Tomasz Kozioł (Pop)kultura osobista

CategoryRecenzje

Superman: Earth One – Harcerzyk stał się wiarygodnym bohaterem

S

Przy okazji rozważań o komiksie “Thor: Odrodzenie” napisałem, iż J. Michael Straczynski jest scenarzystą do zadań specjalnych i to właśnie “Superman: Earth One” jest jedną z powieści obrazkowych, które mnie do tego przekonały. Pierwszą był, w moim przypadku, “Amazing Spider-Man”, którego Straczynski próbował lekko uporządkować, nie mając do dyspozycji zrobienia prawdziwego rebootu. Jednak teraz, po skończonej lekturze przygód Clarka Kenta, zacząłem się zastanawiać, co było trudniejsze – czy wspomniane uładzenie serii o ścianołazie, czy jednak zrobienie z Supermana bohatera z krwi i kości, z którym można się utożsamić i którego da się polubić? (więcej…)

Thor: Odrodzenie – Stracz, scenarzysta do zadań specjalnych

T

Można go kochać, można go nienawidzić, ale jedno jest pewne – nazwisko Straczynskiego przykuwa uwagę. Jeśli o mnie chodzi, szybko się przekonałem, że za napisane przez niego komiksy warto się brać – choćby dlatego, że lekturze towarzyszą na ogół silne emocje, choć nie zawsze pozytywne, jak już zostało wspomniane. Bardzo go polubiłem po pierwszych zeszytach Spider-Mana, których był scenarzystą – słyszałem jednak, że później jest gorzej. Czytałem też “Superman: Earth One”, o którym na pewno jeszcze napiszę, a w którym się szczerze zakochałem. I teraz przyszła kolej na Thora. Mimo że bohater ten nie jest szczególnie bliski memu sercu, nazwisko Straczynskiego na okładce ósmego tomu Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela sprawiło, że byłem ciekawy zawartości. (więcej…)

Avengers: Upadek Avengers – Chaos, wszędzie chaos

A

Przygody Avengersów w wersji komiksowej nigdy mnie za bardzo nie interesowały. Ile razy sięgnąłem po jakieś zeszyty, zawsze czułem się przytłoczony liczbą postaci i zależności między nimi. Skoro jednak “Disassembled” – tudzież po naszemu “Upadek Avengers” – zostało wydane w ramach Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela, to miałem nadzieję, że jest to opowieść nie wymagająca znajomości stu zeszytów wstecz. Co tu wiele mówić, myliłem się.

Brian Michael Bendis rzuca nas od razu w wir wydarzeń. Mniej więcej od trzeciej strony komiksu zaczynają się wybuchy, śmierć i pożoga. Patrząc na to z perspektywy osoby, która kompletnie nie zna takich postaci, jak Wasp czy Ant-Man, sytuacja wyglądała następująco: poznaję nowego bohatera, mija pięć stron, ów bohater już nie żyje. Miałem wrażenie, że gdyby ten komiks został zekranizowany, co drugą postać mógłby grać Sean Bean. Jak łatwo się domyślić, nie jest tajemnicą, że Avengersi są atakowani. I to, jakby się zdawało, przez wszystkich na raz. Jeden z ich kolegów powrócił między żywych najwyraźniej tylko po to, by eksplodować im na podjeździe. Chwile później Tony Stark był pijany na spotkaniu ONZ, mimo że nic nie pił, a na trawniku przed posesją wylądował dywizjon obcych. Natomiast centralny wątek całej intrygi jest godny co najmniej “Mody na sukces” w zakresie złożoności relacji między bohaterami. I to nie jest takie typowe przyrównanie do “Mody na sukces”, coby być zabawnym, o nie. Po prostu relacje między postaciami są tak złożone, rozbudowane i daleko idące, iż użyte wyżej porównanie po prostu idealnie oddaje sytuację, w jakiej zostaje postawiony czytelnik. (więcej…)

Astonishing X-Men od duetu Whedon/Cassaday – Takich mutantów chce się czytać

A

Jest na pewno jedna rzecz, o której mogę powiedzieć, że zawdzięczam ją Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela. Właśnie dzięki niej zainteresowałem się komiksową wersją X-Menów. Do tej pory było mi jakoś tak z mutantami nie po drodze – jasne, znałem i bardzo lubiłem wszystkie filmy kinowe oraz kultową animację, ale za powieści obrazkowe nigdy się nie zabrałem. Za każdym razem, kiedy łapałem za jakieś zeszyty, odbijałem się od nadmiaru bohaterów, relacji między nimi i wydarzeń, których nie znałem, a bez których nie dało się zrozumieć aktualnie trwającej akcji etc. Szczęśliwie, wydawnictwo Hachette wybrało za mnie komiks, od którego warto zacząć, i choć nie zawsze ta sztuka mu się udaje, tym razem trafiło w dziesiątkę. Po przeczytaniu “Obdarowanych”, chwyciłem za wszystkie pozostałe komiksy o mutantach, które wyszły spod rąk Jossa Whedona i Johna Cassadaya, i mogę spokojnie powiedzieć, że nie żałuję te decyzji. (więcej…)

Iron Man 3 Movie Prelude – War Machine, gdzie jesteś?!

I

Przyzwyczaiłem się już, że komiksy publikowane w ramach akcji marketingowej związanej np. z premierą gry bardzo często pozostawiają wiele do życzenia w zakresie jakości. I, szczerze mówiąc, obstawiałem, że kiedy Marvel robi komiksowy wstęp do własnej adaptacji własnego komiksu, sytuacja będzie wyglądała zgoła inaczej. Myślałem, że i oprawa wizualna wysypie mi flamastry z tornistra, i scenariusz zerwie beret z głowy. A tak się nie stało. Zamiast świetnie rozplanowanego majstersztyku, przeczytałem… ot, zwykły, niewyróżniający się niczym komiks.

Akcja “Movie Prelude” (świetna, chwytliwa nazwa) rozgrywa się między drugą częścią “Iron Mana” a ostatnim filmem z uniwersum Marvela, czyli “Avengers”, i zajmuje się jedną, ale za to faktycznie frapującą kwestią. Przyznaję, że sam się zastanawiałem, jak będzie wytłumaczony brak War Machine podczas jatki z obcymi na terenie Nowego Jorku. Oczywiście, domyślałem się, że miały tu rolę względy praktyczne – byłby to dodatkowy bohater, do tego znacznie mniej wyrazisty od wszystkich pozostałych. Mi jednak chodzi o wytłumaczenie fabularne. Teraz już wiem, że kiedy Tony i spółka ratowali ziemię przed inwazją, War Machine rozbijał się między innymi po Azji, polując na Dziesięć Pierścieni. Tak, to ta sama grupa terrorystyczna, która porwała Starka w pierwszej części filmu, i która powróci pod wodzą Mandaryna w filmu części trzeciej. (więcej…)

Batman: Death of the Family – Zbyt odważny nawet dla twórców

B

Kiedy wziąłem się za czytanie “Death of the Family” – wątku, który dopiero niedawno został zakończony w tworzonym przez Snydera i Capullo “Batmanie” – pomyślałem, że komiks ten zaleję tsunami miodu i zachwytu podczas pisania tekstu. Czytało się go po prostu niesamowicie! Wszystko, co prezentowali w pierwszych zeszytach autorzy, zapowiadało niesamowity powrót Jokera. Powrót, który naprawdę boleśnie namiesza w życiu Bruce’a Wayne’a i jego “rodziny”. Niestety, na koniec okazało się, ze niektóre pomysły, które tak mnie zafascynowały, okazały się najwyraźniej zbyt odważne nawet dla samych twórców.

Na cały wątek składa się pięć zeszytów z serii “Batman” oraz cała masa zeszytów pobocznych – zgodnie ze słowami twórców, cały wątek liczy sobie łącznie 23 komiksy. Innymi słowy, niezła kolumbryna. Sam jednak czytałem tylko część z rozgałęzień fabularnych i, tak jak to miało miejsce w przypadku “Trybunału sów”, nie są one niezbędne do zrozumienia fabuły. Tak, rozbudowują ją w bardzo ciekawy, gładki i przyjemny sposób, ale bez zagłębiania się w nie i tak będziecie wiedzieli wszystko, co najważniejsze. Na podstawę tego tekstu składa się przede wszystkim wspominane pięć zeszytów autorstwa Scotta Snydera i Grega Capullo. (więcej…)

Biały Orzeł #04 – Szybkie zmiany na lepsze

B

Tak jak twórcom “Białego Orła” trochę się zeszło z opublikowaniem czwartego zeszytu przygód wykreowanego przez nich superbohatera, tak mi trochę się zeszło z napisaniem o nim. Ale już się śpieszę, już nadrabiam – gdyż warto, gdyż jest o czym pisać, gdyż “Biały Orzeł” bardzo szybko się zmienia i to na lepsze. Przejdźmy więc do rzeczy!

Pierwsze zmiany widać gołym okiem – między innymi, zmieniła się cena i teraz wynosi niecałą “dyszkę”. Czyli zainwestowanie w polską twórczość stało się jeszcze łatwiejsze. Po drugie, zmieniła się osoba odpowiedzialna za kolory i teraz jest to niejaki Rex Lokus, który jest znany między innymi ze współpracy z DC Comics. Szczerze mówiąc, nie potrafiłem docenić tej zmiany, dopóki nie porównałem sobie starszych numerów z nowszymi i powiem Wam: skok jakościowy jest niesamowity. Choć jak sami twórcy twierdzą, druk numeru wyszedł trochę ciemniejszy, niż miał być w zamyśle, więc to znaczy, że może być jeszcze lepiej (i będzie, jeśli dojdzie do dodruku – a to już w rękach kupujących). (więcej…)

Batman: Trybunał Sów – Batman, którego zawsze chciałem przeczytać

B

Kawał czasu temu wziąłem się za czytanie restartu uniwersum od DC Comics – innymi słowy, zabrałem się za serię “New 52”. Ze szczególnym naciskiem położonym na Batmana – próbowałem co prawda zainteresować się innymi bohaterami, ale nie za bardzo mi to wyszło. Natomiast opowieści o Mrocznym Rycerzu porwały mnie bez reszty. Niesamowicie podobały mi się pierwsze zeszyty “Detective Comics” i zaskakująco wczułem się w historię przedstawioną w serii “Batman & Robin”, mimo iż myślałem, że nigdy nie będę w stanie strawić tego duetu. Ale to inna seria pochłonęła mnie bez reszty. Ta, która nazywa się po prostu… “Batman”.
Pisałem już kiedyś o pierwszych trzech zeszytach pierwszego wątku fabularnego, który ostatecznie znany jest pod zbiorczą nazwą “Court of Owls”, a u nas, jako “Trybunał Sów”. Już wtedy niesamowicie podobało mi się to, jak duży nacisk został położony na fakt, iż Batman jest między innymi – a może przede wszystkim – najlepszym detektywem świata. Tak, potrafi spuścić łomot, nosi(ł) majtki na rajtuzach i ma fajne gadżety, ale, co najważniejsze, jest mistrzem dedukcji, takim zamaskowanym i lepiej dofinansowanym Sherlockiem Holmesem (z tak zabezpieczonym budżetem, że gdyby był opiumistą, nigdy nie byłby na głodzie). I to czuć przez cały wątek fabularny. Bruce Wayne, zastanawia się, analizuje i rozwikłuje intrygę, na którą się natknął, czy raczej: na którą “został natknięty”. (więcej…)

Superior Spider-Man #2 oraz #3 – To nie jest świat dla klasycznych superbohaterów

S

Tak jak byłem kompletnie przerażony zeszytem “Amazing Spider-Man #700” – komiksem tak złym, że śnił mi się po nocach – tak też… pierwszy “Superior Spider-Man” był zaskakująco zjadliwy. Jasne, to nadal gwałt na klasycznej postaci ścianołaza i, według mnie, przeraźliwie źle napisana historia o zmianie, nazwijmy to, twarzy pod maską, ale… muszę też przyznać, że ów zeszyt miał swoje momenty. Na pewno musiałem uczciwie przyznać – zainteresowałem się. Może w ten ciekawsko-masochistyczny sposób, ale jednak: Marvel przykuł moją uwagę. Niestety, jeśli miałem jakieś nadzieje, to zostały one brutalnie zaszlachtowane i rozczłonkowane, zaś ich resztki Dan Slott porozrzucał niedbale po zakątkach mojej wyobraźni…

Zanim przejdziemy dalej, tradycyjne ostrzeżenie dla osób, które może po raz pierwszy trafiły na moją serię tekstów o współczesnych komiksach o Spider-Manie. To spoiler na spoilerze, spoilerem poganiany. I naprawdę przy innych tekstach nie jestem taki jednostronnie bezlitosny… (więcej…)

Batman: Earth One – Stary bohater dla nowych czytelników

B

Świat komiksów pełny jest restartów – czy to całkowitych, czy to częściowych, czy też wreszcie częściowych, które miały być całkowite. Wystarczy rzucić choćby okiem na takie “New 52” od DC Comics czy serię “NOW” od Marvela. Te zabiegi mają przede wszystkim jeden cel – uporządkowanie lub zwyczajne, brutalne usunięcie bałaganu, który nawarstwił się przez lata w kontinuum czasoprzestrzennym mnogich serii, a tym samym ułatwienie rozpoczęcia lektury nowym czytelnikom. Choć i dla starych wyjadaczy bywa to zbawienne.

Sęk w tym, że nie wszystkie takie próby są udane. Dla przykładu: DC ma serię o dwóch flagowych bohaterach – Batmanie i Supermanie – która nazywa się “All-Stars”. Miała być ona przystępna dla nowych, potencjalnych fanów, a – jak dla mnie – była bardzo specyficzna i nie najłatwiejsza do strawienia. Byłem ciekawy, czy tak samo będzie z cyklem “Earth One”, któremu przyświecały podobne cele. Powiem szczerze – nie wiem, jak udało się z innymi bohaterami, ale jeśli idzie o Batmana… Jeśli ktoś chciał mnie zainteresować, to mu się to udało – komiks pochłonąłem tak pazernie, jak to tylko było możliwe. (więcej…)

Tomasz Kozioł (Pop)kultura osobista

Tu mnie znajdziesz:

Najświeższe teksty

Najnowsze komentarze