Tomasz Kozioł (Pop)kultura osobista

Dżem w Stodole (04.12.2010)

D

Dżem to jeden z tych zespołów, których nie trzeba nikomu przedstawiać. Na polskiej scenie muzycznej występuje już od 30 lat i to mimo bardzo bogatej, a przy tym trudnej historii. Muzycy nie tylko grają stare szlagiery, ale również ciągle tworzą nowe utwory, czego doskonałym dowodem były dwa koncerty w Stodole, które odbyły się odpowiednio 3. i 4. grudnia. Sam byłem na drugim z wymienionych.

Można powiedzieć, że przygotowana lista utworów była naprawdę niezłym kompromisem między najstarszymi z najstarszych hitów, kompozycjami z płyty “2004” oraz kawałkami z najnowszego albumu, który, siłą rzeczy, muzycy chcą promować. Początkowo królowały głównie utwory z grupy drugiej i trzeciej – z repertuaru riedlowskiego z pierwszej części koncertu zapadło mi w pamięci jedynie “Powiał boczny wiatr”. Zresztą, z obecności tego kawałka bardzo się cieszyłem, gdyż darzę go dużym sentymentem. Oczywiście, nie mogło zabraknąć “Do kołyski” z “2004”, które zostało poprawione “Gorszym dniem” z tożsamego albumu.

Jednak większość kompozycji to były świeżynki. I tu muszę się przyznać – nie odrobiłem pracy domowej, znam “Muzę” tylko na wyrywki, przez co ciężko mi szło śpiewanie razem z zespołem i resztą publiki. Mogę za to dzięki temu co nieco powiedzieć o tym, jakie owe kawałki robią wrażenie na pierwszy “rzut ucha”. Szczerze mówiąc, nie porwały mnie. Zaśpiewane przez Macieja Balcara dwie ballady mają, według mnie, spory kawałek do poziomu “Do kołyski”, ale może to właśnie kwestia osłuchania się z nimi? Kto wie. Utwory bardziej żwawe, z gitarowym kopnięciem i przesterem też mnie aż tak nie porwały. Były niezłe, ale tu z kolei nadal pierwszeństwo ma – w zakresie tej części historii Dżemu, w której na wokalu był już Balcar – “Diabelski żart”. Skąd takie porównanie?

Otóż, zdecydowanie najlepszą częścią koncertu były bisy, kiedy między innymi Dżem zagrał właśnie ów utwór rozpoczynający się od słów “Diabli mi zrobili żart”. Wtedy zagrali też “Jak malowany ptak” (kocham, po prostu kocham) oraz “Sen o Victorii” (ten utwór komentarza chyba nie wymaga). Warto też dodać, że zaraz przed bisami był “Wehikuł czasu”, więc wszystkie absolutnie obowiązkowe szlagiery zostały zagrane, a publikę można było uznać za zaspokojoną. Co prawda, niektórzy – w tym tak naprawdę i ja – woleliby słuchać samych starych, kultowych hitów, ale to już raczej nie jest możliwe.

Jaki jest więc wynik koncertu? Z jednej strony, było wręcz genialnie. Sęk w tym, że to za sprawą starszych kawałków – czy to z czasów Riedla, czy nawet albumu “2004”. Najnowsza “Muza” na razie nie wpadła mi w ucho, ale może wszystko się zmieni, gdy go przesłucham w całości kilka razy. A taki właśnie mam plan.

Skomentuj

Jestem bardzo ciekawy, co masz do powiedzenia! :-]

Tomasz Kozioł (Pop)kultura osobista

Tu mnie znajdziesz:

Najświeższe teksty

Najnowsze komentarze