Tomasz Kozioł (Pop)kultura osobista

Nim zapadnie ciemność – czyli najlepsza część StarCraft Archive

N

„Speed of Darkness” jest czwartą, ostatnią częścią starcraftowego cyklu „Archive”. O ile poprzednie części zachowywały chronologiczną kolejność – mimo braku bezpośredniego związku między wydarzeniami – o tyle „Nim zapadnie ciemność” cofa się w czasie do pierwszej kampanii znanej z gry. Tym razem nie będzie wielkich, epickich batalii. Tym razem będzie zapis smutnego żywota oddziału konfederackich Marines, który trafił na Mar Sarę dokładnie wtedy, kiedy Zergowie byli już niemożliwi do pokonania.

Głównym bohaterem jest tym razem niejaki Ardo. W szeregi Marines nie został wcielony całkowicie dobrowolnie – jego rodzinna planeta została najechana przez Zergów, a on jest jednym z nielicznych ocalałych. Zdołał przeżyć masakrę dzięki pomocy Konfederacji i teraz musi spłacić swój dług. Jedną z okazji po temu jest właśnie misja na Mar Sarze, gdzie wraz z niedużym oddziałem musi przechwycić jakieś urządzenie, na którym bardzo zależy mocodawcom.

Przyznam się szczerze, że „Speed of Darkness” jest dla mnie nie tylko najlepszą częścią cyklu, ale i ogólnie po prostu dobrą fantastyką. Postać Ardo zarysowana jest w świetny sposób, a jego – sensownie ugruntowane fabularnie – rozterki naprawdę pozwalają się z nim utożsamić. W przeciwieństwie do poprzednich starcraftowych powieści, Tracy Hickman postanowił skupić się na detalach, a nie na skakaniu po łebkach. Akcja ma miejsce w trakcie sławetnej misji z obroną fortyfikacji na Mar Sarze i… tyle, koniec. Tak, całe „Speed of Darkness” jest poświęcone tylko temu małemu fragmentowi StarCrafta.

Nim zapadnie ciemność” pozwala lepiej zrozumieć to, co Terranie robią ze swoimi oddziałami nim te zostaną wysłane do walki. Marines – tak jak i elitarne oddziały Ghostów – są „programowani”: mają kochać Konfederacje, baraki w których mieszkają, generałów, których polecenia wypełniają. Sęk w tym, że owo „programowanie” nie jest idealne, czego dowodem jest Ardo. Jego wspomnienia ciągle nawiedzają go w różnych postaciach, przez co sam już nie wie, w którą (i czyją) wersję ma wierzyć.

Co więcej, Hickmanowi udało się stworzyć naprawdę niezły, ciężki klimat. Wszyscy członkowie oddziału mają świadomość w jak beznadziejnej sytuacji się znajdują – wiedzą, że ich misja jest prawie niemożliwa do wykonania, ale i powrót do bazy bez urządzenia nie w chodzi w grę. Zaś dookoła kłębią się zastępy Zergów gotowe, by rozszarpać każdego Marine na strzępy.

Tak, „Speed of Darkness” to zdecydowanie najlepsza część cyklu „Archive”. Nawet jeśli nie czytaliście i nie macie ochoty czytać pozostałych powieści – z tą jedną i tak warto się zapoznać. W szczególności, że fabularnie jest zupełnie niezależna od pozostałych, więc nie ma przeszkód, by sięgnąć od razu po nią, pomijając inne.

Na deser tradycyjnie językowa adnotacja – podobnie do wszystkich części „StarCraft Archive”, angielski w „Speed of Darkness” nie powinien nikomu ze względnie płynną znajomością mowy Shakespeara sprawiać większych kłopotów. Oczywiście, Google Translate wiele razy może okazać się przydatny przy poszczególnych sformułowaniach, ale wyłapanie sensu całości nie powinno nigdy stanowić poważniejszego problemu. Warto też dodać, że „Nim zapadnie ciemność” jest ostatnią z trzech wydanych w Polsce książek w ramach uniwersum StarCrafta.

Skomentuj

Jestem bardzo ciekawy, co masz do powiedzenia! :-]

Tomasz Kozioł (Pop)kultura osobista

Tu mnie znajdziesz:

Najświeższe teksty

Najnowsze komentarze