Tomasz Kozioł (Pop)kultura osobista

X-Men: Przeszłość, która nadejdzie – Film, którego chciałem

X

Niektóre filmy są tak dobre, że warto się o nich solidnie rozpisać. Tak było ostatnio z “Edge of Tomorrow”. Są też jednak produkcje, które wyszły tak świetnie, że nie wymagają szczególnie rozbudowanego komentarza. Taka jest właśnie dla mnie najnowsza część przygód X-Menów, czy “Przeszłość, która nadejdzie”.

Historia została oparta na jednej z popularniejszych, komiksowych historii z grupą mutantów w roli głównej. Przyszłość nie rysuje się w szczególnie pozytywnych barwach. Jeśli posiadasz niewłaściwe geny, najprawdopodobniej już nie żyjesz albo zaraz umrzesz. A nawet jeśli jesteś “normalny”, to i tak pewnie już nie masz dachu nad głową, gdyż wieloletnie polowanie na mutantów zamieniło nasz nie najlepszy ze światów w jedno wielkie gruzowisko. Zaś to, co nie zostało jeszcze zdewastowane, jest przeczesywane bez przerwy przez grupy Sentineli, polujące na niedobitki zmutowanego ruchu oporu. Profesor X wraz z Magneto, przywódcy pozostałych przy życiu nosicieli genu X, postanowili chwycić się za przysłowiową brzytwę, by nie utonąć wraz z resztką swojego ludu. Szansę mają tylko jedną. Muszą wysłać kogoś w przeszłość, kto będzie w stanie powstrzymać twórcę Sentineli przed dopracowaniem swojego wynalazku. Niestety, jedyna osoba, która może przetrwać taką podróż, nie należy do najsprawniejszych dyplomatów. Jak się łatwo domyślić, na emisariusza z przyszłości zostaje wytypowany Wolverine.Jeśli mnie pamięć nie myli, owa fabułą przewiała się też przez kultową dla mojego rocznika animację. W filmie zaś koncepcja “Days of Futura Past” została o tyle ciekawie wykorzystana, że spoiła ze sobą starą trylogię z nową “Pierwszą klasą” i, przy okazji, rozprawiła się bodaj z większością fabularnych nieścisłości, które zdążyły się nawarstwić. Dzięki temu zabiegowi, plan filmowy został po prostu zalany przez znamienite nazwiska. Obok Hugh Jackmana, Iana McKellena i Patricka Stewarta, pojawili się również Michael Fassbender, Halle Berry, James McAvoy, Jennifer Lawrence czy Ellen Page.

Szczęśliwie, twórcy bardzo sprawnie rozwiązali problem nadmiernej liczby głównych bohaterów, skupiając się przede wszystkim na Wolverinie oraz młodych wcielenia Xaviera i Magneto. Dzięki temu obsada starej trylogii dodawała filmowi niesamowitego smaku, ale nie dominowała akcji i nie wprowadzała chaosu. A że Fassbender i McAvoy odtwarzają swoje postaci nie gorzej od starszych, bardziej doświadczonych kolegów, mogliśmy się już przekonać przy okazji “Pierwszej klasy”.

Tak jak sam jestem zachwycony scenariuszem “Przeszłości, która nadejdzie”, tak muszę uczciwie nadmienić, iż spotkałem się z argumentami, jakoby film był przegadany. I… w ogóle nie mogę się z tym zgodzić. Choć dialogów nie brakuje, to wszystkie są świetnie rozpisane i mają swój cel. Na seansie nie nudziłem się nawet przez chwilę. Doceniam też starania związane z połataniem uniwersum filmowego X-Menów. Choć nigdy nie przeszkadzały mi rozbieżności między starą trylogią a nowym wcieleniem serii, bardzo szanuję pracę włożoną w ten aspekt fabuły.

Na deser muszę podkreślić jeszcze jedną rzecz. “Days of Future Past” to jeden z tych filmów, z których pamięta się kadry przez długi czas po seansie. Zakochałem się w scenie otwierającej, zaś akcję rozgrywającą się w pewnym więzieniu oglądałem w niemym zachwycie. Do listy takich scen bez dwóch zdań dopisuję też wszelkie rozmowy między młodymi Xavierem i Magneto – każda z nich została napisana i zagrana wprost wyśmienicie. Choć sam nie jestem wielkim fanem przygód marvelowskich mutantów, uważam ten film za jedną z lepszych kinowych, superbohaterskich przygód. I obstawiam, że wielbiciele X-Menów wyjdą z kina zachwyceni.

komentarzy 12

Jestem bardzo ciekawy, co masz do powiedzenia! :-]

  • My również wyszliśmy z kina niebywale usatysfakcjonowani. 😀
    Film co prawda stawia kilka nowych pytań i nie udziela odpowiedzi na zadawane wcześniej, ale w trakcie seansu zupełnie nie zwraca się na to uwagi.
    Fenomenalne kreacje panów Fassbendera i McAvoy’a. Młody Magneto zrywa beret – jego zachowanie, sposób mówienia, gesty – majstersztyk!
    Wbrew obawom widzów nie zrobili z tego filmu o Wolverine’ie, co także bardzo cieszy.
    Narzekanie na nieścisłości w filmie, w którym główną rolę pełnią podróże w czasie oraz gigantyczne mordercze roboty jest trochę bez sensu, więc fajnie, że sobie to darowałeś. 🙂
    Tradycyjnie już, zapraszam do siebie. 😉
    http://omnesetnihilo.wordpress.com/2014/05/25/days-of-future-past-czyli-sezon-popcornowy-ma-sie-w-tym-roku-bardzo-dobrze/

    • Tak, to nie jest jeden z tych filmów, w których narzekałbym na nieścisłości w kontinuum czasoprzestrzennym. Który to już był film w tym uniwersum? Bodaj siódmy? I to od ilu różnych twórców – naprawdę było sporo miejsca, by narobić bałaganu, a mimo tego “Przeszłość, która nadejdzie” wypadła wyśmienicie.

  • Powiem tyle – drugi po First Class najlepszy film X-men.
    Mnie akurat film trochę zawiódł – i to z winy Singera. Po pierwsze – zabił świetny klimat Pierwszej Klasy – Magneto jest zwyczajnym bad guyem (a jego kretyński plan by zaatakować Prezydenta kiedy ważą się losy jego rasy – pogratulować), zabił połowę starej ekipy, byle ich nie pokazywać, a o reszcie przemilczał (czemu? Przecież tylko aktor od Azazela nie chciał grać dalej).
    Film jest…co najwyżej dobry. Ot, parę niezłych scen. I tyle. Nie ma tego magnetyzmu (ba dum tss!), klimatu i relacji między postaciami z First Class.
    Film ratuje Quicksilver- choć wyglądał idiotycznie, zapada w pamięć. Po czym pozbyli się go jakby nigdy nic.
    PS: “A nawet jeśli jesteś „normalny”, to i tak pewnie już nie masz dachu nad głową, gdyż wieloletnie polowanie na mutantów zamieniło nasz nie najlepszy ze światów w jedno wielkie gruzowisko.”
    Nie chcę cię martwić, ale w przyszłości ludzi już nie ma. Sam Logan zaznaczył, że Sentinele najpierw atakowały mutantów, a potem także ludzi, bo mieli “potencjał mutacyjny w sobie”.
    Jeszcze jedno uszczknięcie od fana filmów podróży w czasie…tyle bajzlu narobili a przyszłość praktycznie została taka sama, tylko że “fajniejsza”? Przecież:
    – W pierwszej linii czasu Raven zabiła Traska, na oczach 5 osób. Powstały Sentinele.W drugiej linii czasu, Biały Dom w gruzach, przygnieciony stadionem, ProtoSentinele szaleją, mnóstwo ludzi to widziało. Dodatkowo sam Magneto w TV mówi że należy się bać. Owszem, Miska nie zabija Traska, i ratuje Nixona. I to wystarczy by Sentineli nie było? Z tego opisu wynika że tylko zwiększyli panikę i przyszłość powinna być jeszcze gorsza.
    – Skoro zmieniły się wydarzenia od roku 1973, to osoby urodzone po tym roku narodzić się nie powinny, zgodnie z zasadami zmian w czasie. Są to duże wydarzenia, i na pewno zmieniły zachowanie wielu ludzi. A nawet ułamek sekundy podczas zapłodnienia sprawia, że inny plemnik wygrywa – bah – inna osoba (tak dosłownie mówiąc ;p )na osoba (tak dosłownie mówiąc ;p )

    • “Nie chcę cię martwić, ale w przyszłości ludzi już nie ma. Sam Logan zaznaczył, że Sentinele najpierw atakowały mutantów, a potem także ludzi, bo mieli “potencjał mutacyjny w sobie”.”
      z tego co pamiętam, zabijali tych co mieli potencjał do mutacji a nie wszystkich.
      Z jednym się zgodzę, też nie rozumiem czemu zostawili Pietro w domu. Zresztą pokazali go jako pre-punka, więc on sam z siebie, z przekory i swojej ciekawości powinien za nimi pobiec.
      Oprócz sceny walki, inny fajny z nim związany, był moment o którym mało kto wspomina w recenzjach, kiedy “Peter” mówi do Magneto: “potrafisz kontrolować magnetyzm? cool, moja matka spotykała się z kimś z takimi mocami” – dowcip oczywiście dla nerdów wiedzących o ich pokrewieństwie. A takich smaczków było naprawdę sporo.

      • A to nie było tak?
        – Więc potrafisz wyginać metal, co?
        -yhm.
        – Wiesz…moja mama spotykała się z kolesiem który to potrafił.

        • pewnie tak.
          mam kiepską pamięć do dokładnych cytatów, głównie na treści się koncentróję

      • “z tego co pamiętam, zabijali tych co mieli potencjał do mutacji a nie wszystkich.”
        Też mi jakoś tak to zapadło w pamięci. :-]
        “Oprócz sceny walki, inny fajny z nim związany, był moment o którym mało kto wspomina w recenzjach, kiedy “Peter” mówi do Magneto: “potrafisz kontrolować magnetyzm? cool, moja matka spotykała się z kimś z takimi mocami” – dowcip oczywiście dla nerdów wiedzących o ich pokrewieństwie. A takich smaczków było naprawdę sporo.”
        Nie pisałem o tym, ponieważ nie chciałem tym razem nie czułem weny na spoilerową sekcję w recenzji, a o samym Pietro nie chciałem nic pisać, żeby innym frajdy nie popsuć. :-] Ale w pełni zgadzam się natomiast, że ten film był wypchany po brzegi owymi “smaczkami”. :]

    • “- Skoro zmieniły się wydarzenia od roku 1973, to osoby urodzone po tym roku narodzić się nie powinny, zgodnie z zasadami zmian w czasie.”
      Według mnie, to nie jest jeden z tych filmów, w których warto aż tak analizować efekty zabawy czasem. ;-] Przy tym, jak ta seria jest długa, świetnie sobie poradzili. Poza tym – to komiksowa zabawa czasem. Służy do wskrzeszania poległych bohaterów, a nie problemów z zapłodnieniem! ;-]
      Z innych poruszonych przez Ciebie tematów – ja Magneto w wydaniu Fassbendera uwielbiam i w tym filmie również podobał mi się niezmiernie. :-]

  • Jako Fan X-Men stwierdzam, że najlepszy film jaki do tej pory o superhero zrobili 🙂

    • U mnie na pierwszym miejscu raczej dalej pierwszy Iron Man i Avengersi, ale i tak nowi X-Meni to dla mnie ścisła czołówka. :-]

  • Ten film sprawił mi wiele radości. I to dwukrotnie 😉 Raz, kiedy postanowiłam się wybrać na maraton i poprzedziłam go nadrobieniem prawie wszystkich poprzednich części na przestrzeni jakichś trzech tygodni, żeby wiedzieć, o co chodzi 😉 Tu mała dygresja o maratonie… Dwa filmy po bardzo krótkim czasie obejrzałam jeszcze raz: X-Men 2 – trochę się dłużyło, ale spoko; First Class – oglądałam ponownie z przyjemnością i to też jest jak na razie mój ulubiony. Potem niestety nadszedł Wolverine, którego pierwszy raz zobaczyłam właśnie w kinie i trochę umarłam, to znaczy zasnęłam. Nie do końca kojarzę, co udało mu się zdziałać w tej Japonii, ale fragmenty na które otwierałam oczy były fatalne i chcę o tym zapomnieć. No i wreszcie część najnowsza – spodobała mi się na tyle, że niedługo potem poszłam obejrzeć ją o 17.00 zamiast o 5.00 😉 Trochę mi się tylko zakręciło w głowie od tego, jak rozwiązali kwestię zmian w kontinuum czasoprzestrzennym, ale chyba trudno się ustrzec pewnych nieścisłości w dowolnym filmie, który podejmuje temat podróży w czasie… No ale poza tym aktorsko, wizualnie, pod względem akcji, humoru – pierwsza klasa (all over again ;))! Super że zobaczyliśmy oba pokolenia aktorów. A co do “akcji w pewnym więzieniu”, szkoda odzierać sobie wspomnienia z resztek magii, ale mimo wszystko warto się wczytać, jak tę i inne sceny wyczarowali: http://www.fxguide.com/featured/future-threat-x-men-days-of-future-past/

  • Film jak dla mnie bardzo dobry, stawiam go zaraz obok X-Men 1, 2 czy Pierwszej Klasy, nad Wolverine który też mi się podobał chociaż miał kilka błędów i X3.
    XOW to już nawet nie liczę.
    Przyszłość (rok 2023) ukazana bardzo dobrze, aż trochę szkoda że ją zmienili czy jednak na długo nowa przyszłość okażę się lepsza zwłaszcza że w kolejnych filmach można pójść w kierunku New X-Men G.M i wykorzystać pomysł z wymieraniem ludzkości lub wprowadzić Cable,
    Można też wprowadzić do filmów alternatywną rzeczywistość typu Age of Apocalypse ale to już po X-Men Apocalypse.

Tomasz Kozioł (Pop)kultura osobista

Tu mnie znajdziesz:

Najświeższe teksty

Najnowsze komentarze

%d bloggers like this: