Tomasz Kozioł (Pop)kultura osobista

Księga Ocalenia – Nigdy więcej, Denzel!

K

Po Księdze Ocalenia nie spodziewałem się zbyt wiele. Przede wszystkim, średnio lubię filmy ze św. Denzelem. Trochę do kupna biletu podkusiła mnie informacja, że to film “twórców Matrixa”. Jak jednak pokazały mi napisy końcowe (ponieważ, oczywiście, nie wpadłem na to, żeby sprawdzić w internecie), owym “twórcą Matrixa” był w tym wypadku… producent, Joel Silver. Równie dobrze Księga Ocalenia mogła być reklamowana, jako “film twórców Sherlocka Holmesa”…Może wyjdzie na to, że się czepiam, ale naprawdę nie mam prawie nic dobrego do powiedzenia na temat tej produkcji. Jedyne, co ujęło mnie za serce, to prawdziwie falloutowa stylistyka. Ale to zaleta jedynie dla fanów Fallouta i tych, którzy ze względu na postapokaliptyczne klimaty, kupią bilet na dowolny film. Cała reszta jest już totalną porażką…

Przede wszystkim, jest to typowy przedstawiciel gatunku, jakim jest “nudny film akcji”. Owej akcji jest jak na lekarstwo, zaś cała reszta jest zupełnie przegadana i przewidywalna. Ponadto, widz jest traktowany jak osoba niedorozwinięta bardziej niż ustawa przewiduje. Jeśli widzimy, że Denzel przeżywa jakąś rozterkę, możemy być pewni, że zaraz zacznie opowiadać o niej widzowi, mówiąc teoretycznie tylko do siebie. Czułem się głupi, po prostu.

Na deser pozostał ból związany z tak gigantyczną dziurą w scenariuszu, że spokojnie pokryłaby sobą cały stan Texas. O co chodzi, zdradzić nie mogę,  gdyż “zepsułbym” Wam “błyskotliwą” pointę Księgi Ocalenia. Powiem tylko tyle,  że dawno moja inteligencja nie została aż tak obrażona.

Całość dobija aktorstwo. Denzel Washington po prostu jest i nie robi nic poza tym. Gary Oldman dostał rolę psychopaty tak psychopatycznego i zawziętego, że nie udało mu się z niej zrobić nic sensownego. Znaczy się, był dobry, jak to Gary Oldman, ale do poziomu z Leona Zawodowca to jeszcze daleka droga. Gwoździem do trumny jest zaś główna rola żeńska, która została koncertowo położona przez niejaką Milą Kunis, która dotąd miała na koncie takie hity, jak Muskularny Święty Mikołaj. To chyba mówi samo za siebie.

Jeśli miałbym dodać coś na osłodę, to poza samą stylistyką, doliczyłbym jeszcze naprawdę dobrą muzykę i nieźle zrealizowane sceny walki. Jak już do nich dochodziło, były całkiem przyjemnym widokiem. Ale poza tym – nuda. Nie ma w tym ani akcji, ani jakiegokolwiek sensu czy przesłania. Księga Ocalenia jest po prostu pusta.
Na zakończenie – zastanowił mnie jeden fakt. Otóż, cały film opiera się na tym, iż Denzel niesie ze sobą Biblię – ze wschodniego wybrzeża USA na zachodnie. W kontekście tego, iż, jak powiedział sam zainteresowany, “Biblia jest jedyną książką, jaką w życiu przeczytał” i, na dodatek, jest drugim producentem filmu, całość wygląda cokolwiek… niepokojąco. W szczególności, jeśli jeszcze ktoś dotrwa do zakończenia i pointy…

komentarze 4

Jestem bardzo ciekawy, co masz do powiedzenia! :-]

  • A mnie się film spodobał. Faktycznie głównie dzięki muzyce i umieszczeniu akcji w świecie postapokaliptycznym. Nie mam też zastrzeżeń do gry Denzela i Oldmana, a Mila Kunis… cóż, może nie spisała się najlepiej, ale też nie aż tak źle. Co do końcówki – to prawda, trochę przesadzona, ale nie psuje mojego ogólnego zdania o filmie. W ogóle się na nim nie nudziłem. :]

  • Szacun, jesteś pierwszą osobą, od której usłyszałem coś dobrego o tej produkcji. :] Ale o to właśnie chodzi – jeśli Ci się podobało, to zazdroszczę, ponieważ dla mnie był to stracony czas, niestety.
    BTW, bardzo miło widzieć znajomego nicka u siebie, cześć. :]

  • Możesz być pewny, że będę tu częściej wpadał. 🙂
    Co do filmu, to owszem, nie uważam, ze czas spędzony przy nim był czasem straconym, ale też nie sądzę, ze jest to jakaś wybitna produkcja. Widziałem wiele lepszych filmów, i wiele gorszych. :]

Tomasz Kozioł (Pop)kultura osobista

Tu mnie znajdziesz:

Najświeższe teksty

Najnowsze komentarze

%d bloggers like this: