Tomasz Kozioł (Pop)kultura osobista

Rocksmith 2014 – Pierwsze wrażenia z bycia Kowalem Rocka

R

Za sobą mam dopiero kilka godzin nauki gry na wiośle z użyciem najnowszej edycji “gry” od Ubisoftu. Pomyślałem jednak, że pewnym spostrzeżeniami mogę się już podzielić, w szczególności, że kilka osób pytało się o wrażenia i o sensowność zakupu. Sprawdźmy w takim razie, czy jestem w stanie napisać coś w miarę konstruktywnego na ten temat.

Może najpierw odrobiona podłoża – zdarzyło mi się kiedyś przez parę miesięcy brać lekcje gry na gitarze, ale najróżniejsze okoliczności sprawiły, że zrobiłem sobie przerwę… kilkuletnią. Te okoliczności nazywają się “życie studenckie”, które to życie systematyczności na pewno nie sprzyja. Stojący w kącie piękny, wiśniowy Les Paul był jednak moim niekończącym się wyrzutem sumienia. Dlatego też postanowiłem zrobić kolejne podejście do tematu, zanim poddam się ostatecznie, i zakupiłem Rocksmitha 2014. Wersję PC udało mi się upolować, wraz ze specjalnym kablem, za 150 zł na Allegro, ale na wszelki wypadek ostrzegę, że jednak większość sklepów oferuje ten produkt w okolicy 180-200 PLN-ów. Wracając jednak do owej “odrobiny podłoża” – o samej grze na gitarze coś tam wiem, ale z praktyką jest po prostu dramatycznie źle. Dodam też, że piszę o Rocksmithie z perspektywy osoby, której słoń nie nadepnął na ucho, ponieważ… nie ma po czym deptać. Mam binarne zdolności muzyczne – albo słyszę dźwięk, albo nie. Ale co to za dźwięk? Tu się zaczyna bieda. Dlatego też akurat określenie “kowal” pasuje tu jak ulał, gdyż, jeśli kiedykolwiek nauczę się odtwórczo grać na wiośle, to będę to robił jako kompletny rzemieślnik, a nie artysta.

Zanim odpalicie pierwszy raz program, przygotujcie się, że sam Steam Wam nie wystarczy. Na pudełku jest też niezbyt widoczna informacja dotycząca Uplay. Jak się szybko okazało, z tego nieszczęsnego systemu też jesteśmy zmuszeni korzystać. Jeśli więc ktoś dostaje drgawek na samo brzmienie takich nazw, jak Origin czy Uplay, to niech ma na uwadze, że tego drugiego niestety nie uniknie.

Po odpaleniu od razu zachwyciłem się dołączonym do zestawu kablem Real Tone, który faktycznie sprawił, że – gdy Rocksmith jest włączony – z głośników dobiega odpowiednio podrasowane brzmienie mojej gitary. Po podłączeniu tradycyjnego elektryka do USB! Oczywiście obstawiam, że to nie jest absolutnie nigdzie blisko specjalnej karty dźwiękowej, ale swoje zadanie spełnia. Najwyraźniej też dobrze rozpoznaje dźwięki. Gitarę nastroiłem przed pierwszym włączeniem gry, zaś wbudowany w program tuner faktycznie zgodził się z moim zewnętrznym ustrojstwem, że gitara nadaje się do podbijania serc fanek i ze strojem jest wszystko OK.

Widać, że twórcy dołożyli starań, by program nie był przytłaczający – pierwsze odpalenie prowadziło mnie za rączkę przez kilka podstawowych założeń. Po poznaniu podstaw trafiłem do menu, gdzie w oczy rzuciły mi się przede wszystkim opcje “Learn a song” i “Lessons”. Zacząłem od tego drugiego, gdyż przede wszystkim zależy mi na nauczeniu się podstaw, zaś wszelkie “growe” elementy interesują mnie na razie znacznie mniej. Trafiłem na listę kilkudziesięciu lekcji, które krok po kroku przybliżają elementy gry na gitarze elektrycznej (i basie też), zaczynając od największych podstaw, co jest absolutnie genialne. Mamy do dyspozycji filmy instruktażowe, jak trzymać kostkę, jak ułożyć gitarę na nodze, jak ją poprawnie złapać, gdy stoimy, czy nawet jak wyregulować pasek, na którym wisi wiosło. W następnej kolejności zaś pojawiają się opcje, które już korzystają z możliwości kabla Real Tone. Zacząłem od uczenia się poruszania po progach na jednej tylko strunie i to już mam teraz w miarę obcykane. Drugie były tzw. “sustainy”, czyli dźwięki, którym pozwalamy wybrzmieć. Choć ćwiczenie było drugie na liście, poszło mi znacznie łatwiej niż to pierwsze, w którym jeszcze nie wyszlifowałem wszystkiego na 100%.

I tu, przyznaję, pojawiła się rzeczy, która aktualnie mi trochę przeszkadza i przytłacza. Myślałem, ze kolejne będzie zadanie polegające na poruszaniu się po wszystkich strunach (albo nawet po 2-3 na początek). A tu pojawiły się od razu “pull offy”, przy okazji połączone z bieganiem palcami po różnych pajęczych niciach (kto grał w Brutal Legend, doskonale wie, z czego są zrobione struny; to sprawdzony naukowo fakt). Przy moich – jakże ograniczonych w tym zakresie – zdolnościach manualnych było to już trochę dużo. Jeszcze sobie jakoś poradziłem, ale kompletnie wysiadłem przy ćwiczeniu bendów (podciągania strun w celu zmiany brzmienia), które też wymaga już w miarę sprawnego skakania po różnych strunach. I, oczywiście, z czasem to opanuję i przejdę, ale przyznaję, że taki pośredni krok byłby dla mnie bardzo pomocny.

Jak się jednak okazało, pomocne w ćwiczeniu palców jest odpalenie trybu “Learn a song”, który jest genialnie pomyślany. Wybieramy sobie jeden z 50 utworów i czujemy się jak na koncercie przed publiką. Program jest tak skonstruowany, że za pierwszym razem w danym utworze mamy do zagrania tylko bardzo małą liczbę dźwięków – dajmy na to 50 nutek. Odstępy między nimi są na tyle duże, że z wyprzedzeniem widzimy, jaki dźwięk nadchodzi, możemy sobie spokojnie spojrzeć na gryf, na monitor, znów na gryf, znaleźć odpowiedni próg, na monitor, na gryf, rzucić wszystkim w cholerę, bo jednak nie trafiliśmy palcem w próg, znów monitor, na gryf, żeby poprawić palec, i… w końcu zagrać ów dźwięk. I tak za każdym razem. Nutki są na tyle fajnie dobrane, że na ogół zaczynają jakiś element utworu, na przykład refren. Więc jeśli dobrze trafimy, otrzymujemy bardzo przyjemny efekt, jakbyśmy tym jednym szarpnięciem struny zapoczątkowali gitarowy efekt domina, zaś tłum elektronicznych fanów szaleje.

W praktyce brzmi to tak, że leci cały czas utwór w studyjnym wykonaniu, w tym również ścieżka gitarowa. Ale kiedy my wchodzimy do akcji, “nasze dźwięki” są znacznie głośniejsze i wyraźniejsze. Dzięki temu też nauka mija znacznie milej, gdyż po prostu słuchamy świetnej muzyki, zamiast tylko w kółko powtarzać elementy, które i tak nam nie wychodzą i w ogóle nie brzmią (tak to wyglądało, kiedy sam próbowałem się czegoś nauczyć na elektryku).

Ciężko jest natomiast napisać, jak to wszystko jest zwizualizowane, ale mam nadzieję, że załączone do tekstu screeny pomagają. Każda ze strun ma swój kolor, zaś napływające z ekranu prostokąty pokazują nam, na którym progu mamy trzymać palec. Jeśli więc trafi nam się czerwona dwójka, to znaczy, że mamy złapać najgrubszą strunę w drugiej pozycji etc. Muszę tu dodać, iż ani razu nie miałem tak, bym dobrze trzymał i bił kostką bez wyraźnego skutku w programie – jeśli jakiś dźwięk nie został zaliczony, to zawsze była moja wina. Co więcej, Rocksmith stara się też korygować brak dokładności, pokazując strzałeczkę, w którą stronę powinniśmy trochę przesunąć palec. Ze swojego doświadczenia dodam jeszcze, że lepiej grać bez słuchawek. Wtedy w głośnikach słyszymy to, co dzieje się w programie, ale też słyszymy ciche brzmienie strun. W ten sposób dużo łatwiej było mi ocenić, czy wydobywam w miarę czyste dźwięki, czy jednak tłumię albo “brzęczę”. Gdy założyłem słuchawki, wszystko poza grą było wygłuszone. Oczywiście, czułem się znacznie lepszym gitarzystą, ale w kontekście nauki było to dużo gorsze rozwiązanie.

W Rocksmithie są też tryby, którymi na razie za bardzo się nie zajmowałem. Można odpalić sobie sesję z komputerowymi grajkami, którzy będą dostosowywali się do tego, co robimy. Jako że ja robić jeszcze nic nie potrafię, nie mieli do kogo się dopasować. Można też odpalić “grę non-stop”, ale do tego trzeba… cóż, grać. Więc to też jeszcze dopiero przede mną. Na deser zostało zaś “guitarcade”, czyli coś w rodzaju salonu z grami automatowymi, z których każda jest sterowana gitarą. Na razie mam wrażenie, że jest to tryb, który może zmienić dosyć żmudne, rutynowe, ale za to konieczne i potrzebne ćwiczenia w niezłą zabawę. Ale o tym że napiszę za, jak przypuszczam, dopiero parę miesięcy.

Ostatnia kwestia, jaką muszę poruszyć, to… sama muzyka. Koniecznie przejrzyjcie listę utworów, zanim zdecydujecie się na zakup! Może się okazać, że na całej track liście nie ma nic, co by Was zainteresowało. Oczywiście, wtedy nadal będziecie się uczyli, ale może na przykład zabraknąć tej jakże motywującej frajdy. W mój gust Rocksmith trafia bardzo dobrze i cieszę się niezmiernie z Queen, czy Ironów. Choć np. z Queen zamiast “We Are The Champions” chętniej bym się nauczył “Crazy Little Thing Called Love”, jeżeli już jesteśmy przy wybrzydzaniu. Oczywiście, dla Ubi jest to kopalnia złota ze względu na możliwość wrzucania setek DLC. I, co tu wiele ukrywać, sam się na bank na kilka za jakiś czas skuszę, żeby dokupić sobie więcej Ironów.

Nie potrafię Wam odpowiedzieć teraz na pytanie, czy dzięki Rocksmithowi można się nauczyć grać na gitarze, ale… mam cichą nadzieję, że tak. Jeśli ktoś z Was zaryzykuje i się szarpnie, to koniecznie podzielcie się swoimi wrażeniami! Jestem bardzo ciekawy, jak Wam idzie w zawodzie rockowego kowala.

Powoli zbliżając się do końca tematu, poniżej staram się możliwie najdokładniej omówić kwestie, które Was interesowały, a o których pisaliście na Facebooku. W tym miejscu pragnę podziękować Pawłowi “Sinnerowi” Partyce za podzielenie się swoimi wrażeniami z obcowania z rocksmithowym bundlem, który zawierał w zestawie gitarę Epiphone Les Paul Junior. Dzięki!

[Sebastian Legenza] Grasz na swojej gitarze czy kupiłeś zestaw z Epi?

Niestety, nie miałem takiej możliwości. Jako że jestem “praworęczny inaczej”, potrzebowałem gitary dla mańkutów. Próbowałem grać na “normalnym” wiośle, ale jest to dla mnie kompletnie nienaturalne (co jest o tyle ciekawe, że przecież w ogóle nie potrafię grać – ale natura robi swoje i czuję się niewłaściwie, gdy trzymam praworęczną gitarę).

Odpowiadając na pytanie, które może paść: nie czuję się Jimim Hendrixem, by próbować grać na odwróconej gitarze praworęcznej. ;-]

[Paweł “Sinner” Partyka] Jestem ciekaw twojego zdania na temat pokazania akordów.

Nie mam jeszcze o nich zdania w pełni wyrobionego. Kiedy pierwszy raz je zobaczyłem podczas testowania “Learn a song”, chwilę mi zajęło zrozumienie, na co patrzę. Ale w końcu się domyśliłem, więc chyba nie jest źle.

[Paweł Mioduszewski] Laik nauczy się grać?

Mam wielką nadzieję, że tak. :-] Myślę, że na to pytanie będę potrafił sensowniej odpowiedzieć dopiero za kilka miesięcy (i liczę po cichu, że odpowiedź będzie twierdząca).

[Piotr Łatka] Opłaca się kupić tego bundle’a, czy może ta gitarka z zestawu to jakiś szajs i może lepiej kupić jakąś osobno?

Jako się rzekło, na to pytanie odpowiedz Paweł “Sinner Partyka”, który już wcześniej pisał u mnie o “Nie ma Solidarności bez Miłości” oraz “Jedi w twojej bibliotece”:

[Paweł “Sinner” Partyka] KoZa zaprosił mnie, żebym dorzucił parę słów od siebie o Guitar Bundle, tak więc odpowiadam na wezwanie. Swój bundle kupiłem za 599 zł wraz z grą pod PC. Wersje konsolowe kosztują stówkę więcej w większości sklepów internetowych. W olbrzymim pudle znajdziemy, poza grą z kablem, gitarę Epiphone Les Paul Junior. Choć ten model powstał ponad pięćdziesiąt lat temu, obecnie jest sprzedawana wyłącznie wraz z Rocksmithem. Względem Gibsonowego Les Paula różni się niewiele mniejszymi wymiarami oraz pojedynczym przetwornikiem humbucker zamiast tradycyjnego P-90. Pokrętła również są ograniczone do minimum: jedno dla głośności i jedno dla tonu. Stalowe progi są porządnie nabite, Junior jest również pozbawiony wejścia na wajchę. Gitara po rozpakowaniu ma już nałożone struny i jedyne czego wymaga to zdjęcia z niej folii ochronnej. Dzięki temu osoba, która zaczyna swoją przygodę z gitarą, będzie miała gotowy zestaw do podłączenia od razu po instalacji tytułu. Gitarzyści, którzy mieli wcześniej inne wiosło, mogą być na początku zdziwieni lekkością i wymiarami – choć jest to dosłownie parę centymetrów (od 2 do 4 w zależności z którym modelem porównamy), można to odczuć jedynie przez pierwsze parę minut. Szybko jednak można się do niej przyzwyczaić, po prostu trzymając ją w dłoniach. Gitara brzmi porządnie nawet bez wspomagania sprzętowego oferowanego przez Rocksmitha. Może spokojnie konkurować choćby z Gibsonowym Les Paulem 2008 Standard. Przy porównaniu obu, używając wzmacniacza Mesa Boogie Mark IV Combo nie usłyszymy żadnej różnicy w brzmieniu. Jedynym jej wadą jest fakt, że są dostępne jedynie w ulubionym kolorze Henrego Forda.

Do tego w bundle’u otrzymamy kod na 6 dodatkowych piosenek w formie DLC. Jednakże były on w pudełku z grą, więc sądzę, że w wydaniu bez gitary również można je znaleźć (KoZa: Mam wersję tylko z kablem i nie było tego kodu, to tak na marginesie). Do tego przy gitarze znajdziemy pasek oraz parę kostek/piórek (nazewnictwo według upodobania) z logo gry. Kostki osobiście uznałem za miły gadżet, gdyż są na tyle małe, że moje wielkie grube paluchy je zasłaniały. Zdecydowanie przygotowane pod młodszych odbiorców. Dodatkowo dla początkujących są dwa zestawy naklejek na gryf gitary z numerami najważniejszych progów (1, 3, 5, 7, 9, 12,15). Jeśli ktoś pierwszy raz dzierży gitarę w rękach, warto je nakleić. Znacznie ułatwiają początkowe poruszanie się po gryfie.

Odejmując koszt gry z kablem mamy gitarę za ok. 420 złotych (w przypadku wersji PC). Jednakże, na tym nasze wydatki się nie kończą. Warto zaopatrzyć się w stojak pod gitarę lub pokrowiec, zależnie od naszych preferencji. Stojak przyda się jeśli nie planujemy naszej gitary za dużo przemieszczać, a chcielibyśmy mieć pewność, że będzie miała swoją bezpieczną przystań. Pokrowiec przyda się osobą które chcą poćwiczyć poza domem, lub z braku miejsca chowają gitarę do szafy. Tu pojawia się problem – Les Paul Junior nie pasuje do większości pokrowców profilowanych pod Les Paula. W przypadku futerałów miękkich nie jest to problemem. Dokładając trochę pianki z pudełka w którym gitara była dostarczona, będziemy mieli pewność, że nie będzie w nim latać. Gorzej jeśli potrzebujemy pokrowca twardego. Wtedy trzeba zamówić robiony pod gitarę, lub pudło zawierające piankę do samodzielnego wycięcia. Epiphone ma w swojej ofercie futerał przygotowany dla Junior, lecz jego koszt to połowa ceny całego bundle’a. Czy jest on tego wart, o to już musicie spytać swoje portfele.

Całościowo bundle uznaję za dobrą propozycję dla osoby, która chce mieć zestaw, od którego zacznie swoją przygodę z gitarą. Wraz z grą tworzy zestaw, który stwarza niezbędne podwaliny pod naukę gry na instrumencie. Cała reszta pozostaje w waszych rękach.

komentarze 32

Jestem bardzo ciekawy, co masz do powiedzenia! :-]

  • Ciekawie napisane, powinno zainteresować i przekonać niezdecydowanych.
    Guitar Arcade – w 1 wersji Rocksmitha (zwanej czasem betą XD) było znacznie lepsze. Tutaj nawet mi się dłużej przy tym nie chciało siedzieć.
    Kolory strun – gram w to dłuższy czas ale dalej nie umiem się przyzwyczaić, jakoś Guitar Pro pod tym względem jest łatwiejszy 😉
    Wybór piosenek – genialny, tyle w temacie 😀
    Bendy – jak umiem trochu grać na gitarze to tutaj nie jestem w stanie tego ćwiczenia wykonać, no cóż, trzeba ćwiczyć 😉
    P.S. Pantera rulez 😉

    • Ja miałem teraz… nie wiem – ze 3 dni przerwy od Rocksmitha. I jak odpaliłem sobie po raz któryś tam Losing My Religion REM, to… w ogóle nie mogłem sobie przypomnieć, który kolor jest od której strony, a już wcześniej w miarę wychodziło. ;]
      I tak, też jestem to Guitar Pro jakoś tam trochę przyzwyczajony. ;]
      Dobrze wiedzieć, że nie tylko ja z bendami mam problem. Ciszę się, że tekst się podobał! :]

      • A masz też tak, że jak obraz się oddala to gubisz progi?

        • Nie. Miałem problem z wygodnym patrzeniem na ekran, spróbuj ustawić w miarę możliwości go dalej i bardziej na wysokości oczu.

          • Ja mam tak ustawione, jak to Paweł opisał, i potwierdzam, że tak jest wygodnie. :]

          • i tu jest problem, ponieważ zepsuł mi się monitor i musiałem przesiąść się na staruśieńkiego CRT, który nie ma regulacji ;(

          • Monitor CRT… jak to dawno było! Nawet nie potrafię powiedzieć, kiedy ostatni raz z takiego korzystałem. :]

    • Osobiście, GuitarArcade mnie denerwuje. O ile to są dobre
      ćwiczenia, to muzyczka czy forma gier są beznadziejne. Głównie ćwiczę
      akordy i mam problem z poprawnym ich wyłapywaniem jak mi wali 8 bitowy
      theme po uszach. Często przeplatam powtórzeniem którejś lekcji czy piosenki.
      A co do bendów – rozkwasiłem sobie dziś palec na tym ćwiczeniu, według mnie nie do końca ten kabel łapie je poprawnie. Gram na słuchawkach ale są na tyle porządne, że słychać
      struny. To też jest wadą programu, że zalicza nawet nie poprawne
      uderzenie. Dziwi mnie to, gdyż w poprzedniej odsłonie podobno program to zauważał i nie zaliczał – nie wiem na ile jest to prawda i czy nie zmieniło się to w designie wersji 2014.

      • Nie chciałem tych bendów zwalać na program, gdyż za mało jeszcze próbowałem, ale nie mogę powiedzieć, żebym kilka razy nie miał takiego wrażenia.

  • Hej, a czy ktoś może próbował Rocksmith na Xboksie? Już parę razy prawie kupiłem, ale zawsze coś mnie wstrzymuje, boję się opóźnienia (latencji) a to kupa forsy jest. Może ktoś widział (słyszał) jak to faktycznie działa z konsolą? 🙂

    • Ja właśnie ze względu na te opóźnienia kupiłem na PC, a nie na PS3. Sporo czytałem o Rocksmithie przed zakupem i wszyscy jak jeden mąż pisali o tym, że niestety całość się na konsolach trochę rozjeżdża. A nie masz jakiegoś lapka czy starej stacjonarki, do której mógłbyś się podłączyć? To zawsze dodatkowa stówka w kieszeni. :]

      • No niby mam, ale jak popatrzyłem na wymagania gry, to ja nie wiem, czy to ma sens. Muszę poczytać na jakim sprzęcie naprawdę da się to uruchomić, bo wymagania są co najmniej interesujące 🙂

  • Wszystko fajnie opisane. Jedna uwaga do wypowiedzi “I tu, przyznaję, pojawiła się rzeczy, która aktualnie mi trochę przeszkadza i przytłacza. Myślałem, ze kolejne będzie zadanie polegające na poruszaniu się po wszystkich strunach (albo nawet po 2-3 na początek). A tu pojawiły się od razu “pull offy”, przy okazji połączone z bieganiem palcami po różnych pajęczych niciach (kto grał w Brutal Legend, doskonale wie, z czego są zrobione struny; to sprawdzony naukowo fakt).” – zamiast klikać w “Practice Song” należy wejść w dane ćwiczenie od początku, a wtedy krok po kroku prowadzi przez każdy dźwięk. Później faktycznie jest trudniej, ale jeśli nie dajemy rady, gra zwalnia tempo, aby popracować nad dokładnością zagrania danego elementu. Dla mnie bomba.

    • Tak, mi to spowolnienie opisane przez Ciebie bardzo mocno ostatnio pomogło. Dzięki nim w końcu sobie z bendami poradziłem. :] Niemniej, gdyby przed bendami i pulloffami było jeszcze przynajmniej jedno pośrednie, łatwiejsze ćwiczenie, to bym się bardzo cieszył.
      Cieszę się, że tekst się podobał. :] I, korzystając z okazji, witam na mojej stronie – mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy w komentarzach. :-]

  • Prosze o pomoc z Rocksmith 2014 Edition otóż myślałem, że mam opóżnienie dźwięku, ale po tym co czytam na forach nie tyle doświadczam opóźnienia co sprzężenia. Podłączenia mam następujące: Obraz idziez PS3 na TV Sony poprzez HDMI i dźwięk w TV jest wyciszony do 0, zaś audio poprzez kabel analogowy, który był w zestawie z PS3 idzie do Amplitunera Sony i na kolumny. Jest to podłączenie sugerowane w planszy dostępnej w grze Rocksmith, niestety jak tylko zrobie minimalnie głośniej ampli,wzbudzają się kolumny z takim buczeniem , że się ściany trzęsą. Buczenie to występujerównież kiedy wyciągnę kabel z gitary pozostawiając go w USB w PS3. Zmieniałem wejścia sygnału do ampli i też nic. Kiedy chciałem użyć głośnikow z TV, audio połączyłem po kablu analogowym z PS3 do TV i jeszcze gorzej. Będę wdzięczny za pomoc.

    • Cześć i czołem! Wczytałem się w opisany przez Ciebie problem i… przykro mi, niestety nie potrafię pomóc. To, co opisałeś, jest jednym z powodów, dla których zdecydowałem się na Rocksmitha na PC – po prostu takie zagwozdki nie występują w tej wersji.
      Współczuję i mam nadzieję, że uda Ci się ten problem jakoś obejść. :-]

  • “Może spokojnie konkurować choćby z Gibsonowym Les Paulem 2008 Standard.” to gruba przesada – Gibson LP Standard to absolutnie inna liga (i cena) niż zabawkowy Epiphone z bundla. Ja bym sugerował kupić jakiegoś lepszego “chińczyka” niż brać bundla, ale jak ktoś nie ma pojęcia o gitarach to ta z bundla na początek jak najbardziej wystarczy.
    Gierka fajna, ale szanse, że się człowiek sam z niej nauczy grać, bez pomocy żywego i umiejącego coś “Mistrza” oceniam na minimalne. Jako dodatek do tradycyjnych lekcji – rewelacja.

    • Uczyć się z – jak to nazwałeś – “Mistrzem” też miałem okazję przez parę miesięcy i zgadzam się, że jest to świetna sprawa. :] Niestety, w moim przypadku całość rozbiła się o kasę i czas (w tym wypadku Rocksmith jest łagodniejszy i dla kalendarza, i dla portfela).
      A czy uda mi się dzięki niemu czegoś sensownego nauczyć, to nadal nie wiem. Po “pierwszych wrażenia” niestety nie miałem czasu na “wrażenia kolejne”. Z przyczyn najróżniejszych. Sam się za to ganię. ;-]
      Korzystając z okazji, witam na mojej stronie – to chyba pierwszy Twój komentarz u mnie. :]

    • O, bardzo ciekawa sprawa. Niestety, szczerze mówiąc, nie mam zielonego pojęcia, jak to się robi. Nawet nie wiedziałem, że jest taka opcja. Nie mam jak pomóc, niestety – powodzenia w poszukiwaniach. :-]

  • Ja słowo o bundlowej gitarze – W sumie kosztuje ona ok 500 zł, czyli mniej więcej tyle co w sklepie muzycznym kosztuje gitara Epiphone Les Paul Special II. Największym problemem Juniora jest moim zdaniem uproszczony mostek, którego nie da się stroić. Oznacza to, że po nastrojeniu gitara będzie stroić na niskich progach, a w okolicach 12 już nie koniecznie – i nie da się tego poprawić…

    • Cześć i czołem! Dzięki za podzielenie się wrażeniami z korzystania z tej gitary. Jeśli nie miałbyś nic przeciwko, możliwe że zacytowałbym między innymi Twój komentarz, jeśli jeszcze kiedyś wrócę do tematu Rocksmitha (a chciałbym). :]
      Witam na blogu. :]

  • Hej, słyszałem że można podpiąć gitarę bez tego cudaśniego kabla, czy ktoś wie jak, mam pro sprzęt do nagrywania więc jakoś średnio chcę korzystać z magicznego kabla.

    • Chodzi Ci o to, żeby podpiąć bez kabla (np. przez kartę dźwiękową), ale nadal móc korzystać z samego Rocksmitha, tak?

Tomasz Kozioł (Pop)kultura osobista

Tu mnie znajdziesz:

Najświeższe teksty

Najnowsze komentarze

%d bloggers like this: