Tomasz Kozioł (Pop)kultura osobista

Not Just KoZ #1: Hitchcock i Edyp, czyli psychoanaliza w kinie

N

Autorem tekstu jest Adam “Ingmar” Jank, były redaktor naczelny – a teraz po prostu redaktor – Filozofia.tv.

W popularnej, potocznej świadomości psychoanaliza sprowadza się do twierdzenia: o czymkolwiek myślisz, myślisz też o seksie. Poniekąd jest to prawda. Jednak – co znaczy „myśleć o seksie”? Czy chodzi tylko o fantazjowanie na temat stosunku płciowego, czy może o coś więcej? Odpowiedzi dostarcza nam film „Z-boczona historia kina” (2006) w reżyserii Sophie Fiennes.

Warto zaznaczyć, że w przypadku tego obrazu, reżyser nie gra pierwszych skrzypiec. Te oddane zostały scenarzyście i narratorowi – Slavojowi Žižkowi. Postać ciekawa. Filozof, socjolog, krytyk kultury, marksista, „akademicka gwiazda rocka”, jak często tytułują go koledzy po fachu. Występuje tutaj w każdej z tych ról, lecz przede wszystkim jest osobą, która kocha kino.„Z-boczona historia kina” to brawurowa jazda przez historię sztuki filmowej. Jazda dosyć długa – podzielona na trzy odcinki, każdy trwający około 50 minut, co łącznie daje dwie i pół godziny materiału. Brzmi trochę, jak „droga przez mękę”. Czasem trudno wytrzymać półgodzinny program publicystyczny, a co dopiero tyle… Nic z tych rzeczy! Nie nudziłem się – po prostu. Powiem więcej: obraz potrafi zbudować napięcie, zogniskować uwagę na ekranie. Dzieje się tak, oczywiście, z uwagi na osobę narratora. Historia kina jest dla Žižka tylko punktem wyjścia, sposobem zobrazowania teorii psychoanalizy.

Film ma dwie płaszczyzny. Pierwsza, historyczna, stanowi prowokację do snucia refleksji o popędach, nieświadomości, poczuciu winy, mrocznych żądzach czy libido. Oglądamy fragmenty wiekopomnych obrazów, wspominamy. Zestaw nazwisk jest konkretny: Hitchcock, Chaplin, Kubrick, Kieślowski, Tarkowski, Lynch. Pojawia się nawet „Matrix” (1999) braci Wachowskich. Słowem – filmy znane, ważne, kultowe. Jest okazja, by wrócić do dawnych czasów i wypowiedzieć zwyczajowe „kiedyś to było kino!”. Ale to tylko wstęp. Ciekawość rodzi się, gdy Žižek rozkłada zestaw narzędzi psychoanalityka.

Szukanie odpowiedzi na słynne pytanie – „co autor miał na myśli?” – budzi określony zbiór skojarzeń. Przede wszystkim – że to naciągane, oderwane od rzeczywistości; że nie za każdą sceną stoi kompleks Edypa i wyparty symbol falliczny. Popkultura skutecznie obrzydziła nam psychoanalizę. „Z-boczona historia kina” jest próbą jej rehabilitacji. Žižek mówi w sposób intrygujący i zrozumiały; stara się tak dobierać obrazy, by oddawały konkretne zagadnienia teoretyczne. Oczywiście, można stwierdzić, że jest to naciągane. Ale wydaje się też nieść zrozumienie. Weźmy, jako przykład, filmy Davida Lyncha. Często możemy spotkać się z opinią, że to tylko postmodernistyczny chaos, że powinniśmy napawać wzrok obrazem i dźwiękiem, a nie rozumieć, bo sensu znaleźć tam wiele nie sposób. Žižek, tymczasem, stosując podstawowe metody psychoanalityka i dowodzi, że obrazy Lyncha mają sens. Ba! Że są łatwe w odbiorze. Niemożliwe? Cóż, musicie przekonać się sami.

Kilka słów o zagadnieniach technicznych. „Z-boczona historia kina” jest przyjemna w odbiorze, dobrze zmontowana. Fragmenty kultowych obrazów występują naprzemiennie ze scenami, wykonanymi na potrzeby tej produkcji. Chodzi o zabieg następujący – obserwujemy Žižka, stojącego w miejscach, w których kiedyś kręcone były omawiane przez niego filmy. Innymi słowy: widzimy, jak nasz narrator płynie łódką do Bodega Bay („Ptaki” Hitchcocka) czy chodzi po mieszkaniu, w którym dokonano zabójstwa w „Rozmowie” (1974) Forda Coppoli.

Na osobne wyszczególnienie zasługuje warstwa dźwiękowa, a w zasadzie – głos narratora. Žižek przemawia po angielsku, ale z ciężkim, soczystym słowiańskim akcentem. Czysta przyjemność słuchania! Wersja polska, na szczęście, sprowadza się do napisów, więc efekt estetyczny nie został zaburzony.

Warto „Z-boczoną historię kina” obejrzeć. By powspominać stare, dobre czasy, zobaczyć, jak funkcjonuje psychoanaliza w kinie, a przede wszystkim – by odbyć fascynującą podróż intelektualną. Film angażuje, zaprasza do refleksji. Warto.

komentarzy 10

Jestem bardzo ciekawy, co masz do powiedzenia! :-]

  • Hm.. już od jakiegoś czasu mam ochotę zapoznać się bliżej z psychoanalizą kina Zyzka, ale najpierw chcę obejrzeć filmy które będzie analizował, żeby sobie czegoś nie zaspoilować i więcej z tego wyciągnąć wiedząc, o czym mówi. Właśnie: istnieje może lista filmów, które Zyzek “bierze na warsztat”?
    Poza tym wyszła chyba jeszcze jego książka o podobnej tematyce – mam rację? Jest jakoś powiązana z tym filmem?

      • Dzięki za link!
        O, jest tam Fight Club – akurat dzisiaj oglądałem ^^ Hm.. poza nim w spisie widzę trochę ponad 40 filmów. Część na pewno już widziałem, ale wychodzi na to, że duża część listy moich tegorocznych 104 filmów została właśnie ustal0na ;]
        Doczytałem się (akurat na stronie Merlina;), że “fragmenty esejów umieszczonych w Lacrimae rerum złożyły się na scenariusz cyklu Z-boczona historia kina”. Zatem seria jest pewnym pewnym streszczeniem, podanym atrakcyjniejszej formie 🙂
        Btw pełen tytuł książki to “Lacrimae rerum. Kieślowski, Hitchcock, Tarkowski, Lynch”.
        Wydaje mi się że Adam też czytał (a co najmniej posiadał) również książkę,
        więc poczekałbym również na jego odpowiedź – może zdradzi nam swoje wrażenia…
        PS na uszczypliwości co do tego, że piszę komentarze zamiast samemu poszukać nie odpowiem 😛


        • PS na uszczypliwości co do tego, że piszę komentarze zamiast samemu poszukać nie odpowiem :P”
          Ej, to nie były uszczypliwości! Sam tak czasem robię. xP

  • W dużej mierze odpowiedzieliście już sami sobie. :]
    Film jest samodzielną produkcją, związaną raczej z Zizkiem niż konkretną książką. Ale! Tam są jego poglądy, które zapisuje również w esejach. Krytyka Polityczna wydała je zbiorowo pod tytułem: “Lacrimae rerum. Kieślowski, Hitchcock, Tarkowski, Lynch”. Dobra książka, czytałem w wakacje. Zbiór esejów o każdym z powyższych autorów, kipiący od nawiązań do innych filmów (bodaj w liczbie 150) i szerzej – dzieł kultury. Zawiera też parę błyskotliwych spostrzeżeń, które postanowiłem zebrać, przeredagować i nieco spekulatywnie rozwinąć w eseju. Tekst jest w zasadzie gotowy. Musimy się dogadać, czy ma polecieć na Filozofię.TV czy kontynuować (i zamknąć) serię na JustKoz. :]
    pozdro

Tomasz Kozioł (Pop)kultura osobista

Tu mnie znajdziesz:

Najświeższe teksty

Najnowsze komentarze

%d bloggers like this: