Tomasz Kozioł (Pop)kultura osobista

Modern Warfare: Ghost – To nie opowieść, to encyklopedia anatomii

M

Komiksy wydawane pod szyldem Wildstorm mają to do siebie, że często historie w nich opisane krążą dookoła gry, której dotyczą, ale w ostatecznym rozrachunku nigdy nie zbliżają się meritum sprawy na tyle blisko, by faktycznie pokazać graczom coś ciekawego. Było to widać między innymi w Mirror’s Edge, gdzie historia przytoczona w powieści obrazkowej tak na dobrą sprawę nie miała większego wpływu na wydarzenia z gry, prawie się z nimi nie zazębiała. I, niestety, podobną sytuację mamy w przypadku komiksu Ghost osadzonego w uniwersum Call of Duty: Modern Warfare.

Przyznaję, że ciekawi mnie pewna kwestia – ile osób kojarzy jakieś konkretne postaci z serii Call of Duty, czy nawet konkretniej, z samego Modern Warfare? Tak jak zawsze kochałem kampanie dla jednego gracza w tych tytułach (między innymi za ich filmowość), tak nigdy za bardzo nie przejmowałem się, w kogo aktualnie przyszło mi się wcielić (szczególnie, że często było tak, iż z każdą misją zmieniał się prowadzony przeze mnie podopieczny). Dziwi mnie tym bardziej pomysł, by na temat komiksu wziąć przygody tytułowego Ghosta, które rozgrywają się przed wstąpieniem bohatera do elitarnych oddziałów biorących udział w kampaniach znanych z Modern Warfare. Tak naprawdę Ghost jest jedynym punktem styku gry z komiksem. Żaden z wątków poruszonych w powieści obrazkowej nie pojawił się później w wersji multimedialnej.

O czym zaś jest sam komiks? Powiedziałbym, że o zawartości ludzkiego ciała, choć pewnie intencją autorów było pokazanie trudnej, brutalnej przeszłości lekko generycznego żołnierza. Przyznam szczerze – katorg, jakich doświadczył w tej opowieści Ghost, nie widziałem chyba jeszcze w żadnym komiksie. I przyznaję, że przy niektórych scenach zdarzało mi się lekko nawet skrzywić, a to już coś. Fabuła w tym wszystkim nie jest szczególnie ważna – ot, Ghost po nieudanej akcji zostaje jedynym człowiekiem zdolnym do powstrzymania szefa kartelu. Niestety doświadczenia odciskają na nim głębokie piętno. Tak głębokie, że nasz bohater ma wrażenie, iż zaczyna tracić zmysły.

A cóż to były za doświadczenia! Wieszanie na haku, voodoo z udziałem nagich kobiet, szalonego szamana i ludzkich czaszek, pogrzeb żywcem w jednej skrzyni z rozkładającym się denatem i – uwaga, to jest mocne – wygrzebywanie się przy użyciu ludzkiej szczęki z owego potrzasku. Tak, ten komiks jest chory. Bardzo wyraźnie widać, że twórcy w swoim zamyśle chcieli szokować i, choć – jak wspomniałem – czasem krzywiłem się na widok niektórych tortur, nie mogę powiedzieć, żeby wykonanie odniosło sukces. Niestety, stopień bezmyślnej brutalności jest tak wysoki, że przekroczył wszelkie granice racjonalności, dobrego smaku, wiarygodności i paru innych rzeczy. Przez co, owszem, można czasem wykrzywić się w grymasie bólu, ale w ogólnym rozrachunku człowiek ma raczej uczucie, że przegląda groteskowego deviant arta, a nie czyta spójną dojrzałą opowieść. W szczególności, że scenarzysta wręcz kocha posługiwać się skrótami myślowymi, które jeszcze bardziej wybijają czytelnika z fabularnego nurtu.

Nie można jednak odmówić Modern Warfare: Ghost pewnej urody. Nie jest to może komiks piękny, ale na pewno dosyć dopracowany i bogaty w detale. We wszystkie opisane wyżej sceny gore twórcy włożyli naprawdę dużo energii, co sprawia, że w ogóle pojawia się jakiś całkiem sensowny powód do sięgnięcia po tę pozycję. Gdyby całość była okraszona umownymi rysunkami w stylu Diablo: Sword of Justice, niezależnie od stopnia przywiązania do marki Modern Warfare, każdemu graczowi odradzałbym sięganie po tę pozycję… A tak… Owszem, to przekroczenie wszystkich granic dobrego smaku i kompletny brak wspomnianej wyżej wiarygodności, ale jeśli ktoś ma ochotę na pooglądanie dobrze narysowanej brutalności w stylu gore, to nieźle trafił.

I tak naprawdę, to jest absolutnie jedyna rekomendacja, jaką mogę dać. Jeśli ktoś chce przejrzeć groteskowy album, w którym fabuła jest potraktowana jako pretekst do katowania głównego bohatera, to opisywany produkt może go usatysfakcjonować. Znajomość gry w takim przypadku nie gra roli, więc każdy fan kina klasy B może rozważyć lekturę. Zaś gracze? Według mnie nie mają po co sięgać. Może w przypadku wspomnianego Mirror’s Edge historia nie miała większego wpływu na wydarzenia z gry, ale przynajmniej zajmowała się postacią, która dla graczy mogła coś znaczyć, z którą można było sympatyzować. Tego samego nie można powiedzieć o żołnierzu z Modern Warfare – ot, kolejny niezbyt charakterny bohater, którym ciężko się w ogóle przejmować.

2013-05-11. Tekst napisany na zlecenie portalu Save!Project.

Skomentuj

Jestem bardzo ciekawy, co masz do powiedzenia! :-]

Tomasz Kozioł (Pop)kultura osobista

Tu mnie znajdziesz:

Najświeższe teksty

Najnowsze komentarze