Tomasz Kozioł (Pop)kultura osobista

CategoryRecenzje gier

Devil May Cry – Jeśli nie znałeś oryginału, to…?

D

Rzecz z remake’ami ma to do siebie, że potrafią wkurzyć najróżniejsze grupy odbiorców. Szczególnie trudni do zaspokojenia są fani oryginału – żeby tych zadowolić, trzeba na ogół wykonać odmianę pompki z filmu “Tenacious D”. A i tak nie będzie się miało gwarancji sukcesu. Trzymając się zbyt mocno oryginału, można zresztą przestraszyć nowych odbiorców, którzy nie wyłożą kasy na stół z przyczyn nostalgicznych. Czasem się też zdarza, że ludzie nowi w temacie są takim reamke’iem całkiem-całkiem zadowoleni, kiedy równocześnie tabuny najbardziej ortodoksyjnych fanów podcinają sobie synchronicznie żyły wzdłuż, nie w poprzek. Jak mi się zdaje, właśnie ostatnia z opcji pasuje na opis losu, jaki spotkał Devil May Cry.

Od razu dodam, że w moim przypadku mamy do czynienia z ostatnią opcją. Głupio mi, ale Dantego wcześniej osobiście nie poznałem. Jako że cała trylogia została wydana w HD, może wreszcie coś z tym fantem zrobię. Zaś nowa iteracja DmC (nie mylić z Detroit Metal City) została dodana do Playstation Plus, więc nie miałem powodu, by jej nie ograć. I bawiłem się naprawdę bardzo dobrze, biorąc pod uwagę absolutny brak oczekiwań. (więcej…)

Far Cry 3 – Rajska wyspa, gdzie krew tryska

F

Są takie gry, po których ukończeniu nigdy już nie spojrzycie tak samo na dany gatunek. Istnieją takie tytuły, które w myślach graczy stają się po prostu jednostką miary. Jedne z najpopularniejszych, uznawanych przez większość ludzi przykładów to Baldur’s Gate i jego znaczenie dla cRPG, Diablo jako wzór hack’n’slasha i pierwszy Crysis w roli graficznego benchmarku. Do mojej prywatnej listy dołączyła kilka miesięcy temu jeszcze jedna pozycja: Far Cry 3.

Przyznaję się bez bicia – po skończeniu przygody na rajskiej wyspie, miałem problem usiąść do kampanii w kolejnym z rzędu Call of Duty. Tak jak wcześniej przechodziłem te naciągane, miałkie scenariusze bez szybkiego zniechęcenia, tak ostatniej części już nie przełknąłem zbyt gładko (a nie przełknąłbym w ogóle, gdybym nie musiał recenzować). Zaś przy kampanii z bodaj trzeciego Battlefielda wytrzymałem może z pół misji. Wszystko przez to, że Far Cry 3 przypomniał mi, iż dobry shooter z przyjemną fabułą nie musi być jednocześnie liniową strzelnicą. (więcej…)

Dragon's Crown – Niekompatybilne z kozami

D

Dragon’s Crown było jedną z tych gier, które bardzo chciałem poznać. Interesowało mnie do tego stopnia, że nawet rozważałem zakup w okolicy premiery, a nie zdarza mi się to szczególnie często. Ostatecznie jednak się wstrzymałem, by… cieszyć się jak małe dziecko kilka miesięcy później, gdy gra trafiła do abonamentu PS Plus. Jak się okazało, tym razem dzięki tej usłudze nie tylko oszczędziłem pieniądze, ale też… oszczędziłem sobie zawodu.

Po Dragon’s Crown spodziewałem się takiego Golden Axe’a na sterydach. Nie pamiętacie Golden Axe’a? OK, inaczej. Miałem ochotę na hack’n’slasha w stylu Mario Bros., czyli “chodzonego” z lewo na prawo. Czasy świetności takich tytułów w dużej mierze przeminęły, ale czasem pojawiają się rozmaite perełki. Zaś Dragon’s Crown zapowiadało się na ucztę dla fanów gatunku, dając nam wszystko to, co lubimy, tyle że w zatrważających ilościach i w pięknej oprawie. I o ile cudna grafika faktycznie złapała mnie za serce, o tyle od nadmiaru wielu pozostałych elementów po prostu rozbolała mnie głowa. (więcej…)

Hotline Miami – Krwawe lata 80-te w 2D

H

W temacie gier niezależnych – zwanych pieszczotliwie indykami – mocny zdecydowanie nie jestem. Jest jednak kilka tytułów, które przebiły się do mojej świadomości, mimo naprawdę umiarkowanego zainteresowania tematem. Te, które zawsze przychodzą mi do głowy, gdy mam wymienić jakiś tytuł indie, to Braid, Bastion i Hotline Miami. Mam nadzieję, że zaraz się nie okaże, iż zaliczyłem poślizg i któryś z tych tytułów był tak naprawdę klasy AAA, tylko fakt ten umknął mej percepcji. Nie zbaczając jednak za bardzo z tematu: dzięki jakże cudownemu abonamentowi Playstation Plus nadrobiłem ostatnio trzecią z wymienionych gier.
I bawiłem się krwawo i wybornie. (więcej…)

Tomb Raider – Katowanie panny Croft

T

Nigdy nie byłem szczególnym fanem serii Tomb Raider. Ot, jak była okazja, to chętnie trochę pograłem, ale nigdy nie czułem się porwany, ani szczególnie wciągnięty. Do tego stopnia towarzyszyła mi obojętność względem tej sagi, że nie jestem pewien, czy kiedyś ukończyłem którykolwiek z tytułów. Nową inkarnację przygód Lary z domu Croft miałem jednak ochotę poznać. Co tu wiele mówić, zasada “reklama dźwignią handlu” zadziałała i kuszące trailery zainteresowały mnie tym tytułem. Z zakupem jednak się nie śpieszyłem i… skończyło się na tym, że Tomb Raidera dostałem w pakiecie z Playstation Plus. Wspominałem już kiedyś, że kocham ten abonament?

Powiem tak, po ukończeniu gry poczułem, że w zakresie tytułów skakano-przygodowo-strzelanych panna Croft może nie mieć teraz nikogo równego sobie. (więcej…)

Batman: Arkham Origins: Blackgate – Dwa wymiary Mrocznego Rycerza lepsze od trzech?

B

Premiera ostatniej gry z serii Arkham była dla mnie sporym zawodem. Mimo że Origins było dobre, to w stosunku do poprzedników trzeba tu koniecznie dodać: “tylko dobre”. A to gigantyczny krok w tył, biorąc pod uwagę, że wcześniej było po prostu genialnie. Pomyślałem jednak, że mimo wszystko chętnie dam szansę spin-offowi, który pierwotnie miał być tytułem ekskluzywnym dla przenośnych konsol Nintendo i Sony. Oczywiście, teraz już wiemy, że był to stan tymczasowy, a w “Blackgate” można też pograć na konsolach stacjonarnych i PC.

Akcja rozgrywa się niedługo po wydarzeniach z podstawowego “Origins”. Joker, Pingwin i Black Mask siedzą za grzechy młodości w tytułowym więzieniu Blackgate. Niestety, szybko się okazuje, że kraty nie są dla nich szczególną przeszkodą – trójka łotrów przejmuje władzę nad zakładem karnym i dzieli się strefami wpływów. Zadaniem Batmana będzie, oczywiście, wyręczenie policji z Gotham i zrobienie porządku za więziennymi murami. Tym razem jednak nie będzie sam, gdyż zdalnie będzie go wspierał nie kto inny, jak Kobieta Kot. (więcej…)

BioShock: Infinite – Pięknie i z głową

B

Pierwszy BioShock jest jedną z najlepszych gier, w jakie w życiu grałem. A w kontekście FPS-ów, kładących silny nacisk na fabułę, a nie na miodną, mulitplayerową mechanikę, jest… Cóż, chyba bezkonkurencyjny, przynajmniej w moim rankingu. I choć nie dałem się za bardzo porwać kontynuacji, której do dziś nie ukończyłem, na – nazwijmy to – spin-off z podtytułem “Infinite” miałem szczerą chrapkę. A że dzięki jakże cudownemu abonamentowi PlayStation Plus mogłem ostatnio bez problemu zaspokoić moją chęć poznania “Nieskończonego”… Co tu wiele mówić: nie zostałem powalony na kolana, jak to miało miejsce przy jedynce, ale i tak bawiłem się świetnie, zaś świat przedstawiony po prostu mnie oczarował. Przyjrzymy się jednak wszystkiemu po kolei. (więcej…)

Remember Me – Pamięć jest DJ-em

R

Urok abonamentu PlayStation Plus polega na tym, że regularnie zdarza mi się dzięki niemu poznawać tytuły, których nie planowałem, a które, po ukończeniu, zapadają mi w pamięci. Idealnym przykładem takiej gry jest “Remeber Me”. Kupując konsolę Sony, na pewno nie miałem w planach zapoznania się z losami Nilin. Skoro jednak gra trafiła na mój dysk praktycznie za darmo, postanowiłem dać jej szansę. Co miałem do stracenia? W najgorszym wypadku przepadłaby mi z życia godzina, której potrzebowałbym na stwierdzenie, czy “Pamiętaj mnie” mi się podoba, czy jednak leci do wirtualnego koszta.
A jako że jestem właśnie w trakcie drugiego podejścia do wątku głównego, możecie się pewnie domyślić, iż bynajmniej “Remember Me” nie zostało utylizowane po kilku kwadransach. (więcej…)

Amazing Spider-Man – Gra, na którą zasługiwaliśmy, czy której potrzebowaliśmy?

A

Temat gier o Człowieku Pająku jest długi jak rzeka. Taka bardziej mulista, niezbyt narowista, mało urozmaicona, przez co w dużej mierze po prostu nudna. Z jednej strony wyraźnie widać, iż jest to postać, z której można wycisnąć więcej kasy niż z typowego bohatera. Taki Thor czy Iron Man doczekali się “egranizacji” tylko w sytuacji, gdy wersja multimedialna wychodziła razem z filmem. Na ogół były to nieprzyjazne graczom i całej reszcie otoczenia gnioty. Oczywiście, Spider-Man też zaliczył kilka takich tytułów – świadczy o tym chociażby ten wpis, w którym omawiamy produkcję wydaną z okazji premiery ostatniego obrazu kinowego. Wcześniej zaś były jeszcze trzy gry, wydane w identycznych okolicznościach. Z drugiej jednak strony, to jeden z nielicznych bohaterów, który doczekał się multimedialnych przygód “tak po prostu”. Były to takie tytuły, jak Web of Shadows, Shattered Dimensions, Edge of Time czy Friend or Foe. I dużo starsze Ultimate. Chyba tylko Batman potrafi się pochwalić równie długą listą gier niezwiązanych z filmami (i, oczywiście, zjada je bez popijania). Czy w takim razie, w związku z ewidentną popularnością tematu, możemy liczyć na to, że ktoś w końcu będzie chciał dostarczyć wysokiej jakości produkt, czy jednak dalej będziemy po prostu dojeni ze względu na nasz sentyment do postaci? (więcej…)

Sleeping Dogs – Cios, którego się nie spodziewałem

S

Są takie chwile, które przypominają mi, czemu jestem graczem, czemu lubię spędzać czas czy to przy PeCecie, czy przy konsoli. Wiele z takich momentów można przewidzieć. Gdy biorę się za nowy tytuł od Blizzarda czy Rockstara, wiem, co mnie czeka. Zachwyt, miłość, dziesiątki cudownie spędzonych godzin, których nigdy nie będę żałował. Jednak niektóre takie momenty przychodzą kompletnie znienacka, przez co frajda, i tak już trudna do wyobrażenia, staje się jeszcze większa, gdyż była nieoczekiwana. Tak miałem ze Sleeping Dogs. Funkcjonariusz Wei Shen przyszedł do mojego domu, obił po twarzy, wcisnął pada w ręce i trzymał mnie za klejnoty rodzinne dopóki nie poznałem jego historii od początku do końca. (więcej…)

Tomasz Kozioł (Pop)kultura osobista

Tu mnie znajdziesz:

Najświeższe teksty

Najnowsze komentarze