Tomasz Kozioł (Pop)kultura osobista

CategoryFilmy

Aliens vs Predator 2 – recenzja

A

“Daj bejsbol!” – te i kilka innych mocnych tekstów, które rozłożyły na łopatki całą salę, to – o dziwo – nie efekt twórczości scenarzystów AvP2, lecz… naszych rodzimych tłumaczy. Fakt, podczas seansu śmiechu było co nie miara i to w momentach, które raczej powinny napawać lękiem, a nie dławić histerycznym kaszlem. Ale… Tak – jest pewne “ale”! O ile było sporo poważnych wpadek, znalazło się też kilka elementów, które podniosły z dna kolejną część epickiej walki obcego z Predatorem. Zaskoczeni? Ja zdecydowanie.

Zapytacie pewnie, czym to AvP2 tak zaplusowało, że nie objechałem go doszczętnie już w pierwszym akapicie? Otóż, było zdecydowanie lepsze od “jedynki”, która to ukazała się przeszło trzy lata temu. A to już coś. Po drugie, jeśli ktoś oczekiwał doszczętnej jatki z masą dobrze przygotowanych efektów specjalnych, ten się nie zawiódł. Po trzecie… no, była przy tym wszystkim kupa – zamierzonego przez twórców bądź nie – śmiechu. Innymi słowy, mimo że sama produkcja prezentuje poziom stanów średnich w SF, daje sporo przyzwoitej rozrywki. Na razie o niezbyt wielu eGRAnizacjach można było tak powiedzieć. (więcej…)

Death Race – Tak powinny wybuchać wszystkie samochody

D

Nie liczyłem na wiele – chciałem Forda Mustanga, Forda Mustanga z CKM-em na masce i Forda Mustanga z CKM-em na masce i fajną laską na miejscu pilota. Co dostałem? Tak jest, owego Forda ze wszystkimi dodatkami!

Jak się zapewne domyślacie, scenariusz momentami kuleje, a momentami go praktycznie nie ma. Oto nasz ulubieniec, Jason Statham, trafia do więzienia o zaostrzonym rygorze. Mówią, że zabił żonę, ale prawda jest inna – był kierowcą Nascar. A w tym więzieniu akurat brakowało jednego kierowcy Nascar, więc zarząd postanowił wrobić Jasona w morderstwo. Ale Jason nie jest tak głupi, jak się spodziewali, i udaje mu się drogą dedukcji oraz przy użyciu wielkiego klucza francuskiego dojść, kto tak naprawdę stał za śmiercią jego małżonki. Na szczęście, cały ten bełkot jest tylko tłem, które bardzo szybko ginie pod naporem naprawdę efektownych wyścigów. Nie musicie się martwić ani o przegadane dialogi, ani o nadmiar czegoś, co twórcy chcieliby móc nazwać głębią psychologiczną – Death Race nie udaje dramatu i chwała mu za to! (więcej…)

Planet Terror – 10/10, I love you, Rodriguez!

P

Tarantino i Rodriguez są specami w wielu dziwnych dyscyplinach. Tylko oni potrafią nakręcić kolorowy czarnobiały film czy skłonić najsławniejszych do zagrania w filmie kategorii B, zapisując przy okazji swoje i ich nazwiska złotymi zgłoskami w annałach światowej kinematografii. Teraz do listy talentów doszło jeszcze robienie tanich filmów za naprawdę grubą kasę. Pierwszą część “Grindhouse” – “Death Proof” – mieliśmy okazję obejrzeć kilka miesięcy temu. Teraz przyszła pora na zapoznanie z zamykający dylogię “Planet Terror”.

Tak jak przy okazji “Death Proof” Tarantino stał za kamerą, a Rodriguez zajmował się “jedynie” produkcją, tak teraz role się odwróciły. Różnica jest jak zwykle łatwa do zauważenia, gdyż style obu twórców różnią się wręcz drastycznie – w “Planet Terror” dialogi zeszły na drugi plan, by zostawić pole do popisu wartkiej akcji. Fabuła spełnia podstawowy wymóg kina tego typu – przypuszczalnie scenariusz mieścił się na jednej kartce A4 i zawierał głównie uwagi w stylu “i on wtedy wysadza samochód”. Porucznik Muldoon (Bruce Willis) rozpyla w powietrzu silną truciznę, która zmienia ludzi w zombie. Tylko mała grupa ludzi – w tym tajemnicz Wray a.k.a. El Wray (Freddy Rodríguez) oraz jednonoga striptizerka Cherry (Rose McGowan) – z nieznanych powodów nie zostają zainfekowani i mogą stawić czoła zagrożeniu. Są sami, są otoczeni i mają tylko dziesięć ton amunicji – zgadnijcie, czym to się może skończyć? (więcej…)

Aliens vs Predator i kwestia multi

A

Właśnie zacząłem testować AVP. Jako że zlecenie jest przede wszystkim na recenzję multi, to zacząłem od tego trybu. Początkowo czułem się strasznie pogubiony, ponieważ w pierwszej potyczce przydzieliło mi rolę predatora, a w drugiej – obcego. A że serii nie znam, to nie wiedziałem, co robić – biegałem dosłownie jak dziecko we mgle.  Ale jak się ogarnąłem i sprawdziłem rozkład klawiszy, rundy kończyłem w połowie stawki lub nawet trochę powyżej, więc nie było źle.

Samo multi jest naprawdę przyjemne. Nie wiem, czemu średnia ocen w necie wynosi 66%. Jakiś czarny PR czy jak? Czytałem kilka tekstów i wychodzi na to, że gra jest piętnowana za słabego single’a. To czemu ocena nie jest podnoszona za dobre mutli? Gdyby tak podejść do Modern Warfare 2, tytuł zasługiwałbym na – maksymalnie – 7/10, ponieważ kampania dla jednego gracza jest naprawdę marna. (więcej…)

Księga Ocalenia – Nigdy więcej, Denzel!

K

Po Księdze Ocalenia nie spodziewałem się zbyt wiele. Przede wszystkim, średnio lubię filmy ze św. Denzelem. Trochę do kupna biletu podkusiła mnie informacja, że to film “twórców Matrixa”. Jak jednak pokazały mi napisy końcowe (ponieważ, oczywiście, nie wpadłem na to, żeby sprawdzić w internecie), owym “twórcą Matrixa” był w tym wypadku… producent, Joel Silver. Równie dobrze Księga Ocalenia mogła być reklamowana, jako “film twórców Sherlocka Holmesa”… (więcej…)

Darksiders – pierwsze wrażenia (Xbox 360)

D

Po trzech trzech tygodniach bez odpalania Xboxa nastąpił przełom. Mianowicie – dostałem kolejne dwa tytuły do recenzji. ;] Tym razem, jak sam tytuł wpisu wskazuje, jednym z nich jest Darksiders, na temat temat którego materiał przygotowało niedawno Blistered Thumbs.

Po pierwszych chwilach zabawy uczucia mam mieszane. Z jednej strony, całość wygląda naprawdę ładnie, zaś konwencja graficzna, która początkowo kojarzyła mi się z World of Warcraft, przypadła mi do gustu. Jeśli chodzi o przepych graficzny, naprawdę niczego nie brakuje. W szczególności, jeśli ktoś lubi rozlewać po asfalcie galony krwi i obserwować efekciarskie ciosy kończące.

Trochę gorzej, póki co, ma się sprawa z grywalnością. Niestety, paleta dostępnych na początku ruchów jest naprawdę dosyć okrojona, przez co na razie większość starć polegała na odpowiednim wyczuciu rytmu we wciskaniu X. Dobrze, że przynajmniej uniki są witalną częścią systemu walki, dzięki czemu przed graczem de facto stoi trochę większe wyzwanie niż mogłoby się wydawać. Trzeba jednak poczekać i zobaczyć, jak się całość rozkręci. Zapewne już niedługo na Gaminatorze będzie mogli przeczytać na temat obszerny tekst. ;]

Ratatuj – recenzja

R

O Ratatuj, najnowszym projekcie Disney’a i studia Pixar, słyszeli chyba wszyscy i to na dobrych kilka miesięcy przed premierą. Nic dziwnego, skoro byliśmy bombardowani z każdej strony plakatami, reklamami i, przede wszystkim, trailerami. Gdyby podsumować czas, który się łącznie spędziło na oglądaniu “zajawek” tegoż filmu, wyszłoby pewnie kalibrowo coś w okolicach długości Władcy Pierścieni (wersji reżyserskich, rzecz jasna). Czy po takim przesyceniu marketingiem można jeszcze z przyjemnością pójść na Ratatuj? A jakże! (więcej…)

Zakazany owoc – recenzja filmu

Z

W ramach nadrabiania zaległości w filmach z Edwardem Nortonem w roli głównej (lub przynajmniej drugoplanowej… a nawet epizodycznej), padło na… komedię romantyczną. Obejrzaną w doborowym towarzystwie, rzecz jasna. Co ciekawe, nie jest to “jakaś tam komedia romantyczna”, lecz… komedia romantyczna wyreżyserowana przez samego Nortona. Byłem bardzo ciekaw, co może wyjść z postawienia tak utalentowanego aktora za kamerą – doświadczenie podpowiada, że nie zawsze jest to dobry pomysł, nie każdy jest Clintem Eastwoodem. (więcej…)

Dragon Age: The Wayback Machine

D

Jako że ostatnie dni spędzam w domu, powalony zwolnieniem lekarskim, na które skusiłem się pierwszy raz od pięciu lat, postanowiłem zainwestować trochę grosza w medycynę alternatywną. Starcie stoczyło się między Dragon Age i Risenem, przy czym decyzja de facto okazała się prosta. Risena odłożyłem na bliżej nieokreśloną przyszłość, a Dragon Age wylądował w czytniku konsoli. Niech błogosławione będą zwolnienia lekarskie… Poczułem się jak “za dawnych lat”, kiedy naprawdę zdarzało mi się zarwać nockę nad jakimś tytułem, przy czym zawsze było to cRPG. W inne gatunki też grywałem, ale nigdy nie potrafiły mnie one tak przykuć do fotela i monitora jednocześnie. Ostatni raz chyba przy okazji Nocy Kruka zdarzyło mi się, bym wyłączał komputer dopiero wtedy, gdy równocześnie miałem wschód słońca za oknem i na ekranie. A to było blisko pięć lat temu (nie, nie brałem wtedy zwolnienia lekarskiego).
(więcej…)

Gdyby tak recenzja mogła sobie odleżeć… I Batman też.

G

Przy okazji recenzowania ostatnich przygód Człowieka-Gacka, naszła mnie pewna myśl. Fajnie by było, gdyby czasem recenzja mogła się odleżeć. Tak z rok najlepiej. Nie chodzi mi tu nawet o tak prozaiczną kwestię, jak na przykład fakt, że po dobie odpoczynku łatwiej wykryć błędy we własnym tekście. Do tego starczy kilka godzin przerwy, a nie od razu 365 dni. Chodzi tu o kwestię ponadczasowości. Batmanowi postawiłem okrągłą dychę i, nie ukrywam, od razu chciałbym się przekonać, czy nie przegiąłem.

Gdyby ów tekst poleżał sobie przez kilka miesięcy – dajmy na to: dwadzieścia cztery – mógłbym zweryfikować swój ogląd. Jakby nie patrzeć, najwyższa nota należy się tytułom, które się nie dezaktualizują. OK, grafika może już nie powalać, ale cała reszta, razem z oprawą muzyczną, powinna zachwycać nadal tak samo. (więcej…)

Tomasz Kozioł (Pop)kultura osobista

Tu mnie znajdziesz:

Najświeższe teksty

Najnowsze komentarze