Tomasz Kozioł (Pop)kultura osobista

Forza Motorsport 3 – The way it was meant to be driven

F

Nie od dziś wiadomo, że seria Forza Motorsports przez długi czas nie miała sobie równych na konsolach Microsoftu. Gdy pojawiła się druga odsłona, na Xboxie 360 tak naprawdę nie miała nawet konkurencji. Co nie zmieniało faktu, że była po prostu genialna. Czasy się jednak zmieniły, do gry weszli Mistrzowie Kodu i powalili świat na kolana swoimi DiRTami i GRIDem. Trzecia odsłona Forzy nie miała już takiego łatwego startu, musiała sobie radzić z konkurencją. I poradziła.

Co ty możesz o sobie wiedzieć, jeśli się nigdy nie ścigałeś?

Od razu zaznaczę – tak, Forza 3 poradziła sobie z konkurencją, jako się już rzekło. Ale nie wyprzedziła ani GRIDa, ani drugiego DiRTa. Po prostu zajęła miejsce obok nich. GRID jest najbardziej klimatyczną ścigałką na zamkniętych torach, z lekką nutą zręcznościówki tam, gdzie jest to potrzebne. Do DiRT 2 nikt nie ma startu w klasie rally, zaś Forza 3… Tak, Forza 3 to po prostu symulator, który potrafi pokazać graczom, że w kwestii wyścigów naprawdę mało widzieli.

W przeciwieństwie jednak do drugiej odsłony, pojawiły się tu wyraźne ukłony w kierunku niedzielnych kierowców. Wcześniej nawet przy włączonych wszystkich systemach wspomagania można było koncertowo zawalić wyścig. Teraz do gamy ułatwień doszedł system automatycznego hamowania, który uaktywnia się, jeśli niebezpiecznie szybko zbliżamy się do wirażu. Mam też wrażenie, że przeciwnicy na poziomie “łatwy” faktycznie stanowią niskie wyzwanie. Ostatnią bronią w walce z notorycznymi porażkami jest opcja cofania czasu. Tak, dokładnie tak, którą zastosowali u siebie Codemastersi. Wystarczy wcisnąć „back” na kontrolerze i voila, nagle wszystko zaczyna się poruszać w przeciwnym kierunku. Jest to rozwiązanie genialne nawet dla zaawansowanych wymiataczy, ponieważ umożliwia trenowanie wchodzenia w konkretne zakręty. Nie trzeba od razu powtarzać całego okrążenia, by dojechać do newralgicznego miejsca, co oszczędza i czasu i frustracji, a poza tym pozwala sprawdzić „co by było, gdyby…”. Jeśli ktoś ma więc ochotę dopiero zacząć swoją przygodę z bardziej symulacyjnymi wyścigami, nic nie stoi na przeszkodzie, by włączyć wszystkie systemy i stopniowo je dezaktywować, wraz z rozwojem umiejętności. Wielkim plusem jest to, że na zmianę ustawień możemy sobie pozwolić przed każdym wyścigiem, więc nie jesteśmy na stałe przywiązani do żadnej konfiguracji.

Dla najbardziej wymagających fanów serii tradycyjnie oddano takie smaczki, jak możliwość pełnego tuningu posiadanych wozów. Całość sprawdza się pięknie i jest bardzo spójna. Czasem, by zmienić niektóre parametry, takie jak średnica felg, trzeba najpierw odpowiednie alusie zakupić. Oczywiście, są też formy upgrade’u, które nie wymagają bawienia się suwakami i poradzi sobie z nimi zwykły śmiertelnik. Mowa o tych prostszych operacjach, jak wymiana silnika czy sportowe odciążanie samochodu. Czasem mogą z tego wyjść prawdziwe mutanty, więc kasę trzeba inwestować z głową. Dla przykładu, jeśli wsadzimy zbyt dużą stadninę pod maskę tylnonapędowego muscle cara, a przy okazji odejmiemy mu kilkaset kilo z wagi, to każde wejście w zakręt może się kończyć efektownym poślizgiem, gdyż naszej mocy nic nie będzie dociskało do ziemi. Poezja, po prostu poezja.

Do wyboru oddano nam całą chmarę – tego nie da się inaczej określić – wozów. Oczywiście, padnie zaraz argument, że w Gran Turismo będzie więcej i… cóż, przyznam rację, faktycznie tak się sprawa maluje. Niestety, mimo naprawdę imponującej liczby samochodów, brakowało mi czasem niektórych zestawów kółek – w szczególności wszystkich ze stajni Suzuki. Jest w tym jednak trochę tradycyjnego narzekania na szczegóły, ponieważ nigdy na przykład nie przyszło mi do głowy, by marudzić przy raptem trzydziestu paru wozach w GRIDzie. Różnica może bierze się stąd, że twórcy Forzy od początku obiecywali jakieś po prostu nieprzeliczalne ilości samochodów do wyboru, a w efekcie nie ma tego chyba wiele więcej od drugiej Forzy, która dodatkowo była dopalona darmowymi DLC.

Prawda jest jednak taka, że nie ważne, czym się jeździ, a jak się jeździ. A model jazdy w trzecim Motorsports po prostu błyszczy. Jest jeszcze bardziej grywalny niż ten z dwójki i wolny od większości wcześniejszych mankamentów. Fizyka kolizji z innymi wozami i otoczeniem została świetnie dopracowana i chyba jedyną rzeczą, do której mogę się przyczepić, to zbyt szybkie wytracanie prędkości po wjechaniu w piach. To jednak szczegół i rzadko się przytrafia. Warto spędzić chwilę na zmianach ustawień i porównywaniu zmian w zachowaniu wozu po wyłączeniu poszczególnych systemów – szczególnie brak ABS-u i kontroli trakcji potrafi dać się początkującym rajdowcom we znaki.

Muszę też dodać, że jest to pierwszy symulator, w którym naprawdę dobrze mi się driftowało. Z bardziej realistycznych gier tylko GRID dotąd osiągnął taki poziom, że w poślizgu mogłem z przyjemnością jeździć przez pół godziny non-stop. W Forzie ma się z tym sprawa trochę inaczej i kontrolowany drift jest po prostu cudownym narzędziem podczas jazdy maszynami w systemie RWD lub, ewentualnie, AWD (czyli, odpowiednio, z napędem na tylną oś lub na obie na raz). W żadnym innym tytule dotąd nie przechodziło mi się tak lekko z poślizgu w płynną jazdę. Wyprzedzanie oponenta po zewnętrznej z przednim zderzakiem mijającym go na centymetry, to po prostu obraz absolutnej perfekcji!

Przy okazji driftu muszę pochwalić ekipę z Turn 10 za jeszcze jedną kwestię. Forza 3 to pierwszy tytuł, w którym naprawdę dobrze ślizga mi się na kierownicy. W innych tytułach na ogół jednak lepszą precyzję osiągało się na padzie. Tu jest inaczej i to właśnie kółko daję największą satysfakcję. Na szczęście, nie oznacza to, że powtarza się sytuacja z Race PRO, gdzie granie na zwykłym kontrolerze po prostu mijało się z celem. Forza 3 jest bardzo przyjemna w odbiorze niezależnie od posiadanego w domu sprzętu. Jest to jednak też ten typ ścigałki, którą się doceni w pełni dopiero wtedy, gdy do konsoli podepnie się kierownicę.

Co ty możesz wiedzieć o pięknych wozach, jeśli nie widziałeś Mustanga?

Czy Forza Motorsports 3 jest najładniejszą ścigałką na Xboxie 360? Tak ją zapowiadano i tak o niej niektórzy się wypowiadają, ale… Według mnie, za cudownym wrażeniem wizualny stoi między innymi jakiś bardzo mądry człowiek, który potrafił nawet początek przygody z grą wyścigową wyreżyserować tak, by zaczynało się hitchcockowskim trzęsieniem ziemi. W ramach sprawdzenia umiejętności gracza, lektor miłym głosem zapowiada pierwszy wyścig – siadamy za sterami Audi R8 (to monstrum z okładki) i ruszamy na górskie stoki. Oczy zostają po prostu wypalone, a gracz wciśnięty w fotel! Później zaś gra po prostu cały czas nas podtrzymuje w tym stanie permanentnego zachwytu.

I tak, Forza 3 jest piękna. Modelom nie można nic zarzucić, gdyż wszystkie wózki zostały odwzorowane z wielką dbałością o detale. Dochodzi do tego też – wyczekany przez wielu – tryb FPP, czyli podziwianie akcji z kabiny kierowcy. Gwarantuję niesamowite emocje, ten widok po prostu zmiata człowieka, zabiera go ze sobą na szaleńczą podróż i zostawia jeno same trampki na ziemi. Ale to też nie jest nic, czego byśmy już wcześniej nie widzieli – takie same wrażenia wizualne gwarantowała zabawa z wspomnianymi już wielokrotnie GRIDem i DiRTem, a i nawet NFS Shift miał w tym temacie naprawdę dużo do powiedzenia. Dlatego też nie śpieszyłbym się z okrzyknięciem Forzy 3 jako najpiękniejszej ścigałki, jaka dotąd powstała. Zatrzymajmy się na skromnym “bliska perfekcji”.

Nieźle sprawuje się system zniszczeń. Oczywiście, wpływa przede wszystkim na wydajność naszego wozu i jego przydatność na torze, ale gwarantuje też dodatkowe przeżycia estetyczne. Zrywanie lakieru wygląda po prostu przednio i do mety można dojechać czasem naprawdę nieźle pokiereszowanym złomem. Z drugiej strony, trochę gorzej ma się sprawa gięcia blachy. Nie jest zbyt epicko, choć czasem pojedyncze części można stracić. Zabrakło mi niestety możliwości wybicia szyby czy też utraty widoczności przez zbyt gęstą pajęczynę drobnych pęknięć. Jeszcze rok temu taki zarzut nawet nie przyszedłby mi nawet do głowy, ale przez ostatnie 12 miesięcy naprawdę wiele się zmieniło.

Przypieczętowaniem najwyższej jakości jest oprawa dźwiękowa. Bardzo dobry soundtrack, składający się głównie z mniej znanych, rockowych kapel, to pikuś przy tym, jak brzmią silniki. A te hałasują wręcz ekstatycznie! Nie ma mowy o jakichkolwiek problemach ze zmienianiem biegów na słuch. Ba czasem nawet można “na ucho” stwierdzić, że chyba jakaś witalna część silnika się urwała i leży gdzieś na poboczu albo właśnie się mieli w na drobny mak i wraz z olejem krąży między tłokami. Majstersztyk.

Co ty możesz wiedzieć o grach wyścigowych, jeśli nigdy nie grałeś w Forzę?

Forza 3 wypchana jest po brzegi jeszcze masą dodatkowych funkcji, stymulujących rozwój internetowej społeczności. Na aukcjach możemy wystawiać swoje wozu, zaś w sklepie próbować sprzedać własne projekty graficzne czy kupować cudze (często są to małe dzieła sztuki). Przede wszystkim jest to kilkadziesiąt godzin jazdy. Tak, gdyby przyszło wam do głowy ukończyć cały tryb sezonu, mogłoby się okazać, że cztery dni za kółkiem non-stop to za mało. Już na samym początku niektóre wyścigi trwają około 10-15 minut, zaś z czasem potrafią dojść nawet do pełnej godziny. Zakupienie najnowszego Motorsports gwarantuje zajęcie na samotne wieczory przez kilka miesięcy. Gdy się do tego dołoży możliwości oferowane przez multi, to do czasu premiery czwórki nie będzie musieli inwestować w inne tytuły. Ekhm, dobra, koloryzuję trochę, ale myślę, że łapiecie, o co chodzi.

Przyznaję się, nie potrafiłem uniknąć w tym tekście licznych porównań, gdyż w wyścigowej niszy bardzo dużo się ostatnio działo. Jeśli chcecie mieć pewność, że zagracie w najważniejsze ścigałki ostatnich dwóch lat, nie możecie ominąć GRIDa, DiRTa i… właśnie najnowszej Forzy. Przy czym dzieło od Turn 10 jest zdecydowanie najbliżej terminu „symulacja” i nie powinno zawieść żadnego fana realizmu. Po prostu pozycja obowiązkowa.

Do osób, które posiadają wersję Arcade, bez dysku – niestety, Forza Motorsports 3 jest sprzedawana na dwóch płytach. Na dodatkowym dysku zamieszczone zostały 2 GB danych, na które składają się bonusowe wozy i trasy. Jeśli chcecie z nich skorzystać, musicie niestety wyposażyć się w dysk.

2009-11-02. Tekst napisany na zlecenie portalu Gaminator.tv.

komentarzy 5

Jestem bardzo ciekawy, co masz do powiedzenia! :-]

  • A mnie się Forza nie wiem czemu, nie podoba… ;\ Wydaje mi się, że to przez ten zimny realizm… Każdy ma swój gust…
    Koza; znalazłem mały błąd: “Prawda jest jednak taka, że [nie ważne], czym się jeździ”
    Pzdr. 😉

  • Mnie ostatnio strasznie kusi, żeby do Forzy Wrócić, ale to by wymagało ustawienia kierownicy etc., a sesja trwa w najlepsze. 😉
    Co do błędu – dzięki za uwagę, ale… nie do końca jestem pewien, co masz na myśli. :] Wydaje mi się, że ze zdaniem “Prawda jest jednak taka, że nie ważne, czym się jeździ, a jak się jeździ” jest wszystko OK. 🙂

  • Może masz rację, ale “nie” z przymiotnikami piszemy razem. 😛
    BTW; opłaca się kupować kierownicę do x’a za ponad 200 zł?

  • Shit, oczywiście, że racja xP Jakoś skupiłem się na sensie zdania, a nie na oddzielnie napisanym “nie ważne” – dzięki za uwagę. :]
    Co do kierownicy – jeśli naprawdę lubi się gry wyścigowe, to zdecydowanie tak. :] Zresztą, myślę, żeby jakiś większy tekst na ten temat strzelić. :] Są tytuły, w które nawet lepiej nie grać bez niej, ponieważ nie ma żadnych wrażeń (np. Race PRO). I też taka Forza 3 na padzie jest średnio ciekawa, ponieważ przy realistycznych ścigałkach jest potrzebna właśnie kierownica – bez niej jest po prostu o wiele, wiele nudniej.

Tomasz Kozioł (Pop)kultura osobista

Tu mnie znajdziesz:

Najświeższe teksty

Najnowsze komentarze

%d bloggers like this: