Tomasz Kozioł (Pop)kultura osobista

Szefowie Wrogowie – Każdy ma swojego

S

“Szefowie wrogowie” to komedia, które mnie interesowała na tyle, że miałem wielką ochotę przejść się na nią do kina. Tak się jednak złożyło, że… się nie złożyło. Szczęśliwie, film już wyszedł na DVD, dzięki czemu miałem okazję nadrobić tę zaległość. Warto było.

Gdy opowiada się o fabule, całość brzmi banalnie. Mamy trzech panów, którzy bardzo nie lubią trzech innych osób. Swoich szefów. A że wszyscy są na granicy załamania nerwowego, postanawiają w radykalny sposób rozwiązać swój problem. Pozbyć się przełożonych raz a dobrze. Tak, żeby już nikim nie mogli przekładać… rządzić, znaczy się.

Teoretycznie, koncept bardzo prosty. Ale! Naprawdę muszę pochwalić zmyślny scenariusz i wykonanie – pierwszy raz od niepamiętnych czasów nie potrafiłem do końca przewidzieć, czym się skończy amerykańska komedia. Byłem ciekaw i poczynań bohaterów, i finałowej pointy – szczerze mówiąc, na żadnym z tych elementów się nie zawiodłem. Było lekko, przyjemnie i w gwiazdorskim wykonaniu.

Tak, to jeden z tych filmów, na które warto uwagę zwrócić ze względu na samą obsadę. Jamie Foxx, Kevin Spacy, Jennifer Aniston, Donald Sutherland, Colin Farrell i – mniej popularni od reszty – Jason Bateman czy Jason Sudekis. Niesamowita plejada. Szczególnie cieszyła mnie obecność na planie Kevina Spacy’ego, gdyż – ze względu na jego zamiłowanie do, bodaj, Broadwayu – rzadko zdarza się go ostatnio widywać na srebrnym ekranie. A że w roli psychopaty sprawdza się po prostu świetnie… Była to dla mnie prawdziwa uczta w tym zakresie.

Trzeba jednak uczciwie dodać, że nawet tak wybitne nazwiska nie potrafiły ukryć swoimi umiejętnościami pewnych niedociągnięć w scenariuszu. Niestety, środkowy fragment filmu potrafi momentami lekko znużyć. Z drugiej strony – otwarcie i finał są na naprawdę świetnym poziomie i zapewniły mi sowite dawki śmiechu.

W ogólnym rozrachunku, “Szefowie wrogowie” to dobry, według mnie, film na piątkowy wieczór, po ciężkim tygodniu w nie mniej ciężkiej pracy pod przełożonym, którego miałoby się ochotę wystrzelić na orbitę. Warto dodać, że wydanie DVD zostało wyposażone w sceny, których w kinie uświadczyć się nie dało, co wydłuża ten miły seans o kolejnych parę minut.

Za materiał do recenzji dziękuję firmie Galapagos.

komentarze 2

Jestem bardzo ciekawy, co masz do powiedzenia! :-]

  • Ja widziałem w kinie. Trailer był świetny, więc poszedłem. Ciekawy pomysł i zmyślna fabuła – generalnie oglądało się przyjemnie…
    Trochę jednak się zawiodłem. Najlepsze momenty były w trailerze, a pozostałe gagi wywoływały u mnie najwyżej uśmiech. Generalnie do obejrzenia, ale raz 😉

    • Tak, zdecydowanie na raz. Co do gagów – jeśli o mnie chodzi, to jednak w samym filmie było jeszcze sporo dobry, nie tylko tych z trailera. :] Urzekł mnie konsultant GPS i, ogólnie, kreacja Farrela. ;]
      Poza tym, już jakiś czas temu szczerze pokochałem aktorstwo Colina – on chyba wszystko potrafi zagrać…

Tomasz Kozioł (Pop)kultura osobista

Tu mnie znajdziesz:

Najświeższe teksty

Najnowsze komentarze

%d bloggers like this: