Tomasz Kozioł (Pop)kultura osobista

"Venom / Carnage" – uczta dla fanów Spider-Mana i symbiontów

&

Który z arcywrogów Spider-Mana jest Waszym ulubionym? Niestrudzony Doctor Octopus? Sprawca licznych tragedii, Zielony Goblin? Czy może największa sknera po tej stronie Manhattanu, J. Jonah Jameson? Moim typem zawsze był Venom. Mimo że to nie on dorwał Gwen Stacy, mimo że to nie on zabił ciotkę May, mimo że nie miał związku ze śmiercią wuja Bena… To właśnie on jest mroczną stroną duszy Petera Parkera. Jest silniejszy, masywniejszy, szalony i bez skrupułów. Właśnie dlatego zawsze chętnie łapię za komiksy z jego udziałem. A jeśli w historię zamieszany jest również Carnage, to istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że będę w siódmym niebie. Tak było właśnie w przypadku “Venom vs. Carnage”.

Historia wymyślona przez Petera Milligana jest, według mnie, po prostu rewelacyjna i w mój gust wpasowała się po prostu idealnie. Pamiętacie te czasy, kiedy po naszej planecie pałętał się tylko jeden symbiont i był to Venom? Później ów szkodnik się rozmnożył i tak narodził się Carnage, który wziął w posiadanie ciało masowego mordercy, Kletusa Cassidiego. Teraz właśnie przyszło pora na prokreacje tego drugiego. Innymi słowy, Spider-Man już niedługo będzie miał na głowie trzy symbionty. Sęk w tym, że Toxin – bo tak ochrzcił nowonarodzonego Venom – rozwija się w ciele dobrodusznego, prawego policjanta. I nikt nie wie – ani symbionty, ani Parker – w którym kierunku ów rozwój podąży. To historia nie tylko o walce Spider-Man z “kosmicznymi kostiumami”, ale również – a raczej: przede wszystkim – o starciu trzech symbiontów. Mieszanka to iście wybuchowa, a do tego skomponowana w niemalże idealnych proporcjach. Mocną stroną jest nie tylko sama historia, ale i dialogi między postaciami – Milligan uchwycił po prostu kwintesencję charakteru wszystkich bohaterów.

Intrygujące są również rysunki Claytona Craina i, jeśli o mnie chodzi, zasługują na zdecydowaną pochwałę. Z jednej strony nie podchodzą mi projekty niektórych postaci, jak na przykład Black Cat, ze względu na specyficzne proporcje. Z drugiej strony, Spider-Man narysowany jest świetnie, a symbionty… cóż, one chyba nigdy nie zostały narysowane lepiej. Są chaotyczne, obleśne i podkreślają cechy postaci – masywnego Venoma i drobnego Carnage’a. Na drobny minusik zasługuje jeszcze niestety fakt, że na niektórych panelach nie do końca wiedziałem, na co patrzę i dopiero słowa bohaterów rzucały światło na zagadkę. W ogólnym jednak rozrachunku – w skali szkolnej mocna piątka za oprawę wizualną.

Wiele osób pewnie interesuje temat przystępności tych komiksów. Tak jak w przypadku “Reign” czy dwóch części “Spider-Man Noir”, i w teraz nie trzeba być ekspertem od Pająka, żeby czerpać przyjemność z lektury. Wystarczy wiedzieć, że takie postacie, jak Venom i Carnage istniały oraz pi razy drzwi wiedzieć, skąd się wzięły. Muszę tu jednak zwrócić uwagę na fakt, że z kanonem ten projekt zbyt wiele wspólnego raczej nie ma, przynajmniej jeśli chodzi o podwaliny historyczne. Następny akapit będzie skierowany raczej do fanów, więc ostrzegam – osoby mniej wtajemniczone mogą uznać go za lekki (a może i nie lekki) bełkot.

Po pierwsze, Black Cat po raz pierwszy spotyka się z symbiontami, a wcześniej rzekomo nie miała pojęcia o ich istnieniu – biorąc pod uwagę jej relację ze Spider-Manem, nie jest to raczej możliwe (a nie jestem pewien, czy nie brała ona też udział w historii “Maximum Carnage”). Co więcej, jak pisałem, nikt nie wie, w jakim kierunku rozwinie się symbiont. Biorąc pod uwagę, jak Venom działał na Parkera, czyli osobę na wskroś uczciwą, można się domyślić, że owe obce formy życia nie mają związku z jakąkolwiek formą dobroci, niezależnie od tego, jak bardzo nosiciel starałby się nad nimi panować. W “Venom vs. Carnage” problem ten jest przedstawiony w luźniejszej formie, dając możliwość rozwinięcia się w jednym albo drugim kierunku, co – siłą rzeczy – z punktu widzenia tej historii było niezbędne. Dla mnie takie podejście do tematu nie stanowiło problemu, ale musiałem Wam o tym uczciwie napisać. Milligan przedłożył dobrą historię nad wierność kanonowi i, według mnie, dobrze na tym wyszedł.

W ogólnym rozrachunku, “Venom vs. Carnage” jest dla mnie pozycją po prostu świetną, do której możliwe, że nawet z chęcią wrócę. Jeśli lubcie symbionty, to jest to pozycja dla Was obowiązkowa. Zresztą, jeśli po prostu lubicie Spider-Mana, to również proponowałbym po nią niezwłocznie sięgnąć. Co prawda, Peter Parker gra w opowieści tylko drugie skrzypce, ale nie przeszkadza mu to w skradzeniu tylko dla siebie kilku naprawdę świetnych paneli.

komentarzy 10

Jestem bardzo ciekawy, co masz do powiedzenia! :-]

  • Moim ulubionym bohaterem zawsze był Kingpin, mówiąc szczerze nie mam pojęcia dlaczego. A i tak z ciekawości , pamiętasz serial animowany Spiderman który leciał na FoxKids?

    • Ja to jeszcze bardzo dobrze pamiętam Spider-Mana z czasów, gdy leciał na TVP2. Genialnie zrealizowana kreskówka, zaiste. 

      • Zaskoczyłeś mnie tym, że w TVP2 leciał ten serial, bo nie pamiętam tego za cholerę.
        A i mam pytanie, bo nie jestem pewien czy widziałem wszystkie odcinki(Widziałem wszystkie na FoxKids), ale czy wyjaśniono co się stało z Mary Jane?

        • Leciał, leciał – jeszcze na długo przed tym, jak się pojawił na FoxKids.
          Co do MJ – pamiętasz wątek z tym, że została sklonowana? Jeśli tak, to poza tym już wiele nie było na ten temat i ten wątek tak naprawdę nigdy nie został zamknięty. Chyba miał być zrobiony kolejny sezon – nie pamiętam, czemu nie powstał. 

          • Nigdy nie zrozumiem dlaczego nigdy nie powstały dalsze sezony, przecież wiele wątków nie zostało zakończonych, ale najbardziej mnie boli ten z Mary Jane. 

          • Też tego nie rozumiem, ta seria była na niesamowicie wysokim poziomie. I, z tego co pamiętam, świetnie się sprzedawała. 

  • Cieszę się, że mamy na temat “V vs. C” podobne opinie. 🙂 Zaraz premiera kolejnego komiksu rysowanego przez Craina – “Carnage: Family feud”.
    Black Cat – z tego co pamiętam – była jedną z pierwszych ofiar Venoma (skatował ją potwornie polując na Petera).

    • Oho, dzięki za info – koniecznie muszę w takim razie sięgnąć, jak tylko wyjdzie. Najprawdopodobniej złapię też za te samodzielne miniserie o Venomie i Carnage’u (z tego, co widzę, o Venomie już jedna 18-częściowa się zakończyła i teraz leci kolejna, w której Venomem został… Flash Thompson). 
      Co się tyczy Black Cat – widzisz, tego nie pamiętałem. Niestety, zanim dojdę do “kosmicznego kostiumu”, jeszcze trochę wody upłynie. Zostało mi pewnie ze 300 odcinków tasiemca do tego czasu. ;]

Tomasz Kozioł (Pop)kultura osobista

Tu mnie znajdziesz:

Najświeższe teksty

Najnowsze komentarze

%d bloggers like this: