Tomasz Kozioł (Pop)kultura osobista

X-Men: Pierwsza klasa – film też pierwsza klasa!

X

Marvel coraz bardziej nas rozpieszcza. Niedawny “Thor” był naprawdę przyzwoity, mi osobiście bardzo się podobał. Stara seria o “Spider-Manie” została zaorana i jest kręcona od nowa ze względu na wyraźną niechęć fanów do niektórych rozwiązań. Wielkimi krokami zbliża się seria “Avengers”, która będzie nas rozpieszczać świetną obsadą i, miejmy nadzieję, nie gorszym scenariuszem. A teraz to… film, na który za bardzo nie czekałem, gdyż kompletnie nie wiedziałem, czego się po nim spodziewać, a który okazał się istnym dziełem komiksowo-adaptacyjnej sztuki. Przed Państwem “X-Men: Pierwsza klasa”!

Fabuła filmu – skonstruowana przez scenarzystę, reżysera i twórcę Kick-Assa w jednej osobie, czyli Matthew Vaughn – traktuje o początkach jednych z najpotężniejszych mutantów znanych z marvelowskiego uniwersum. Mowa o Magneto i profesorze Xavierze, znanym jako Profesor X. Niektórzy mówią też na niego też Wózek. Nawet jeśli nie czytacie komiksów, mogliście mieć okazję ich poznać przy okazji trzech części filmów o X-Menach, które już jakiś czas temu gościły na ekranach kin i cieszyły się naprawdę ciepłym przyjęciem. Tym razem jednak siłą rzeczy cofamy się w czasie, do okresu kryzysu kubańskiego, kiedy ludzie jeszcze nie zdawali sobie sprawy z faktu, że między nimi ukrywają się i mieszkają osoby, która można byłoby nazwać kolejnym ogniwem w łańcuchu ewolucji.

Fabuła poprowadzona jest po prostu wybornie. Magneto poznajemy, gdy w najlepsze poluje na byłych nazistów, którzy zabili jego matkę i zamienili dzieciństwo w piekło. Z kolei Xavier jest właśnie o krok od uzyskania stopnia profesora, zaś fakt, że zajmuje się mutacjami, zwraca uwagę CIA na jego skromną osobę, ponieważ rząd amerykański zaczął się ostatnio borykać z siłami, które, z braku lepszego pomysłu, klasyfikowane są jako nadprzyrodzone. Tradycyjnie dla serii o X-Menach, w scenariusz wpleciony jest wątek braku akceptacji społecznej oraz szukania odpowiedzi na pytanie, czy inny znaczy również gorszy.

Przyznaję, że znalazły się w scenariuszu ze dwa-trzy momenty trochę słabsze, ale były one na tyle nieistotne, że można je pominąć. Wszelkie zaś niedoróbki z nawiązką wynagradzają prawdziwe przebłyski czystego geniuszu – szczególnie mam tu na myśli bardzo krótki epizod z Wolverinem, który rozbawił mnie dosłownie do łez. Dla innych fanów komiksów ta scena też pewnie nie będzie miała litości, więc uważajcie, żeby nie udławić się śmiechem.

Muszę też pochwalić scenariusz za jedną kwestię istotną szczególnie dla zagorzałych fanów, o którą się obawiałem i ze względu na którą moje zainteresowanie tą produkcją było umiarkowane. Otóż, nagrany przed kilku laty “X-Men Origins”, skupiający się na postaci wspomnianego przed chwilą Wolverine’a, pokazał, jak ciężko jest stworzyć spójny film, opowiadający historię, która miała miejsce przed rozbudowaną, dobrze już znaną fanom trylogią. Pomysł na film o Loganie był świetny, ale jego wykonanie już niestety nie. Fabuła była niespójna i odbiegała od tego, co znaliśmy już z wcześniejszych filmów. Natomiast “Pierwsza klasa” wpasowuje się chyba wręcz idealnie w to, co już znamy i w tej chwili nie potrafię wskazać po prostu żadnego uchybienia. Twórcy uszanowali dorobek między innymi Bryana Singera, autora dwóch pierwszych części X-Menów, i dostosowali należycie swój scenariusz. Wielkie brawa za to.

Zanim skończymy, wypada wspomnieć jeszcze o tym, co spisuje się idealnie chyba już we wszystkich ostatnich filmach Marvela. Efekty specjalne są bezbłędne, specjaliście od castingu odrobili pracę domową na piątkę z plusem, rewelacyjnie dobierając młodego Magneta czy Xaviera, zaś muzyka wgniata w fotel chyba jeszcze mocniej niż przy okazji ostatnich produkcji.

Dla mnie “X-Men: Pierwsza klasa” są obrazem w swojej kategorii po prostu rewelacyjnym, niemal bezbłędnym i chyba w osobistym rankingu postawiłbym go obok kochanego przeze mnie pierwszego “Iron Mana”. Trzeba tu jednak dodać, iż przy okazji jest to film odmienny od wielu innych adaptacji Marvela. Akcji owszem jest dużo, ale wydaje mi się, że jedna ustąpiła ona jednak miejsca bardzo sprawnie prowadzonej fabule, która wcale nie zawsze potrzebuje wybuchów i efektów komputerowych, by ruszyć z kopyta do przodu. Dla mnie proporcje były wręcz idealne, zaś “Pierwsza klasa” zyskała to, czego brakowało “Thorowi” – interesujące, złożone postaci, które naprawdę nie zostawiają widza obojętnym.

komentarzy 7

Jestem bardzo ciekawy, co masz do powiedzenia! :-]

  • Na temat samego filmu będę mogła wypowiedzieć się dopiero w czwartek – właśnie namawiam teściową na pożyczenie telefonu w Orange, by spokojnie skorzystać ze środowej promocji w Cinema City 😉 Obawiam się jednak, że jako zagorzałej fance komiksu – znowu mi się nie spodoba. Wychowałam się na X-Menach, więc filmy były dla mnie tylko ciekawostką, nie zawsze udaną.
    Co do Origin – nie powiedziałabym, że był nieudanym filmem. Jeśli wziąć go pod uwagę jako samodzielną produkcję, a nie część jakiejś serii, można było naprawdę świetnie się na nim bawić : )

    • “Wychowałam się na X-Menach, więc filmy były dla mnie tylko ciekawostką, nie zawsze udaną.”
      Jestem bardzo ciekaw w takim razie Twojej opinii – wydaje mi się, że ten film jest tak dobrze zrobiony, że nawet najwierniejsi fani będą nim po prostu zachwyceni. Mam nadzieję, że mam rację i że będziesz się dobrze bawiła. :]
      “Co do Origin – nie powiedziałabym, że był nieudanym filmem. Jeśli wziąć go pod uwagę jako samodzielną produkcję, a nie część jakiejś serii, można było naprawdę świetnie się na nim bawić : )”
      Ja się z jednej strony bawiłem naprawdę nieźle, a z drugiej – nawet jeśli patrzyłem na “Origin” jako na samodzielną produkcję, to przeszkadzało mi ugrzecznienie. Nie wiem, czy Wolverine powiedział choć raz “fuck”, a miał naprawdę sporo powodów. ;] Albo krew i flaki – to jedna z najbrutalniejszych postaci Marvela, a film był pozbawiony tryskającej posoki. Ciężko było mi przyswoić Wolverine’a, który nie miał ciągle ubabranych czymś szponów. ;]  To był w ogóle jeden, jedyny przypadek, jaki znam, kiedy gra była lepsza od filmu – studio, bodaj, Raven stworzyło tak pełnokrwistą, brutalną sieczkę, że to się w głowie nie mieści.

  • Bardzo chwalę sobię filmową serię X-Men. Nie bez znaczenia pozostaje też fakt, że w dzieciństwie czytałem sporo komiksów o x-menach. Tym bardziej cieszę się, że “X-Men: Pierwsza klasa” spotyka się z tak ciepłym przyjęciem. Dla mnie seans obowiązkowy! 🙂

  • Po bardzo dobrych X-Menach Singera pojawił się X-Men 3 który mi się nie podobał i jeszcze gorszy XO: Wolverine słaby prequel gdzie olano to co powiedziano i pokazano w X-Men 1 i 2 na dodatek bardzo ugrzeczniony nawet jak na PG-13. Wystarczy porównać scenę ucieczki Logana pokazaną X-Men 2 z tym co jest w XO: Wolverine. 
    Na szczęście powstał X-Men: Pierwsza Klasa. Film jak dla mnie bardzo dobry i dość mocno trzymający się tego co jest w X-Menach Singera.    

    • Mi się trójeczka jeszcze nawet-nawet podobała, ale daleko jej było do jedynki i dwójki. Natomiast “Pierwsza klasa” jest chyba moim ulubionym filmem z całej tej serii.
      Co się tyczy Origins – pierwszy przypadek w historii świata, kiedy gra była dużo, dużo lepsza od filmowego oryginału. 

  • “Pierwsza klasa” jest naprawdę świetnym filmem, stanowczo najlepszym z całej serii. Wcześniej na pierwszym miejscu plasowała się dwójeczka, a pozostałe jakoś mnie do siebie nie przekonały. Originsów nawet nie widziałam, bo jakoś się nie złożyło, a po opiniach znajomych nawet przestało mi zależeć. Za to przeszłam grę 😀 I świetnie się bawiłam, muszę przyznać. A do “first class” wracając, miniscenę z Wolverinem czczę do dzisiaj; kiedy ją zobaczyłam, to przez chwilę pomyślałam, że to była rola życia Jackmana, te dziesięć sekund 🙂

Tomasz Kozioł (Pop)kultura osobista

Tu mnie znajdziesz:

Najświeższe teksty

Najnowsze komentarze

%d bloggers like this: