Tomasz Kozioł (Pop)kultura osobista

O problemach z recenzowaniem gier i rosnącym szacunkiem na ulicach Internetu

O

Wystawienie końcowej noty grze może nie wydawać się trudnym zadaniem. Po prostu, tytuł się podoba bądź też nie. Uwzględniamy odcienie szarości między dwiema skrajnymi pozycjami na skali i voila – efekt wieloletniej pracy developera został ewaluowany. Szybko i sprawnie. Ale… jak się sam przekonałem po kilku latach pisania recenzji, jest to dobra metoda, gdy pisze się do szuflady lub na prywatnym blogu, który z opiniotwórczością nie ma zbyt wiele wspólnego. Gdy jednak ktoś zaczyna się liczyć z Waszym zdaniem, zasady się zmieniają. A przynajmniej powinny.

Sęk w tym, że dzięki Waszej wytrwałości i ciężkiej pracy ktoś w końcu może zacząć brać Wasze słowa pod rozwagę zanim postanowi zostawić swoje pieniądze w sklepie i wyjść ze świeżo zakupioną grą. W takiej sytuacji rzucanie nożem do tarczy z odcieniami szarości, które reprezentują nasze subiektywne odczucia i oceny, przestaje, według mnie, wystarczać. Albo, jak już napisałem powyżej, powinno przestać wystarczać. W pewnym momencie recenzja powinna stać się czymś więcej niż subiektywnym zapisem grania własnej duszy. “To mi się podobało, to mi się nie podobało, 5/10, następny”. Czasem się okazuje, że trzeba wyjść ponad własny gust i zwrócić uwagę na to, co zostało dobrze zrobione, a co skopane permanentnie. I choćby nawet nam się podobało, mimo zawierania oczywistej usterki, powinno zostać uwzględnione.

Ktoś zaraz pewnie powie, że nie istnieje coś takiego, jak “obiektywna recenzja”. I przyznam mu rację. Też uważam, że nie istnieje. Ale to nie znaczy, że subiektywny tekst nie może zawierać jakiejś dozy wspomnianego obiektywizmu. Powód jest prosty – pewne rzeczy da się zmierzyć, niektóre błędy są “oczywistą oczywistością” i pominięcie ich przy wystawianiu końcowej oceny nie jest wyrazem własnego niezależnego subiektywizmu, a brakiem rzetelności. W chwilach, gdy ktoś liczy się z naszym zdaniem, musimy się zastanowić, czy faktycznie dobrze doradziliśmy (lub odradziliśmy) zakup danej gry. Czy będzie się dobrze przy niej bawił? A może fani konkretnego gatunku będą przy danym tytule zarywali noce, mimo iż nam on nie podszedł?

Sam spotkałem się z takim problemem przy okazji recenzowania ostatnich przygód Spidermana, z podtytułem Web of Shadows. Od zarania dziejów (no, od dwóch dekad) jestem fanem Spideya i sam fakt, że ktoś wreszcie stworzył tytuł jakkolwiek grywalny z nim w roli głównej, był dla mnie wystarczającym powodem do wystawienia solidnego 9/10 ze znakiem jakości. Ale! To jest ten moment, kiedy trzeba się zastanowić nad błędami, które obiektywnie dana gra posiada i które mogą zepsuć zabawę wszystkim osobom bez pozytywnego nastawienia do przygód ludzi z majtami na rajtuzach. Stąd po rozpatrzeniu tak oczywistych felerów, jak brzydka grafika, mordercza powtarzalność zadań czy krótki czas gry musiałem ostatecznie postawić 7/10. Ponieważ wyższa nota byłaby niesprawiedliwością wobec tytułów, które musiały być daleko bardziej dopracowane, by ją ode mnie dostać. A pominięcie wspomnianych niedoróbek w tekście recenzji byłoby z kolei nie fair względem osób, które chcą się ode mnie dowiedzieć, czy Spiderman powinien trafić na ich półki. Pamiętać jednak trzeba też o tym, że wszystkie skrajności są złe i fanom Petera Parkera należy się adnotacja, iż dla nich ta gra jest po prostu spełnieniem marzeń (a woda na Marsie istnieje i ma się dobrze).

Nota końcowa, jak i cała recenzja, powinna być sensownym kompromisem między subiektywizmem i obiektywizmem. Nie można zapomnieć o tym, co nam się osobiście podoba, ale też własny gust nie powinien nam przyćmić osądu sytuacji. Tak, wiem, nalezienie Złotego Środka jest najtrudniejszym ze wszystkich zadań i nie chodzi mi tu o sam kontekst pisania recenzji gier, ale i wszystkie inne przypadki. Jednak osoby, które swoją przygodę z ocenianiem pracy innych zaczynają, muszą – a przynajmniej powinny – podjąć to wyzwanie, a następnie metodą prób i błędów postarać się dojść do rozwiązania. Dyskusja z innymi też jest metodą po prostu genialną, gdyż pozwala spojrzeć na ten sam tytuł pod różnymi kątami. Zaś na zakończenie, zanim opublikuje się własny tekst, warto go przeczytać kilka razy – nie tylko pod kątem wykrycia reszty przyczajonych w cieniu literówek i przykrycia zdań dodatkową warstwą szpachli. Warto się po prostu zastanowić nad odpowiedzą na, wydawałoby się, oczywiste pytanie – czy czegoś nie pominąłem?

komentarze 2

Jestem bardzo ciekawy, co masz do powiedzenia! :-]

  • ha tu masz racje, trzeba być obiektywnym i subiektywnym co jest ciężkie w szczególności kiedy jesteśmy wciąż omotani podnietą z gry (że tak powiem). To tak jak robiłem recke Dragon Balla (i będę robić Naruto i mortala co mnie będzie boleć bo oba tytuły pokochałem na swój sposób). Gra jest świetna akcja wartka bum bach rozpierducha jakich mało, ale wiadomo 1st nie dla wszystkich, 2nd nie dopracowanie pewnych elementów i brak np całej sagi (buu) 3rd na ps2 była lepsza tylko mniej ładna i mniej dynamiczna 4rd brak darmowego dlc które by połatało braki w zawodnikach nic null. Nie pozostawia jednak wątpliwości że gra jest na prawde dobra i potrafi spodobać się nawet ludziom z poza kręgu fanów DB.

  • i bym zapomniał najlepiej zawsze dla pewności dodać coś od siebie np ” fani spokojnie mogą sobie dodać punkt do oceny” sprawi że jest to wiadomość tym może się spodoba ale fani na pewno będą mieć frajdę jakich mało.

Tomasz Kozioł (Pop)kultura osobista

Tu mnie znajdziesz:

Najświeższe teksty

Najnowsze komentarze

%d bloggers like this: