Tomasz Kozioł (Pop)kultura osobista

All-Star Superman – …a cóż to było?

A

“All Star Superman” jest, według mnie, animacją na wskroś dziwną. Z jednej strony dostałem to, co lubię, czyli kreskę bardzo odległą od tego, co znałem z animowanych seriali oglądanych w dzieciństwie. Z drugiej strony, jest to film cierpiący na schizofrenię – łapie się za, że tak to ujmę, duży temat, jakim jest śmierć Człowieka ze Stali, ale faszeruje widza dziwnymi wątkami pobocznymi, które naprawdę nie są interesujące na tle wspomnianego głównego wątku fabuły. Gdy na ekranie pojawiły się napisy końcowe, szczerze mówiąc nie do końca wiedziałem, co właśnie obejrzałem.

Jak już pisałem przy okazji “Superman – Doomsday”, mam wrażenie, że pełnometrażowe animacje lubią się chwytać za epickie tematy. Śmierć Supermana właśnie w “Doomsday”, początek współpracy Supermana z Batmanem w “World’s finest” czy powrót Jokera w… cóż: “Powrocie Jokera”. Tak jest i tym razem – w “All Star” Clark Kent w wersji z majtkami na spodniach uratował prom kosmiczny, ale sam przy tym przyjął większą dawkę promieniowania słonecznego niż jego organizm był w stanie “przetrawić”. W efekcie stał się jeszcze silniejszy, szybszy, inteligentniejszy, a kryptonit przestał mu szkodzić (sic!). Niestety, jest to też powód przyśpieszonego rozpadu komórek jego ciała, co prowadzi do nieuchronnej śmierci.

I teraz posłuchajcie – mamy na tapecie śmierć Człowieka ze Stali, prawda? Prawda. Więc o czym chcielibyście obejrzeć film? Ja, szczerze mówiąc, miałem nadzieję, na przykład, na szukanie lekarstwa. A co zaserwowali nam twórcy? Urodziny Lois Lane, na które Clark przygotował specjalną substancję, dającą jej supermoce na 24 godziny. Zaraz po tym nastąpiło siłowanie się na rękę z, bodaj, Samsonem – żeby pokazać Lois, kto jest najfajniejszy. I walka z jakimiś jaszczuroludźmi z wnętrza ziemi (całe pół minuty akcji). Było też kilka ciekawych pomysłów – na przykład pojawili się inni rozbitkowie z Kryptonu, którzy, oczywiście, też mieli supermoce (i występowali w strojach Teletubisów…). Ale to był tylko jeden z bardzo wielu wątków, na które poświęcono po pięć minut.

Nie do końca rozumiem te zabiegi. Fabuła była tak “rozbiegana” i wielowątkowa, że nie mogłem skupić wzroku na ekranie. I to bynajmniej nie ze względu na kreskę czy animację, które bardzo przypadły mi do gustu, serwując widzom Supermana innego niż w serialu, ale też innego niż na przykład w “Public Enemies”. Byłaby to naprawdę przyzwoita uczta dla oczu, gdyby nie to, że scenariusz męczył i nie pozwalał się nawet się skupić na walorach wizualnych.

Reasumując: “All Star Superman” jest po prostu dziwny. Mogę go polecić tylko ze względu na konwencję graficzną, która zdecydowanie przypadła mi do gustu. Fabuła to jednak, dla mnie, kompletne nieporozumienie. Rozumiem, iż “All Star” w tytule wskazuje na to, iż twórcy chcieli sporo zmieścić w tej godzinie z hakiem, wzorując się przy okazji na serii komiksów o tożsamym tytule, ale na przyszłość radziłbym jednak jedno: więcej umiaru.

komentarze 4

Jestem bardzo ciekawy, co masz do powiedzenia! :-]

    • Widziałem i muszę o niej koniecznie napisać. Rewelacyjna animacja, której całkowicie wybaczam prostą kreskę. Fabuła po prostu zamiata. 

    • Cieszę się, że nie tylko ja mam takie odczucia. Z tego co się orientuję, sporo ludzi jarało się tym filmem (czego nie pojmuję).

Tomasz Kozioł (Pop)kultura osobista

Tu mnie znajdziesz:

Najświeższe teksty

Najnowsze komentarze

%d bloggers like this: