Tomasz Kozioł (Pop)kultura osobista

CategoryEkranizacje komiksów

Justice League: War – Tak się tworzy drużynę

J

Premiery nowych animacji od DC Comics stały się dla mnie na tyle ważnymi datami w kalendarzu, że wykształcił mi się już nawet pewien system. Otóż, gdy tylko pojawia się nowy film, do drzwi puka Miły Pan z Pizzą. Nie wiem, jak to działa, ale działa – z faktami nie zamierzam się kłócić. Po zakończonym seansie połączonym z ucztą muszę sobie tylko odpowiedzieć na pytanie, co było lepsze – pizza czy film? Jak było w przypadku “Justice League: War”?

“Wojna” z Ligą Sprawiedliwych w roli głównej jest zdecydowanie ciekawą produkcją, jeśli chodzi o pewne związane z nią kwestie. To pierwsza ekranizacja komiksów, które od roku 2011 pojawiają się w ramach odświeżonego uniwersum DC Comics, czyli “New 52”. Po drugie zaś, “War” przybliża widzom kulisy powstania legendarnej drużyny superbohaterów – drużyny złożonej z naprawdę pokaźnej liczby nadludzi. I robi to w 80 minut. Przypomnijmy, że Marvel do stworzenia “Avengers” potrzebował najpierw dobrych kilku filmów na rozruszanie tematu. Taka sytuacja sugerowałaby, że DC nie miało szans na sukces ze swoim animowanym przedsięwzięciem. Cóż, szczęśliwie dla widzów nie jest to prawda. (więcej…)

Pierwszy trailer Amazing Spider-Man 2, czyli dokąd zmierzają filmy superbohaterskie…?

P

Dla żadnego geeka nie jest pewnie tajemnicą fakt, że dziś miała miejsce premiera pierwszego trailera do filmu “Amazing Spider-Man 2”. A jeśli jeszcze jakimś cudem nie widzieliście tej zapowiedzi, to możecie to nadrobić na YouTube’ie albo zajrzeć do rozwinięcia tego wpisu – zaraz pod drugim akapitem znajduje się właśnie owa zajawka.
Po zakończonym dwuminutowym seansie miałem wiele wątpliwości. Z jednej strony fajnie jest widzieć tyle znajomych postaci – pomijając już oczywiście Petera, mamy tu Gwen Stacy, ciotkę May, Harry’ego Osborna i jego ojca, Normana, a do tego cały garnitur superprzestępców: Electro, Rhino i Green Goblina. Ba, w tle pojawiają się nawet skrzydła Vulture’a i macki Doctora Octopusa, sugerujące, że kiedyś i tych dwóch panów możemy zobaczyć na wielkim ekranie. I pojawia się pytanie… czy to na pewno dobra droga? Już pierwszy “Amazing Spider-Man” miał problem z nadmiarem wątków i kompozycją filmu. Zaś w przypadku dwójki zapowiada się, że wszystkiego będzie jeszcze wiele więcej… Pytanie tylko, czy lepiej? (więcej…)

Thor: Mroczny świat – Nordyccy bogowie w dobrej formie

T

Idąc do kina na najnowszego “Thora” nie miałem szczególnych oczekiwań. Choć kocham filmowe uniwersum Marvela, akurat pierwsza część przygód gromowładnego steryda nie powalała. Uczciwie jednak rzecz ujmując, nie można było im też odmówić swoistego uroku. Zaś “Mroczny świat”… nadal ma ten sam urok, ale wszystko robi dużo, dużo lepiej.

Tym razem mieszkańcy Asgardu będą musieli się zmierzyć z przedwiecznymi wrogami, którzy grożą ich światu. Po wiekach nieobecności ze snu przebudziły się Mroczne Elfy, które – raz rozgromione przez ojca Odyna – w końcu mają okazję do zemsty. Dziewięć światów pierwszy raz od tysięcy lat będzie w koniunkcji, umożliwiającej masową destrukcję… jeśli tylko posiada się odpowiednie narzędzie. A tym razem jest to Eter, w którego posiadanie weszła… cóż, o tym przekonacie się już na seansie. (więcej…)

Agents of S.H.I.E.L.D., odcinki 1-3 – Whedon, gdzie jesteś?

A

Z najnowszym serialem Marvela miałem problem od samego początku, od momentu, kiedy jego niechybna premiera została po raz pierwszy zapowiedziana. Wiedziałem, że za całokształt będzie odpowiadał Joss Whedon – jego komiksy bardzo lubię, a filmowe “Avengers” po prostu kocham. Do tego serial miał się przeplatać z filmowym uniwersum Marvela, więc zapowiadała się świetna zabawa dla fanów superbohaterskich powieści obrazkowych.

To czemu w takim razie nie potrafiłem się cieszyć z zapowiedzianego nadejścia tej serii? Dziś jestem już po pierwszych trzech odcinkach, które dotąd zostały opublikowane, i zaczyna mi się powoli krystalizować odpowiedź na to pytanie. (więcej…)

Flashpoint Paradox – Przewidywalnie wysoka jakość, zaskakująca brutalność

F

Przed obejrzeniem “The Flashpoint Paradox” słyszałem już trochę o tym – zdaje się – dosyć kontrowersyjnym evencie, który rozegrał się w uniwersum DC niedługo przed nadejściem odświeżenia linii wydawniczej wraz z “New52”. Jest to jeden z tych komiksów, do których zabieram się od dłuższego czasu, ale coś nie jest mi z nimi po drodze. Sytuacja ma się podobanie, jak z Civil War – czasem się po prostu boję takich gigantyczny wątków fabularnych, które angażują 3/4 bohaterów z danego uniwersum. Ciężko się w tym połapać i tyle. Gdy jednak dowiedziałem się, że na podstawie tej serii pojawi się animacja, niezmiernie się ucieszyłem. Nauczony doświadczeniami związanymi z “Powrotem Mrocznego Rycerza”, wiedziałem, że nawet te mniej dla mnie przystępne powieści obrazkowe DC potrafi genialnie przedstawić właśnie w postaci animacji. A że DC Comics co do zasady nie schodzi w swoich filmach poniżej co najmniej bardzo dobrego poziomu, mogłem być pewny dobrej rozrywki. (więcej…)

Powrót Mrocznego Rycerza – Trudna historia, genialna animacja

P

Boję się mierzyć z niektórymi klasycznymi komiksami superbohaterskimi. Głównie dlatego, że jeśli kręcą się wokół postaci, względem której nie czuję specjalnego sentymentu, ciężko mi docenić i je, i ich wpływ na konkretną serię (a czasem – wpływ na komiks w ogóle). Miałem tak z “Wolverine” panów Claremonta i Millera. Choć Logana lubię, to nie na tyle, by z autentyczną przyjemnością łyknąć, bądź co bądź, niezbyt młody i, dla mnie, nazbyt archaiczny komiks. Obstawiałem, że mogę na podobne trudności napotkać przy klasycznym i kultowym już od dawna “Powrocie Mrocznego Rycerza” autorstwa, ponownie, Franka Millera. W szczególności, że styl tego autora nigdy mi szczególnie nie przypadł go gustu. I, faktycznie, była to dla mnie ciężka przeprawa. Albo może inaczej: byłaby to naprawdę ciężka przeprawa, gdybym nie pomógł sobie genialnie zrealizowaną animacją. (więcej…)

RED 2 – Na emerytowanym froncie bez zmian

R

Idąc do kina na “RED 2” spodziewałem się dokładnej powtórki z seansu “jedynki”, czyli dużej porcji dobrej, niezobowiązującej zabawy, która jednak nie zapada za bardzo w pamięci. Choć poprzedni film o przygodach emerytowanych superagentów podobał mi się niezmiernie, nie mogę uczciwie powiedzieć, żebym pamiętał z niego więcej niż tylko ogólny zarys fabularny i kilka scen. Jak się zaś okazało, “RED 2” zachowało swoją lekkość, ale dorzuciło do worka też więcej charakterności, dzięki czemu wyszło jeszcze lepiej.

Po raz drugi Emerytowani, Ekstremalnie Niebezpieczni trafiają na celownik rządu… rządów. I innych organizacji. Po prostu wszyscy chcą ich zabić i to za czyny, których nie popełnili albo popełnili, ale po prostu nie pamiętają, ponieważ to tylko jedna z licznych, popełnionych przez nich rzeczy. Taka Drużyna A, tylko bez większej awersji do hurtowego ubijania wrogów. Rzecz rozchodzi się o prototypową broń, która lata temu zaginęła, a informacje o której zaczęły powoli wypływać na światło dzienne, skupiając na sobie uwagę całej rzeczy indywiduów zainteresowanych panowaniem na nad światem. (więcej…)

Kick-Ass 2 – Uderzenie nadal mocne

K

Pierwszy “Kick-Ass” bawił się z konwencją, czasem ślepo za nią podążając, czasem brutalnie łamiąc. Robił to ze stylem, gracją, humorem i potężną dawką groteski. Dwójka podąża dalej tą samą ścieżką, przez co już tak bardzo nie zaskakuje, ale nadal dostarcza silnych wrażeń.

Tym razem twórcy wzięli na warsztat dwa klasyczne motywy, przez które przechodził chyba każdy liczący się superbohater. Mowa tu o uczestnictwie w drużynie mścicieli, która łączy siły, by skuteczniej zwalczać siły zła, oraz o porzuceniu kostiumu na rzecz normalnego życia i ze względu na bezpieczeństwo bliskich etc. Jeśli widzieliście “jedynkę”, zapewne domyślacie się, że film ten nie ma litości dla pewnych rozwiązań i tak samo jest właśnie w tych dwóch przypadkach. Z jednej strony mamy tu kompletnie ograne schematy, z drugiej zaś – często bardzo nieoczekiwane ich rozwinięcie i zakończenie. Nie da się jednak tego docenić – a już tym bardziej: dobrze bawić – jeśli idzie się do kina bez choćby śladowej wiedzy o superbohaterach, komiksach i rządzących nimi prawach. (więcej…)

Wolverine – Superbohaterska obyczajówka

W

Wolverine nie ma szczęścia w solowych produkcjach. Choć jego postać już od lat jest kreowana przez rewelacyjnie dobranego Hugh Jackmana, zaś filmy “drużynowe” z jego udziałem trzymały bardzo dobry poziom, to samotne występy… cóż, “X-Men Origins: Wolverine” chyba wszyscy fani wyprali już z pamięci. Trzeba uczciwie przyznać, iż z nową produkcją o Loganie nie jest tak źle, by chcieć sobie od razu czaszkę trepanować. Ale nie można też powiedzieć, że jest to obraz, który w jakiś szczególnie pozytywny sposób byłby się w stanie zapisać w kronikach superbohaterskiej kinematografii.
W zakresie fabularnym otrzymaliśmy miks ekranizacji komiksu, luźnych nawiązań do anime i, jak mi się zdaje, pomysłów oryginalnych. W “Wolverine” bardzo wyraźnie widać silne nawiązania do powieści obrazkowej stworzonej przez duet Claremont/Miller – sceny otwierające wyglądają wręcz na wierną adaptację, budując świetny klimat. Co ciekawe, według mnie, autorzy zaczerpnęli też trochę pomysłów z marvelowskiego anime, które z kolei… było animowaną adaptacją tegoż samego komiksu, lecz po swojemu rozwijało oryginalny pomysł. Na deser zaś dochodzi fakt, iż scenariusz kontynuuje bezpośrednio wątek śmierci Jean Gray i wpływu tej straty na psychikę Logana. (więcej…)

Człowiek ze stali – Man of steel, man of power

C

Po wyjściu z seansu “Człowieka ze stali” pierwsze, co napisałem, to: nie zakochałem się. Film mi się podobał niezmiernie, wręcz niesamowicie. Od razu trafił na listę najlepszych, według mnie, historii superbohaterskich, ale… właśnie, miałem wrażenie, że w tej relacji jest podziw i zachwyt, ale brakuje szczerej miłości, jaką czuję do “Batman – Początek”, pierwszego “Iron Mana” czy “Avengers”. Cóż, cofam, co napisałem. Zakochałem się w najnowszym filmie Zacka Snydera, po prostu chwilę to zajęło, zanim ten fakt dotarł do mojej świadomości.

“Man of Steel” układa w jedną, ślicznie uporządkowaną całość wszystko to, co świat dotąd wiedział o Supermanie. Oczywiście, pewne fakty musiały zostać dopasowane tak, by pasowały do filmu, a nie tylko do komiksu. Nie jest to jednak istotne nawet w najmniejszym stopniu – Superman jest postacią o tak długiej i bogatej historii, że ciężko tu mówić o jedynej słusznej wersji wydarzeń związanych z jego powstaniem. Twórcy zaś zabrali się za wszystko to, co miał do zaoferowania kanon i wręcz idealnie dobrali elementy tak, by powstała iście epicka opowieść. Tak jak w przypadku dwóch wcześniej wspomnianych filmów – “Batman – Początek” oraz “Ironman” – to genialna historia narodzin superbohatera. I to superbohatera, w przypadku którego można było mieć wątpliwości, czy posiada on w ogóle jakieś ludzkie cechy, inne niż raczej humanoidalny acz nazbyt man’s-healthowy wygląd. I tak jak wcześniej J.M. Straczynski zrobił to w “Superman: Erath One”, tak teraz ekipa składająca się ze Snydera, Goyera i Nolana dokonała tego samego. Dokonała, zdałoby się, niemożliwego. Z kosmity zrobili człowieka. Superman stał się postacią, z którą można się utożsamiać, którą można lubić, której losami można się przejmować. (więcej…)

Tomasz Kozioł (Pop)kultura osobista

Tu mnie znajdziesz:

Najświeższe teksty

Najnowsze komentarze