie się, że fabuła oparta na Let’s be friends no jutsu (a’la Naruto) zgrania tak wysokie noty za coś co jedynie wyróżnia się humorem.
    W dodatku Gamorry i Draxxa mogłoby w tym filmie nie być i w jakiś sposób wyszło by na to samo 🙁
    Mimo wszystko film 7/10 bo ogladalo sie bardzo przyjemnie… tylko dlaczego Ronana przedstawili jako taką Pipe, a Nova Corps gorzej niż Zielone Latarnie w filmie z Reynoldsem…

    • Widzę, że sporo wiesz o komiksowej wersji Strażników (ta część Marvela jest dla mnie na razie czarną dziurą) – byłem ciekawy, jak ta znajomość oryginału wpływa na odbiór filmu. Cóż, teraz już w miarę wiem, dzięki za komentarz. :] Sam nie mogłem się przyczepić do żadnego z wymienionych przez Ciebie problemów, ponieważ po prostu nie znam materiału źródłowego (ale chcę go nadrobić). Ciekawy jestem, czy wtedy zmieni mi się postrzeganie filmu.
      I na koniec, korzystając z okazji – witam na mojej stronie, mam nadzieję, że się jeszcze spotkamy w komentarzach. :] Dobrze kojarzę, że to był Twój pierwszy komentarz u mnie? :]

    • Wielu ludzi nie rozumie sceny po napisach (w tym ja), ponieważ przedstawia małą znaną postać Ducka Howarda. Dopiero później przeczytałem o nim w internecie.

  • Nawet nie wiesz, jak cieszy mnie ta recka. Po pierwsze, ostatnio ogląda… próbowałam obejrzeć “Fantastyczną Czwórkę: Narodziny Srebrnego Surfera” – MATKO Z CÓRKĄ! Jak mnie to wynudziło! Odpuściłam po niecałej godzinie. I zaczęłam się serio bać kolejnych marvelofilmów.
    Po drugie, właśnie dziś nadziałam się na mega negatywną reckę “Strażników Galaktyki”, co wywołało we mnie mały sygnał alarmowy. Znaczy nie żebym jakoś dziko i szaleńczo się przejmowała, ale jednak obawa się pojawiła.
    A jednak mam dobre przeczucia. ^^ Niewątpliwie śmigam do kina na dniach. 😀

    • Oj, to wydaje mi się, że skrajnie zły film wybrałaś sobie do rozpalania superheroicznego żaru. 😀 Swoją drogą, napomknę jeszcze, że o ile Fantastyczna Czwórka, jako marka, jest faktycznie Marvela, tak prawa do ekranizacji miało bodaj Sony (albo Fox, nie jestem pewny). I ich poziom to jednak nie było “to”. Marvel Studios jak dotąd nie dostarczyło ani jednego szrota, przynajmniej w moim odczuciu (akurat lubię Iron Mana 3, ale jestem w mniejszości).
      Na kilka negatywnych recek “Strażników” też trafiłem i… cóż mogę powiedzieć, nie zgadzałem się z nimi. Jeszcze żeby Cię dodatkowo uspokoić – na seansie byłem z żoną i też wyszła zachwycona filmem, mimo że nie czyta komiksów. To po prostu świetne, zabawne widowisko. :] Jak wrócisz z seansu, to koniecznie daj znać, jak się podobało!

      • Bez przesady z tym rozpalaniem, maraton po Iron Manach, Hulkach, Thorach i Avengersach robiliśmy sobie jakiś czas wcześniej już i faktycznie, wszystko było spoko. Choć nie przeczę, w Avengersach spodziewałam się więcej akcji, a mniej ględzenia. Ale i tak dawało radę. Natomiast próba zaprzyjaźnienia się z Fantastyczną Czwórką to fiasko totalne. xD Po prostu zaczęłam się obawiać tendencji spadkowej… Z drugiej strony, co może być złego w filmie, w którym występuje szop z giwerą i wielkie drzewo, c’mon? xD
        Dam znać na pewno 😀

        • Jestem ciekawy, co zrobią z tą nową Fantastyczną Czwórką. Ale przeczucia mam bardzo złe. W szczególności, że jak dotąd nie podobały mi się ani filmy, ani żadne komiksy z tych, które czytałem.

          • Melduję posłusznie, że “Strażników…” obejrzałam i się zachwyciłam 😀
            Wreszcie była akcja, bez smęcenia. Nawet te niby-smęcące momenty potrafili w ostatniej chwili szturchnąć łokciem, żeby jednak były… no, po prostu fajne. 😀 Ot, choćby to, kiedy bohaterowie deklarują, że ok, wchodzą w to bagno i są przyjaciółmi. Spłakało mnie, kiedy w końcu wstał Rocket i w całym tym patosie padło jego: “Ok, wstałem. Jesteście zadowoleni? Pięć fujar stanęło sobie w kółeczku” xDDD
            Serio, film był mega pozytywnym zaskoczeniem, Rocket i Groot mnie z miejsca kupili, acz muszę przyznać, że też niesamowicie fajna była Nebula (sorry, wolałam ją od Gamory… 😛 ). Trochę żałowałam tylko, że nie wyjaśnili za bardzo, o co chodzi z Ronanem. Pojawił się koleś z jakiegoś basenu, posypali go piaskiem, utytłali twarz w błocie… ok, pewnie dla komiksiarzy to trochę jaśniejsze, dla mnie to był cały dziwny rytuał, który został zagadką.
            W sumie… och, co tu dużo gadać. Biorę się za komiks, bo serio – film po prostu do tego zachęca, no. 😀 Ci bohaterowie są na tyle fajni, że człowiek nie chce się z nimi rozstawać. 🙂

          • Przez urlop i insze inszości dopiero odpisuję na Twój komentarz… Przepraszam. :]
            Cieszę się, że film się podobał! A powiedz, komiksy już zaczęłaś czytać? Ja się ciągle do nich przymierzam i się nie zabrałem. :]

    • Drugi tom to jest ten, który się zaczął bodaj w 2008 roku, czy ten ostatni, w którym się też Iron Man dołączył do ekipy? :]

  • Mnie też film zainteresował komiksem, że już zamierzam systematycznie kupować wszystko do przeczytania od Annihilation do końca runu DnA :], recki o GoG vol 2 i Nova vol 4 są naprawdę zachęcające. Sam film jest świetny bawiłem się przednio, przy tragicznym w moim odczuciu komediowym Ironie 3, tutaj wszystko zagrało. A druga scena po napisach koncowych mnie zaszokowała 😛

    • Też planuje od Annihilation zacząć i później pojechać z Annihilation Conquest etc. :] Może też właśnie Novę bym dogłębniej przy okazji poznał. :]

  • Obejrzałem niedawno film i zgadzam się z Twoimi wnioskami, KoZa. 😉
    Co prawda, nie czuję (jeszcze :P) konieczności sięgnięcia po zeszyty o tej ekipie, ale to pewnie dlatego, że mam mejnstrimową część komiksowego uniwersum do nadrobienia.
    Jestem absolutnie zachwycony doborem aktorów (również dubbingujących), dialogami, ścieżką dźwiękową, scenografią – całym filmem.
    Ścisła czołówka, jeśli chodzi o tegoroczne akcyjniaki.
    http://omnesetnihilo.wordpress.com/2014/11/21/straznicy-galaktyki-kto-strazy-samych-straznikow/

    • Fajnie, że nadrobiłeś. :-] Mnie kusi zakup bluraya i odświeżenie sobie seansu, ponieważ, tak jak napisałeś, jeden z lepszych filmów rozrywkowych tego roku. A ścieżkę dźwiękową katowałem chyba ze dwa miesiące i nadal do niej wracam. :]

  • Ja po obejrzeniu tego filmu bardzo się zawiodłem, a wynika to tylko z tego, że naczytałem się recenzji typu pt. “Lepsze niż Avangers”, “Gwiezdne Wojny w nowej oprawie – lepsze i smaczniejsze” itp itd.
    Pierwszy kontakt na temat tego filmu miałem na jakimś portalu “obrazkowym”, gdzie widziałem gifa jak Szop strzela z machineguna na plecach enta. Wtedy stwierdziłem – “Jaki zajebis** motyw muszę to obejrzeć.” Potem właśnie recenzje, gdzie już totalnie mnie napaliło aby “skonsumować” ten film. Problemem jest to że tego typu recenzje dały mi zbyt wygórowane wymagania na temat tego filmu.
    “Lepsze niż Avanges” – fakt na korzyść Avangersów przemawia do mnie nostalgia – postaci które znam, na których się wychowałem (chociaż kreskówki Iron Mana nie lubiłem – tak film uwielbiam). Dialogi pomiędzy postaciami, same postacie, nostalgia akcja, żarty i główny zły. – To jest to dlaczego uważam Avangersów za super film. Tutaj też mamy dość ciekawe postacie chociaż do bólu stereotypowe – główny bohater -“Złodziejaszek o dobrym sercu.” Szop i Grot – jeden myśli, drugi nie myśli tylko jest od od nawalania. Jednak im dalej to gorzej: łowczyni która mam wrażenie jest tylko po to aby główny bohater mógł się w niej zakochać oraz gość który szuka zemsty, jest płytki do bólu. Dość mieszane uczucia mam do tej piątki.
    Główny zły – gdzie tutaj charakter? Jest zły i tyle, nie jest fajną kreacją “vilana” nikt go nie lubi, nie ma fajnego designu. Lokiego się lubi pomimo tego, że jest zły. Dartha Vadera to samo + super design, Sylara z Herosów (serial) – te postacie coś w sobie mają, motyw, zapamiętuje się je tutaj po prostu kiepsko.
    Dialogi/Żarty – tutaj na plus, podobały mi się dziecinne zachowania Rocketa, było parę fajnych żartów. Dialogi są naprawdę niezłe, jedyne co mi się nie podobało – to, że Rocket tłumaczył co ma na myśli Grot. Mógłby składać chociaż proste słowa, ale nie powinienem się czepiać – pewnie tak było w oryginale (i dobrze, że tak zostało). I nie byłoby tego ładunku emocjonalnego w “Jesteśmy Grot” – urocze i piękne.
    Muzyka – bardzo duży plus, nie pamiętam kiedy muzyka w filmie odgrywała dla mnie tak dużą rolę, a na dodatek bym sięgnął do tych utworów po seansie 😉
    Efekty specjalne – co tutaj dużo pisać, po prostu są piękne.
    Fabuła – też jest w porządku, w sumie nie ma czego się czepiać (scena po napisach mnie rozwaliła ;D).
    Warto dodać, że jest to jeden z niewielu filmów gdzie wcześniej nie
    miałem do czynienia z materiałem źródłowym, a i tak spodobał mi się w jakiś sposób.
    Podsumowując – wcale nie uważam, że ten film jest zły, czy coś. Uważam jest jest naprawdę dobrym filmem, jednak nie rewelacyjnym. Moje zawiedzenie całym tym filmem wynikało z “supermegaturbopozytywnych recenzji”. Wymieniłem jego wady, gdzie nigdzie o tym wcześniej nie wyczytałem – nikt nie zwrócił na to uwagi. Zbyt dużo ludzi jest zachwyconym tym filmem by zwrócić na to uwagę 😉 A ja staram się być obiektywny jak zawsze.
    PS Jest to o tyle dla mnie dziwne, że pierwszy raz się z Tobą nie zgadzam 😉

Tomasz Kozioł (Pop)kultura osobista

Tu mnie znajdziesz:

Najświeższe teksty

Najnowsze komentarze

%d bloggers like this: