Tomasz Kozioł (Pop)kultura osobista

Avengers – Komiksowe spełnienie marzeń

A

“Avengers” to film, na który – z jednej strony – czekałem, jak na zbawienie, a z drugiej: obawiałem się go niczym średnio sprawnego kierowcy TIR-a na trasie Warszawa-Białystok. Z jednej strony był potencjał na najbardziej epicką ekranizację komiksu w historii ludzkości. Z drugiej, istniało ryzyko, że twórcy zrobią kilka niezgrabnych manewrów niczym w drugiej odsłonie “Iron Mana” i wyjdą z widzem na czołówkę, kompletnie wprasowując go w asfalt. Szczęśliwie dla mnie, dla Was, ale i, jak mi się zdaje, dla spokoju sumienia owych twórców również – skończyło się na pierwszej z możliwości. Dostaliśmy najbardziej epicką ekranizację komiksu w historii ludzkości.
Siła tego filmu nie tkwi w samej fabule, gdyż ta jest prosta. Nasza piękna, spowita smogiem planeta staje w obliczu zagłady. O ziemski tron postanowił się ubiegać Loki, brat Thora, wygnany niedoszły władca mitycznej krainy Asgardu. A że nikt go swym władcą widzieć nie chce, Loki postanawia wszystko utopić, rzecz jasna, we krwi. Niestety, wspierany jest przez obcą rasę, która z kolei jest zainteresowana zdobyciem Tesseraktu, potężnego artefaktu, umożliwiającego łatwą podróż międzygwiezdną i zapewniającego niemalże nieskończone źródło energii. Z takimi siłami nikt nie jest w stanie się zmierzyć w pojedynkę. Jedyną nadzieją ludzkości jest zebranie w jednym miejscu wszystkich najpotężniejszych indywidualistów. Jest z nimi tylko jeden problem. Są indywidualistami.

Muszę przyznać, że po wyjściu z kina wyparowała gdzieś duża część mojego żalu twórców “Iron Mana 2”. Tak, ten film był potwornie niezgrabnie nakręcony, potrafił się dłużyć i robił wrażenie, jakby wszyscy zapomnieli, co w takim obrazie jest najważniejsze. Przesyt nowymi postaciami i wątkami, w połączeniu z bardzo przeciętnym scenariuszem, sprawił, że zamiast genialnej produkcji na poziomie pierwszego “Iron Mana”, dostaliśmy średnio atrakcyjne filmidło, będące atrakcją chyba tylko dla najwierniejszych fanów komiksu. Patrząc na to jednak z aktualnej perspektywy, można mieć nadzieję, iż była to pouczająca lekcja dla wszystkich twórców marvelowskich produkcji. Czemu o tym mówię?

Ponieważ “Avengers” nie tylko było zagrożone powtórką z rozrywki, ale też porażka mogła być bardziej spektakularna. I wątków, i postaci było jeszcze więcej niż w drugiej odsłownie Człowieka z Żelaza. Wystarczy powiedzieć, że samych głównych postaci mamy tu co najmniej sześć – na ekranie spotkali się Czarna Wdowa, Hawkeye, Kapitan Ameryka, Iron Man, Hulk i Thor. Do tego dochodzi cała masa istotnych postaci drugoplanowych, z czego przy takim Nicku Fury można się zastanawiać, czy też przypadkiem nie jest on jedną nogą na pierwszym planie. Nie wiem, jak Wy, ale ja tu widziałem gigantyczny potencjał do poniesienia porażki. Obawiałem się, że albo będzie to tak naprawdę produkcja o dwóch czy trzech wybranych bohaterach, albo też każdy dostanie tylko 15-20 minut czasu ekranowego, wypadnie płasko i nijako, zaś film sobie w takim chaotycznym maglu przeleci przed moimi oczyma.

Rzeczywistość okazała się zaś dla nas niesamowicie łaskawa. Osobiście, uważam scenariusz “Avengers” za absolutny majstersztyk. Nie tylko każda z postaci dostała dla siebie odpowiednio dużo czasu na wizji, ale też ten czas został świetnie wykorzystany. Każdy z bohaterów zachował swój unikalny charakter, a i przy okazji mógł trochę pogłębić i poszerzyć swoje jestestwo. Nawet kompletnie drugoplanowe postacie, takiej jak – aktualnie kochany przez tłumy wiernych fanów – agent Coulson zostały wyśmienicie wplecione w tok wydarzeń. Co więcej, Czarna Wdowa oraz Hawkeye, którzy wcześniej pojawili się tak naprawdę tylko przelotnie, teraz mieli okazję zakwitnąć, lecz jednocześnie nie skradli blasku reflektorów tylko dla siebie.
Dodatkowym atutem scenariusza są błyskotliwie napisane dialogi – w praktycznie każdej wymianie zdań między bohaterami widać ogrom włożonej w nie pracy. Rozmowy ociekają inteligentnym poczuciem humoru, wyczuciem chwili, a – kiedy jest to potrzebne – również odpowiednią dawką lekkostrawnego patosu, bez którego tak naprawdę tego typu produkcja nie może się obyć. Wiele razy płakałem ze śmiechu, kilka razy się solidnie wzruszyłem. “Avengers” oferuje nie tylko wizualną fiestę na najwyższym poziome, ale też inteligentną zabawę.

Pewną formalnością wydaje mi się mówienie o efektach specjalnych. Te stoją na najwyższym poziomie. Bynajmniej do trailera nie trafiły wszystkie najlepsze sceny, jakie pojawiły się w filmie – to był tylko przedsmak uczty, która czeka na widzów. Akcja prowadzona jest finezyjnie, dynamicznie, a kooperacja między herosami została nakręcona po prostu mistrzowsko. Co więcej, “Avengers” jest wolne od przestojów. Nawet jeśli w danym momencie mamy chwilę na rozbudowanie i pogłębienie postaci, na ogół towarzyszy temu świetnie dopracowana sceneria i oprawa. Można chyba powiedzieć, że przy okazji jest to najlepiej nakręcony i najładniejszy film o inwazji obcych na naszą planetę. Nawet jeśli nie lubicie komiksów, ale smakuje Wam Science-Fiction, “Avengers”, jak to się ładnie mówi, “prawie na pewno” podziała na Waszą wyobraźnię, urzeknie widokami i wciągnie akcją. I nie musicie się martwić o 3D. Jest w porządku, oczy mi się nie zwęgliły, a akcja nie straciła na płynności, ani się nie rozmywała.

Ostrzeżenie w przypadku “Avengers” mam tylko jedno. Do polskich kin trafiły dwie wersje – jedna jest z napisami, druga z dubbingiem. Szczęśliwie, widziałem tę pierwszą i… wolę sobie nie wyobrażać, jak zła musi być ta druga. Już po jakości tłumaczenia napisów można się domyślić, z jakim poziomem możemy mieć do czynienia. Wystarczy chyba powiedzieć, że jest to jedna z tych translacji, w których “son of a bitch” nagle zmienia się w zwykłego “skurczybyka”. Niestety, bez dobrego tłumaczenia została też cała masa naprawdę wyśmienitych żartów, których w takiej sytuacji nie da się wychwycić bez wystarczająco dobrej znajomości angielskiego. Co ciekawe, nie były to gagi nieprzetłumaczalne – najwyraźniej komuś po prostu nie chciało się w to włożyć wysiłku i choć odrobiny kreatywnej mocy przerobowej.

Jestem pełny podziwu dla Jossa Whedona, człowieka numer jeden, jeśli chodzi o pracę przy “Avengers”. W robocie, którą wykonał, nie tknąłbym niczego. Na ogół, gdy robię pochwalne materiały, są one relatywnie krótkie. Wszystko jest dobrze, wystarczy to rozbić na elementy i omówić. Jako że nie ma się nad czym pastwić ku uciesze gawiedzi, wychodzi z reguły kompaktowo. Jednak w przypadku “Avengers” mam wrażenie, że nawet peany pochwalne można komponować godzinami. Z kina wyszedłem z takim uczuciem, jakby nagle ktoś spełnił moje marzenie. Liczyłem, że “Avengers” będzie dobrą produkcją. Albo nawet bardzo dobrą, rewelacyjną. Ale nie spodziewałem się, że przy okazji będzie tak bezbłędne. Wciągające, wzruszające, błyskotliwie zabawne, działające na wyobraźnię. Lubicie komiksy, obejrzyjcie. Lubicie Science-Fiction, obejrzycie. Lubicie dobre aktorstwo? Świetne dialogi? Lubicie patrzyć na ludzi, którzy najwyraźniej kochają swoją robotę i chcą się tym podzielić? Obejrzyjcie. Po prostu, obejrzyjcie.

Za zaproszenie do kina dziękuję serdecznie znajomym z jakże świetnego portalu HeroesMovies.pl. :]

komentarzy 8

Jestem bardzo ciekawy, co masz do powiedzenia! :-]

  • Recenzja pisana z pasją, to widać słychać by nie powiedzieć czuć 🙂 bardzo ważne, że jest wolna od Spoilerów co niestety zdarza się w innych mediach. Tu również a może przede wszystkich też chcę Ci podziękować za pracę jaką włożyłeś w to by nam pokazać w tak wspaniały sposób film, na który czekamy a zewsząd przychodzą nieraz nieciekawe komentarze. Idę na film bardzo pozytywnie nastawiona.

    • Ja z kolei dziękuję za taki komentarz – jak człowiek wie, że ludziom się podoba, to wie przy okazji, że jest sens dalej to robić. :] 
      I cieszę się również, że udało mi się uniknąć spoilerów, to dla mnie jedna z najważniejszych rzeczy przy robieniu recenzji. Za psucie ludziom filmów powinno się czasem… no, nieważne. ;]
      Korzystając z okazji, witam na blogu, to chyba był Twój pierwszy komentarz u mnie. Mam nadzieję, że jeszcze będziesz zaglądać. :]

  • Avengers nieźle się zapowiada podobnie jak The Amazing Spider-Man.
    Co do Iron Mana 2 Marvel dopuścił do robienia filmu z przeciętnym scenariuszem i słabymi przeciwnikami (zwłaszcza Justin Hammer).
     
     

    • Czytałem, jak Marvel pisał, iż “poświęcił IM2 na rzecz Avengers”. W sensie, że chciał w ten sposób zbudować podwaliny pod Avengers. Dla mnie trochę trąci to bzdurą gadaną po fakcie, żeby trochę więcej twarzy zachować. ;] Avengers udowodniło, że można zrobić film o superbohaterach z masą wątków i postaci i się w tym wszystkim nie pogubić. Mimo wszystko nie lubię Iron Mana 2 jakby trochę mniej niż wcześniej. ;]

      • Na szczęście Thor, Kapitan Ameryka i Avengers pokazał że można lepiej.
        Teraz czekam na The Amazing Spider-Man. 

        • Oj ja też, ja też. Jestem bardzo pozytywnie nastawiony do tej nowej wizji Spider-Mana. 

Tomasz Kozioł (Pop)kultura osobista

Tu mnie znajdziesz:

Najświeższe teksty

Najnowsze komentarze

%d bloggers like this: