Tomasz Kozioł (Pop)kultura osobista

Civil War – Rzecz o eventach, crossoverach, amerykańskiej logice komiksowej i komiksach w ogóle

C

Tak jak obiecałem, przyszła pora, by napisać w końcu o tym, czego chyba nigdy nie zrozumiem w amerykańskich komiksach i do czego nigdy nie będę miał tak naprawdę siły. Temat ten został już lekko tknięty przy okazji serii “Spider-Island”, która zresztą skutecznie mnie zniechęciła do współczesnego tasiemca o Spider-Manie. “Civil War” to jednak zupełnie inna klasa. To fabularny moloch, który dla mnie był praktycznie nieprzyswajalny, a – z tego co się orientuję – dla wielu fanów Marvela był po prostu trudny do zaakceptowania. Mogę też dodać, że w trakcie pisania tego tekstu, wyszło mi poniekąd przez przypadek takie rozliczenie mojej dotychczasowej przygody z amerykańskimi powieściami obrazkowymi o superbohaterach.

To, co najbardziej lubię w komiksach, to dobre, zamknięte historie, które można czytać bez skakania po siedemnastu różnych seriach. I właśnie taka formuła skończyła się na jakiś czas w przypadku Iron Mana dokładnie na “Execute Program”, o którym ostatnio pisałem. Omawiany wątek fabularny był rozbiegówką do wielkiego – tak zwanego – “eventu”*, jakim jest “Civil War”. Rzecz rozchodziła się o to, że część superbohaterów, pod wodzą Tony’ego Starka zresztą, uważała, że ludzie o nadprzyrodzonych mocach powinni być rejestrowani przez rząd. Chcieli stworzyć taki Urząd Stanu Superbohaterskiego. Oczywiście, nie wszystkim się to spodobało. Rzecz jasna, to drugie stronnictwo też się zorganizowało, tylko że pod wodzą Kapitana Ameryki, i zeszło do podziemia. Właśnie tak się zaczęła superbohaterska wojna domowa.

Wiem, że to brzmi ciekawie, ale mam też dobry powód, żeby tego nie czytać. Otóż, ów event jest przy okazji jednym z największym crossoverów w historii komiksów – chyba – w ogóle. Jeśli mnie pamięć nie myli, składa się na niego łącznie coś około stu zeszytów, rozrzuconych na prawie wszystkie serie Marvela. Ba, nawet próbowałem przez to przebrnąć, ale okazało się, że jednak za mało się jeszcze wgryzłem w amerykańskie komiksy, żeby mieć siłę do skakania po tych wszystkich seriach w celu zrozumienia wydarzeń. Mam wrażenie, że trzeba się podłączyć pod kroplówkę nabitą sosem do burgerów, żeby w ogóle być w stanie dostroić swoje fale mózgowe do komiksowej logiki u szczytu jej zagmatwania.

Zresztą, jeśli dobrze zrozumiałem to, co się wydarzyło później w komiksach Marvela, to nie tylko ja miałem problem z “Civil War” – fani chyba też. Dla przykładu, jednym z największych wydarzeń tej serii była demaskacja ścianołaza. Peter Parker ujawnił całemu światu, że to właśnie on krył się przez te wszystkie lata pod maską Spider-Mana. I zrobił to na antenie telewizji. A zaraz później zastrzelono ciotkę May, która – znowu – umarła. Twórcy, żeby naprawić bałagan, który w ten sposób powstał, uznali, że jednak wrócą do czasów sprzed “Civil War”, więc wymyślili wątki “One More Day” oraz “Brand New Day”, w których…

…uwaga, to jest mocne…

…Peter i Mary Jane idą na układ z Mephisto (tak, to jakaś marvelowska odmiana sił nieczystych), że ten ostatni przywróci do życia Ciotkę May, ale z kolei z kart historii wymaże ich związek małżeński. Inaczej mówiąc: “pstryk” i Petera oraz Mary Jane nie wiedzą o swoim istnieniu, a Ciocia – znowu – żyje, zaś fani komiksów zostają zabrani na podróż w czasie do… bo ja wiem? Jakiś okolic lat 70-tych. Tak, w komiksach takie rzeczy są możliwe.

Co ciekawe – a mi w sumie wydaje się nawet oczywiste – fani tego rozwiązania też nie polubili, gdyż – i tu się w pełni zgadzam – już bardziej naciągnąć się tej historii nie dało. Natomiast czytając “Spider Island” dowiedziałem się, że w międzyczasie Dr. Strange rzucił na Petera czar, który sprawiał, że nikt nie był go w stanie zdemaskować, jeśli on sam tego nie zrobi pierwszy. Z jednej strony, przeraża mnie głupota tych rozwiązań, a z drugiej strony… uczciwie muszę przyznać, że się im nie dziwię. Czemu? Spójrzcie na to z innej strony – komiksy o Spider-Manie mają już ponad 50 lat i przez cały ten czas nie było ani jednego restartu. Tak, Peter Parker ma na karku już około 1.500 komiksów nawarstwionej historii. To się musiało kiedyś poplątać. Dlatego też tak bardzo lubię pomysł DC na serię “New 52”. Przetrzebili zbędne fakty z historii wszystkich superbohaterów i zaczęli wszystkie cykle poniekąd od nowa. Po tym wszystkim, co wydarzyło się w świecie Marvela w trakcie i po Civil War, mam czasem wrażenie, że taki restart byłby niegłupi.

Chciałbym w tym miejscu wrócić jeszcze do “Invincible Iron Man vol. 4”, czyli tasiemca, w skład którego wchodziły dwa świetne wątki – “Extremis” oraz “Execute Program”. Otóż, “Civil War” nastąpiło bezpośrednio po nich i… jest to powód, dla którego na razie raczej nie będę czytał tego, co z kolei nastąpiło bezpośrednio po “Civil War”. Owszem, namierzyłem kilka cykli, do których może jeszcze wrócę, żeby się przekonać, czy są ciekawe, czy jednak faktycznie narosło na nich zbyt wiele rzeczy, które trzeba wiedzieć, by w ogóle zabrać się do lektury. Mowa tu o takich wątkach, jak “Haunted” czy “With Iron Hands”.

Doświadczenia związane z czytaniem “Amazing Spider-Man” od pierwszego numeru, z lekturą “Spider Island” czy też moje kilkakrotne zmagania z “Civil War” nauczyły mnie naprawdę dużo o amerykańskich komiksach superbohaterskich. A przynajmniej tak mi się wydaje. Przede wszystkim zrozumiałem, że najlepiej bawię się, gdy biorę się za zamknięte wątki i to takie, które nie przeplatają się przez miliard serii i nie ciągną się latami. Co ważne, takie perełki można też znaleźć wśród tasiemców, trzeba tylko albo umieć szukać, albo mieć farta (albo jedno i drugie). Amerykańskie komiksy o superbohaterach mogą być naprawdę genialną rozrywką na najwyższym poziomie. Te najlepsze z nich są świetnie napisane, oprawione z błyskotliwe dialogi i ubrane w piękne szaty graficzne. I tak, te parę ostatnich zdań skierowanych jest głównie do tych osób, które uważają komiksy – nie tylko te amerykańskie – za opowieści obrazkowe dla małych chłopców. Polecam sięgnąć chociażby po “Extremis”, najnowsze komiksy o Batmanie czy może “Spider-Man Reign” albo dwie części “Spider Man Noir” i jeszcze raz przemyśleć tę opinię.

*No mógłbym napisać “wydarzenia”, ale to jakoś tak mało amerykańsko-komiksowo by wyszło.

komentarze 34

Jestem bardzo ciekawy, co masz do powiedzenia! :-]

  • Mi pomysł Civil War podoba się bardzo. Głównie dlatego, że daje trochę realizmu, do świata Marvela. Po pierwsze w końcu kiedy coś się dzieje w jednym komiksie, ma to wpływ na inne serie, po drugie podział na złych superzłoczyńców i dobrych superbohaterów nie przystaje już trochę do XXI wieku. Tym złym wolno się kłócić między sobą, a dobrzy muszą oczywiście stać ramie w ramie Nuda! Nareszcie wśród ludzi o nadprzyrodzonych zdolnościach pojawiło się trochę rozterek i polityki.
    Przyznam, że nie wiedziałem nic o zmartwychwstaniu cioci May. Jej śmierć, zdemaskowanie Petera i śmierć Capa śledziłem na stronach fanowskich. Mam też 4 z 5 zeszytów Fallen Son. Wszystko co widziałem z serii Civil War było dobre i przeze mnie długo oczekiwane.
    Poza tym główne wątki Civil War uważam za głos Marvela w temacie wojny z terroryzmem. Przypominam, że pierwotnie wszystkie najważniejsze komiksy Marvela odnosiły się do ważnych problemów społecznych i moim zdaniem była to dobra tradycja. Tym razem Marvel pyta: czy Ameryka odchodzi o ideałów wolności i liberalizmu, a odpowiedzią na to jest śmierć jej komiksowej alegorii. Tak ja czytam Civil War.

    • “Mi pomysł Civil War podoba się bardzo.”
      Ja nie mówię, że pomysł mi się nie podoba – wręcz przeciwnie. Twierdzę jedynie, że nie jestem w stanie tego czytać. W szczególności, że dobre pomysły zostały pogrzebane pod stekiem bzdurnych wątków i pokręconą chronologią komiksów.
      “Przypominam, że pierwotnie wszystkie najważniejsze komiksy Marvela odnosiły się do ważnych problemów społecznych i moim zdaniem była to dobra tradycja.”
      Nie zgadzam się do końca. Owszem, od początku Marvel >>co jakiś czas<< odnosił się do ważnych problemów społecznych. Ale patrząc po takim Spider-Manie, ok. 90% komiksów to lekkie, bezrefleksyjne przygody superbohatera.
      "Tak ja czytam Civil War."
      Szacun, serio. ;] Ja chyba trzy razy wymiękłem przy tej serii. Czytasz całość czy jakieś konkretne wątki?

      • Tak jak pisałem. Wydarzenia śledziłem na stronach fanowskich. Tutaj “czytam” w sensie “interpretuję”
        Co do początku Marvela i Spidermana, mówimy o dwóch różnych rzeczach. Ty o wydźwięku pojedynczych komiksów…. idąc w tym kierunku moim zdaniem nie zinterpretujesz niczego. W historii komiksów było tyle kuriozalnych pomysłów, że lepiej ich nie liczyć, ale co jakiś czas sięgali po poważny problem. Hulk i broń nuklearna, Ironman i alkoholizm, X-men i tolerancja ect.
        Ogólnie czytając komiksy szukam raczej nowoczesnej mitologii, pojedyncze historie- szczególnie traktowane dosłownie- zazwyczaj nie są najwyższych lotów. Sama idea komiksu sprowadza się do upraszczania historii poprzez rysunek.

  • Rozwinę ostatni wątek: Akt rejestracji superbohaterów ma zapewnić bezpieczeństwo kosztem wolności, tak samo jak stosowane przez rząd USA podsłuchy, kontrole i nielegalne więzienia. W obu przypadkach pojawia się pytanie czy rząd nie za bardzo ogranicza niezależność superboharów/obywateli. Najgłośniej sprzeciwia się Kapitan Ameryka jako ucieleśnienie amerykańskiego snu, a najmocniej “za” opowiada się IronMan przedsiębiorca, który teraz chce stanąć na czele rządowej agencji SHIELD. W centrum wydarzeń staje Spider-man opowiadający się naiwnie po stronie prawa. W którce jest od niego wymagane, żeby porzucił jego jakże cenną anonimowość. Idzie ślepo za głosem Starka. To doprowadza do śmierci cioci May. (z tego co pamiętam, był w stanie uratować jedną: MJ albo ciocie) Nie wspominam już, że zbroja, którą dostał od Irona wydaje się zbierać o nim informacje. Nie wiadomo skąd Iron Man wie o pajęczym zmyśle. Peter nigdy o nim nie mówił. Ostatecznie pająk przechodzi na stronę Capa, a ten zmęczony bratobójczą walką poddaje się. Kiedy jest doprowadzany pod sąd, ludzie rzucają pomidorami i nazywają go zdrajcą, aż nagle pada strzał. Kapitan oczywiście dojrzał snajpera i jeśli mnie pamięć nie myli, zdążył krzyknąć “wszyscy na ziemie”. Steve Rogers umiera, a ludzie chyba przejrzeli na oczy. Seria kończy się smutną miniserią Fallen Son opisującą żałobę różnych herosów i pogrzeb.

    • “Najgłośniej sprzeciwia się Kapitan Ameryka jako ucieleśnienie amerykańskiego snu, a najmocniej “za” opowiada się IronMan przedsiębiorca, ”
      Jeśli chodzi o motywację Iron Mana, to proponuję przeczytać “Execute Program”, które jest wstępem do “Civil War”. Tam, parafrazując, padają słowa, że superbohaterowie są jak broń, a każdą broń trzeba przecież rejestrować. Stark mówi to po tym, jak stracił nad sobą panowanie, przez co wiele osób straciło życie (oczywiście, sam fakt tracenia panowania był spowodowany ingerencją osób trzecich).
      “Nie wiadomo skąd Iron Man wie o pajęczym zmyśle. Peter nigdy o nim nie mówił.”
      Oj, musiał mówić – z komiksów, które czytałem, wynikało jasno, że cała ekipa z Avengers wie o istnieniu pajęczego zmysłu (dlatego nie grali z nim w pokera, serio). A co się tyczy zbroi – tak, Iron Man zbierał za jej pośrednictwem informacje o Peterze i zreplikował pajęczy zmysł (dodał nową funkcję do swojego pancerza ;] ).
      BTW, może sięgnę po Fallen Son, brzmi dobrze.

      • Zachęciłeś mnie. Sięgnę po Execute Program przy okazji. O pajęczym zmyślę poszukam ten fragment. Fallen Son warty uwagi jest o Sidermanie i Wolverinie Reszta daje radę.

  • Jeszcze jedno, używasz określenia “wojna domowa”, podejrzewam, że tytuł w intencji autorów był nawiązaniem do “Wojny Secesyjnej”.

    • “Nazwa „wojna secesyjna” pochodzi od secesji (wystąpienia) stanów
      skonfederowanych z Unii. Powszechną nazwą, stosowaną zwłaszcza w USA, jest także „amerykańska wojna domowa” (ang. American Civil War).” – via wikipedia

      • No do tego zmierzam. W języku polskim funkcjonują dwie nazwy i czasami tłumacząc Civil War “wojna domowa” pomija się emocjonalny stosunek, który prawdopodobnie miał amerykański twórca do “wojny secesyjnej”.
        Moim zdaniem w tym wypadku odniesienie do historii USA jest bardzo ważne na poziomie symbolicznym.

  • Elementy realizmu, motyw znany z Watchmen czy Kingdom Come, czyli pytania o to, kto i jakim prawem sprawuje kontrolę i wychodzi z ramienia subiektywnie pojmowanej sprawiedliwości – to zachęciło mnie do zainteresowania się Civil War. Niestety, tak samo szybko zdążyłem się zniechęcić do śledzenia fabuły. Historię chciałem ugryźć od strony Spider-Mana. Nowy, zarąbisty iron-kostium, mocna decyzja z wyjawieniem tożsamości, wewnętrzne rozdarcie.. wow, czy można to spaprać? Pogubiłem się, nawet nie wiedziałem od czego zacząć. Masa wtrąceń, masa podserii, spojrzeń ze strony innych bohaterów w ich własnych zeszytach.. W końcu zrezygnowałem. Znudzony i wymęczony obserwowałem co jakiś czas main eventy, które pojawiały się na wiki, żeby mieć pogląd na całość.
    Swoją drogą, ostatnimi czasy DC porwało się na coś porównywalnego do Civil War – Flashpoint. Czytałem jedynie 3 zeszyty z ‘core issues’, czyli tytułowego Flashpoint i nie wiem jeszcze co, jak i dlaczego doszło do bratobójczej walki. Na zachętę rzucę hasłem – Thomas Wayne jako Batman morderca ;>
    BTW – czytam Extremis i jestem absolutnie za-ko-cha-ny. Ogromne dzięki za polecenie!

    • “Znudzony i wymęczony obserwowałem co jakiś czas main eventy, które pojawiały się na wiki, żeby mieć pogląd na całość.”
      U mnie w ostatecznym rozrachunku wyglądało to niemal identycznie.
      “Swoją drogą, ostatnimi czasy DC porwało się na coś porównywalnego do Civil War – Flashpoint.”
      Z tego, co kojarzę, to miało miejsce jeszcze przed rebootem. Ale słyszałem, że seria całkiem ciekawa, choć ponoć miała też masę słabych stron, niestety.
      “BTW – czytam Extremis i jestem absolutnie za-ko-cha-ny. Ogromne dzięki za polecenie!”
      Sama przyjemność! Bardzo się cieszę, że się spodobało. :]

  • Oh, “One more day” to jest po porstu legenda…
    Rzecz w tym, że Peter zrezygnował ze swojej miłosci i życia z Marry Jane (nawet biorąc pod uwagę jej skłonność do wpadania w tarapaty, mieli przed sobą circa 20-30 lat wspólnego życia) na rzecz ocalenia starej ciotki, której zostało ile? Kilka lat? Ok, ja rozumiem, że go wychowała itd, ale o ile pamiętam komiks, ona sama prosiła Petera by pozwolił jej odejść. Historia jest po prostu głupawa (nawet jak na komiksowe standardy, które zwykle na wyżyny fabularne się nie wspinają…), a Mephisto to deus ex machina odwracajacy wszystko do góry nogami…
    Pytanie- czy w wyniku działań Mephisto “odkręcone” zostały wszystkie eventy związane z “Civil War”?
    Btw, pewnie wszyscy fani komiksów tutaj znają recenzenta Linkarę z That Guy With The Glasses? Strasznie wściekał się na “One more day” (aż skłonił mnie do przeczytania całej serii, by przekonać się czy naprawdę jest aż taka zła). Zrobił całkiem obszerną recenzję tego komiksu wytykajac wszystkie dziury fabularne i głupoty. Polecam 🙂

    • Powiem tak: LInkara <3 Uwielbiam go, szanuję i uważam za inspirację. :]
      Co się tyczy wspomnianego paradoksu związanego z długością życia – to chyba był też jeden z argumentów Linkary właśnie. Zresztą, zgadzam się w pełni.
      Co do Twojego pytania – skutki "Civil War" były bardzo długo usuwane/wymazywane z uniwersum Marvela. Jak to było z ciotką May, już ustaliliśmy. Natomiast sekretność tożsamości Parkera została przywrócona przez Dr. Strange'a, który rzucił na niego czar uniemożliwiający demaskację. To z kolei został odwrócone w evencie Spider Island…
      Z kolei (UWAGA, SPOILERY!) w przypadku Tony'ego Starka odbyło się to tak, że w vol.5 (czyli w okolicy 2010) roku chyba postanowił sam wymazać swoją pamięć, żeby Norman Osborn (który przejął SHIELD) nie mógł się dobrać do jednego istniejącego rejestru superbohaterów (wszystkie fizyczne kopie Stark zniszczył osobiście). Ale! Oczywiście, okazało się, że Tony przygotował też drogę do odbudowania swojej pamięci, tylko że po zastosowaniu tej metody stracił kilka lat życia. Pamiętał wszystko dokładnie do końca "Execute Program", czyli… wszystko przed "Civil War". Jak wygodnie. ;-]
      Nie wiem, jak to się miało w innych seriach, z innymi bohaterami, ale przypuszczam, że podobnie. Dodam też, że choć moje streszczenie losów Starka brzmi fatalnie, to same komiksy są świetne, szczerze polecam.
      Mam nadzieję, że udało mi się trochę odpowiedzieć na Twoje pytanie. ;]

      • OMG, takie rzeczy tylko w amerykańskich komiksach… Najpierw rozkręcają event, a potem przez kilka lat pracują nad jego usunięciem. Faktycznie losy Starka brzmią okropnie w streszczeniu, ale powiedzmy sobie szczerze- większosć komiksowych historii tak brzmi, w streszczeniu, a bywaja przecież świetne 🙂

        • Czytałem Vol.5 od pierwszego numeru do, bodaj, 20 i… przyznaję, że wir wydarzeń porwał mnie po prostu niesamowicie. ;] Świetnie napisane. I, chyba, dodatkową zaletą jest fakt, że cały czas siedzi nad tym w miarę podobna ekipa – a nie tak jak przy Spider-Manie, gdzie co drugi zeszyt jest robiony przez innego rysownika.
          I fakt, takie rzeczy to tylko w amerykański komiksach. Aktualnie stan rzeczy jest bodaj taki, że prawie wszystko, co związane z “Civil War”, zostało wyczyszczone…

  • Civil War jest zebrany w siedmiu zeszytach/tradeach (nie pamiętam) i jest wydany zbiorczo za nie duże pieniądze. Nie trzeba dużo skakać. Są oczywiście side-story, ale bazowa część jest łatwa i prosta. Akurat Civil War jest moim ulubionym eventem, w którym mamy poważne zmiany w uniwersum. Też lubię one-shoty, ale mass eventy takie jak Civil War pozwalają zrobić przegląd bohaterów (trochę przetrzebić jak przy House of M). Obawiam się, że przy Avengers vs X-Men dostałbyś zawału :p

    • Po tym, co napisałeś, od razu zajrzałem do “AvX” i… ten, no, samo czytanie wiki mnie mocno zmęczyło. ;]
      BTW, próbowałem gdzieś podpatrzyć, jak wydane jest tych 7 zeszytów i co dokładnie jest w nich zawarte. Możesz jakiegoś linka zapodać?

        • Mam wrażenie, że powód jest jeden – za przeproszeniem “Because fuck you, that’s why”. A tak na serio – też mnie to zastanawiało i musiałbym doczytać.
          Wiem, że w pewnym momencie kto inny się wcielił w Capa (niejaki Bucky?), ale później Steve Rogers i tak został – chyba – wskrzeszony.

          • Wiem, ze pozno, ale zostal trafiony kula wynaleziona przez dooma ktora uwiezila go poza czasem i przestrzenia by red skull mogl przejac jego cialo. Genialne, nie?

          • Tak, czytałem o tym ostatnio, jako że w końcu… Civil War przeczytałem i to w wersji dosyć kompletnej (muszę w końcu o tym napisać). ;-] Ten pomysł z kulą poza-czaso-przestrzenną… i don’t even…

  • Nie rozumiem czemu zrezygnowali z jawnego Petera jako Spider-Mana. Przecież to otwiera setki nowych możliwości fabularnych!

    • Dokładnie. Nie wiem tylko, czy tak radykalnych zmian przestraszyli się twórcy, czy fani (bo jeśli to Ci drudzy “wymogli” powrót do stanu z lat 70-tych, to ciężko w pełni winić twórców).

  • Tak à propos to czy przestałeś czytać archiwalne numery Spider-Mana? Ja się przemogłem przez kiepskie lata 70, przeszedłem przez dobre lata 80 i jestem na początku lat 90, z tym, że zrobiłem sobie przerwę na czytanie nowości i mimo, że jeszcze lat 90 nie skończyłem, to większość ważniejszych historii 2001-2010 już czytałem, to w zupełności wystarcza żeby ogarnac te wszystkie nawiązania w nowych komiksach :p

    • Trochę sobie “poczytuję” stare numery Spider-Mana, ale przyznaję, że nie tak łapczywie, jak na początku. Jestem w okolicy ASM #150 i na razie na tym się zatrzymałem. Aktualnie więcej u mnie Iron Mana i Batmana. Ciekawy jestem też tego, jak będzie wyglądał nowy Spider-Man (ASM #700 ma być ostatni przed rebootem).

      • Masz jakieś podejrzenia dotyczące tożsamości nowego Spider-Mana?

        • Sam jestem ciekawy. Bo Peter Parker chyba nie jest wykluczony, prawda? Zastanawiam się, czy to przypadkiem nie będzie np. Kaine. Po raz drugi Scarlet Spider zmieniłby się w Spider-Mana. ;]

          • Są spekulacje, ze ma to być pomocnik Spider-Mana- Alpha, modlę się, żeby tego irytującego bachora jak najszybciej wymazali, a jakby został jeszcze Spider-Manem to bym chyba się zastrzelił….

          • Przyjrzałem się temu Alphie i cóż mogę powiedzieć… mam nadzieję, że to nie on będzie nowym Spiderem. ;]

      • Ha;). Ja jestem w 378 i bylo kilka fajnych watkow (jean dewollf (96-100 Spectacular spider-man albo 106-110, nie pamietam teraz), romans z black catem, mob wars). Teraz zaczelo sie maximum carnage i chyba sobie to daruje, tyle skakania po komiksach :/. Ogolnie polecam jeszcze watki z hobgoblinem (chyba przy wojnach gangow jest), sa naprawde fajne. Ale najgorsze jest to rozrzucenie watku po miliardach czesci, po innych komiksach, etc.

        • To był fatalny okres, jeśli chodzi o przystępność czytania. Maximum Carnage mimo wszystko przeczytaj, ponieważ jest naprawdę świetne! Ale doskonale rozumiem Twój ból i problem.

Tomasz Kozioł (Pop)kultura osobista

Tu mnie znajdziesz:

Najświeższe teksty

Najnowsze komentarze

%d bloggers like this: