Tomasz Kozioł (Pop)kultura osobista

Amazing Spider-Man 2 – Pająk, na którego czekałem

A

Spider-Man jest jednym z moich ulubionych superbohaterów, co nie jest chyba zaskoczeniem dla nikogo, kto czasem do mnie zagląda. Filmy o nim jak dotąd jednak umiarkowanie trafiały w mój gust. Trylogię Sama Raimiego wspominam z bólem. Choć pierwsza część była naprawdę przyjemna i w sympatyczny sposób wierna komiksowemu pierwowzorowi, dalej było tylko gorzej. Mimo pojedynczych dobrych scen i genialnej obsady drugoplanowej, przygody Petera Parkera z Tobeyem Maguirem coraz głośniej wołały o pomstę do nieba. Po wielu latach nadeszła wreszcie pora na restart filmowego uniwersum i… podobało mi się znacznie bardziej, ale ideału nadal nie było. Marc Webb miał wiele ciekawych pomysłów, zaś główne role zostały obsadzone po prostu doskonale. Całość jednak została zdominowana przez chaos, spowodowany nadmiarem wątków, przez co w ogólnym rozrachunku otrzymaliśmy film “tylko” dobry.

Chodziło mi jednak po głowie ostatnio, jak to Marvel poświęcił “Iron Mana 2”, by zrobić grunt pod kolejne filmy i zacząłem się zastanawiać, czy może Sony nie zrobiło tego samego. Przy czym, od razu zaznaczę, iż pierwszy “Niesamowity Człowiek Pająk” w moim rankingu jest o niebo wyżej od fatalnej drugiej części przygód Tony’ego Starka.
Po seansie mogę Wam powiedzieć, że… tak, chyba coś w tym jest. Kontynuacja “Amazing Spider-Man” jest, według mnie, pod każdym jednym względem dużo lepsza od swojej poprzedniczki. Może z wyjątkiem Emmy Stone w roli Gwen Stacy – ta była tak samo genialna, jak wcześniej, i do końca świata będzie komiksowym ideałem. Tak jak J.K.Simmons jako J. Jonah Jamesona i Alfred Molina z jego Doctorem Octopusem. Cała reszta jednak  wskoczyła na dużo wyższy poziom, serwując widzom i zgrabnie opowiedzianą historię, i piękne widowisko.

Zanim przejdziecie dalej, na wszelki wypadek Was uspokoję – dołożyłem wszelkich starań, by pierwsza – pi razy drzwi – połowa artykułu była pozbawiona spoilerów. Więc jeśli chcecie poznać odpowiedź na pytanie, czy warto iść do kina, możecie spokojnie czytać. Fabułę zdradzam dopiero później, przy głębszej analizie niektórych aspektów. Oczywiście, pojawi się odpowiednie ostrzeżenie.

Nowy film bierze na tapet większość wątków, które pojawiły się w poprzednim filmie, i albo je bardziej rozbudowuje, albo zgrabnie zamyka. Dowiemy się między innymi, jaki los spotkał rodziców Petera, jaki udział miało w tym Oscorp oraz co się stało z efektami badań doktora Connorsa po ostatniej wpadce z rasą jaszczurów, która chciała przejąć panowanie nad światem. Oczywiście, film superbohaterski nie obędzie się bez widowiskowego wypadku w laboratorium. Tym razem z w nieszczęśliwych okolicznościach narodzi się nie kto inny, jak zapowiadany od pierwszych chwil Electro.

A co z Green Goblinem i Rhino, którzy przecież pojawiali się na plakatach i w trailerach? Też są, ale… właśnie: ale. Opowiem Wam o tym w drugiej części tekstu, która będzie się roiła od spoilerów. Osobom, które jeszcze filmu nie widziały, starczy wiedzieć, że fabuła toczy się naprawdę zgrabnie. Co więcej, mimo że przecież tyle komiksów o Człowieku Pająku czytałem, naprawdę byłem ciekawy finału i nie potrafiłem dokładnie przewidzieć, jaką drogą pójdą twórcy. Wszystko to dzięki bardzo ciekawemu podejściu do czerpania z materiału źródłowego, który to trend został zapoczątkowany już w pierwszym “Amazing Spider-Man”. Marc Webb bierze garściami z dorobku Domu Pomysłów i nie wypiera się kanonicznych rozwiązań, dzięki którym Peter Parker stał się tym, kim się stał. Robi to jednak w taki sposób, że nie da się w pełni przewidzieć obrotu spraw – bierze trochę z klasycznych zeszytów, podbiera ze znacznie późniejszego Ultimate, zaś wszystko doprawia swoimi interpretacjami. Ostatnią – bądź co bądź: świetną – część “Kapitana Ameryki” można było bez problemu rozgryźć, jeśli tylko ktoś czytał komiks “Winter Soldier”. Zaś na seansie “Niesamowitego Człowieka Pająka 2” siedziałem jak na szpilkach. Ponownie: szerzej o tym, czemu aż tak przeżywałem wizytę w kinie, rozpiszę się w drugiej połowie tekstu.

Wizualnie musicie przygotować się… na naprawdę świetne widowisko. Od razu zaznaczę, że miałem szczęście oglądać film w 2D z napisami (co ostatnio zaczyna urastać do rangi “mission impossible” w kontekście kina superbohaterskiego), więc nie mam pojęcia, jak się sprawuje 3D. “Amazing Spider-Man 2” poszedł dokładnie w tym kierunku, który lubię. Zamiast bliskich ujęć i kamerzysty z atakiem epileptycznym – które to dwa czynniki mogły doskwierać na seansie “Zimowego Żołnierza” – twórcy poszli w kierunku majestatycznych spowolnień i szerokich, epickich kadrów. Co i rusz zwalnia czas, by pokazać pełne gracji ruchy Ścianołaza. Wielokrotnie zmienia się też perspektywa – raz, by pokazać zapierającą dech w piersiach perspektywę Petera Parkera, a raz, by pokazać świat oczami Electro. Obydwa te zabiegi udały się wybornie. Tak jak wyborne jest samo bujanie się na pajęczynach i miejskie akrobacje. Na deser zostawiłem sobie zachwyt nad strojem Spider-Mana, który wyciągnął z komiksowego oryginału wszystko to, co najlepsze. Webb zrezygnował z pierwotnych eksperymentów i poszedł bardziej w kierunku Sama Raimiego, osiągając jednak, według mnie, znacznie lepszy efekt.

Na oddzielny akapit zasłużyła muzyka – a wiecie, że szersze pisanie o oprawie audio nie zdarza mi się często. Bardzo spodobał mi się pomysł, by dźwięk stanowił bardzo dosłowne tło dla emocji przeżywanych przez Electro. Jak się pewnie łatwo możecie domyślić, w wielu przypadkach został zaprzęgnięty tu do pracy dubstep (lub jakaś podobna do niego wariacja; kompletnie się nie znam, przepraszam). Nie przepadam za takimi melodiami – jeśli w ogóle można tu mówić o melodiach – ale jego spójność z obrazem była posunięta tak daleko, że nie mogłem nie być pod wrażeniem.

Mimo moich zachwytów, muszę też uczciwie napisać, że mam pewien problem z nowymi przygodami Spider-Mana. Otóż, mój subiektywny zachwyt prawie nie zna granic, ale, tak bardziej obiektywnie, mógłbym się do paru rzeczy przyczepić. Gdyby dokonać pomiarów arcydokładnym narzędziem, jakim jest stoper, okazałoby się, że sceny walk nie są znowu takie długie. A niektóre dialogi mają cokolwiek chaotyczny charakter. Z drugiej zaś strony, Marc Webb osiągnął niesamowitą intensywność wydarzeń, którą utrzymywał, według mnie, przez bite dwie i pół godziny. I nawet jeśli niektóre sceny w oderwaniu od całości obrazu mogłyby się nie obronić, to jako całość uzyskują zaskakująco pełne wrażenie spójności.

Czy ze Spider-Mana można wycisnąć jeszcze więcej? Cóż, myślę, że tak. A jak to zrobić? Szczerze mówiąc, nie chciałbym wróżyć z fusów, gdyż najprawdopodobniej jestem tylko kolejnym fanem, któremu wydaje się, że wie lepiej. Natomiast jestem bardzo ciekawy, jak na to pytanie odpowie za dwa-trzy lata sam Marc Webb. Już teraz ma na koncie najlepszy film o Człowieku Pająku i naprawdę chciałbym, żeby w następnej kolejności zawalczył o tytuł najlepszego filmu superbohaterskiego (no, przynajmniej pierwszej trójki, z niektórymi kandydatami do tego miana naprawdę ciężko walczyć). Jeśli tylko utrzyma tendencję wzrostową, to, według mnie, jest do tego zdolny.
W tym miejscu kończy się tekst bezpieczny na ludzi, którzy filmu jeszcze nie widzieli. Dalej jest już tylko…

Amazing Spider-Man: Maximum Spoilerage

Tak jak obiecałem, na niektórych aspektach filmu mam ochotę się skupić trochę bardziej – pogrzebać, zanalizować, rozbić na atomy. Obraz Marca Webba naprawdę dał mi niesamowite pokłady takiej czysto-fanowskiej radości z tego, że twórcom chce się bawić w drobne, dające frajdę detale, pięknie nawiązujące do długiej tradycji Domu Pomysłów.

Gwen Stacy

To jedna z tych postaci, przy których chcę krzyczeć wniebogłosy: tak się przenosi bohaterów z komiksów na wielki ekran. Emma Stone wypadła tak niesamowicie w roli Gwen Stacy, jak Robert Downey Jr. w roli Tony’ego Starka. To po prostu ideał i nie dało się tego zrobić lepiej. Takimi drobiazgami, które dawały mi masę radości, były nawiązania do wyjazdu miłości Petera do Anglii oraz pieczołowitość, z jaką dobierano jej stroje. Choć często nie pasowały do końca do współczesnych realiów, genialnie oddawały styl przełomu komiksowych lat 60-tych i 70-tych.

Właśnie z panną Stacy jest też związany aspekt, który przez cały film mnie najbardziej frapował. Wiedziałem, że pojawi się Green Goblin i ciągle mnie ciekawiło: czy Gwen przeżyje to spotkanie? Śmierć lepszej połówki Petera swego czasu wstrząsnęła komiksowym światem – nie tylko Marvela. W tamtych czasach był to ponoć niemały przełom. I gdy kinowe rozstrzygnięcie nieubłaganie się zbliżało, przeszło mi przez myśl, że nawet we współczesnych superbohaterskich produkcjach takie rozwiązanie też nie jest częste. Ba, nie wiem, czy dotąd w ogóle się pojawiło. Precedensem byłby chyba piękny koniec Phila Coulsona, który… jak się później okazało, wcale jednak żywota nie dokonał. A poza tym? Nie licząc takich postaci, jak wujek Ben, rodzice Bruce’a Wayne’a czy wszyscy dobrzy ludzie Kryptonu, w kinie ani bohaterowie, ani ich bliscy zbyt chętnie nie umierają. Giną tylko ci, którzy swoim odejściem pozwalają narodzić się nowej legendzie.

A co zrobił Marc Webb? Zagrał bardzo odważnie i zdecydował się na rozwiązanie ostateczne. I zrobił to genialnie. Ba trzeba to nawet powtórzyć i wykrzyczeć: GE-NIAL-NIE. Scena śmierci Gwen Stecy jest niesamowita i czuję, że zapadnie mi w pamięci na długi czas.

Ciocia May

Twórcy pociągnęli pomysł, który bardzo spodobał mi się już w pierwszym filmie. Otóż, bohaterowie myślą. To jedna z tych kwestii, w których Sam Raimi trzymał się kurczowo komiksów, a Marc Webb pozwolił sobie na inteligentną zabawę. Ciocia May Raimiego wygrałaby każdy cosplayowy konkurs, gdyby wybierano najlepiej odwzorowaną postać… z okolic roku 1962. Jej kreacja była kompletnie oderwana od rzeczywistości. Tym różni się ciocia May Webba. To myśląca kobieta, która przy okazji ciągle bawi się z widzami. Wie o tajemnicy Petera? Nie wie?

Moje odczucia są takie, że doskonale sobie zdaje sprawę z tego, co robi jej wychowanek. I daje temu po raz kolejny wyraz w jednej z ostatnich scen filmu, będąc de facto jednym z powodów, dla których Peter znowu założył kostium.

Bardzo liczę na to, że jeśli kiedyś dojdzie do “wielkiej rozmowy” między tą parą postaci, wyjdzie ona choć w połowie tak dobrze, jak w niesamowitym komiksie Straczynskiego. Webb ma tu wielkie pole do popisu.

Green Goblin

Tu się pojawia pewna ciekawa kwestia. Jak wspomniałem wyżej, mam uczucie, że do pewnych aspektów filmu mógłbym się – w jakimś tam sensie – obiektywnie przyczepić. I wiąże się to właśnie z postacią jednego z największych przeciwników Człowieka Pająka, Green Goblinem. Otóż, tak jak Venom w “Spider-Manie 3”, zielony klaun pojawił się w filmie dopiero w samym finale, a walka z nim do najdłuższych nie należała. Odruch jest taki, że wypadałoby powiesić psy na tym rozwiązaniu.

Ale! Marc Webb dokonał niemożliwego i sprawił, że to rozwiązanie zagrało. Powodów widzę kilka. Po pierwsze, Dane DeHaan został świetnie dobrany do roli Harry’ego Osborna i wypadł zaiste diabolicznie. Po drugie, Green Goblin tak naprawdę rodził się przez cały seans, a na koniec zobaczyliśmy jego – nazwijmy to – formę ostateczną. Nie miałem uczucia, że został w filmie pominięty, wręcz przeciwnie. Po trzecie zaś, finałowa batalia może i była krótka, ale za to niesamowicie intensywna.

Podsumowując, mimo że w Green Goblina nie wcieliła się gwiazda pokroju Willema Dafoe, wypadł on nieporównywalnie lepiej od swego pierwszego wcielenia w filmach Raimiego. I jestem bardzo ciekawy, co pokaże nam w najbliższej przyszłości.

Rhino

Jak już kiedyś pisałem, podoba mi się trend, który od pewnego czasu obserwuję w trailerach. Mam wrażenie, że wielu twórców nie tylko reklamuje zwiastunami swoje filmy, ale używa ich również do zwodzenia fanów i skuteczniejszego ukrywania prawdziwego rozwoju fabuły. Produkcją, która wykorzystała to do maksimum, był “Iron Man 3”, ale sam film nie wyszedł w oczach fanów na tym najlepiej. W znacznie mniejszym stopniu zostało to zaś wykorzystane w nowym “Amazingu” – z bardzo przyjemnym efektem.

Otóż, trailery wyraźnie sugerowały, że Rhino będzie jednym z trzech głównych wrogów w filmie. W rzeczywistości, praktycznie wszystkie sceny z nosorożcem zostały zawarte w… zwiastunie. Obecność genialnego Paula Giamattiego osobiście traktuję jako rozbudowaną zapowiedź kontynuacji – i to zapowiedź wykonaną w pięknym stylu. Podoba mi się ta zagrywka, gdyż, jako widz, czułem się zdecydowanie bardziej usatysfakcjonowany pięknie zrealizowanym starciem niż “zwykłą” sceną po napisach.

I przy okazji… Może łatwo mnie kupić, ale scena z chłopczykiem przebranym za Spider-Mana złapała mnie za serce.

Peter Parker, Niesamowity Człowiek Pająk

Na koniec zostawiłem sobie postać najważniejszą. Choć od początku bez porównania bardziej lubiłem Andrew Garfielda od Tobeya Maguire’a w roli Petera Parkera, to teraz jeszcze bardziej się do niego przekonałem. Nie wiem, czy coś się zmieniło, czy sam Andrew trochę zmężniał, ale jego rola była doskonała. Co więcej, Marcowi Webbowi cudownie udało się uchwycić tego Petera, który przestał już być skończoną ciamajdą, a stał się człowiekiem lubianym i docenianym przez najbliższych. Zabawnym, urokliwym i po prostu dobrym, ale ze swoimi normalnymi (i tymi mniej normalnymi) problemami.

Genialnie została też przedstawiony sam Spider-Man. Jako się wcześniej rzekło, kostium jest majstersztykiem dzięki połączeniu prostoty i wierności oryginałowi. Zaś bujanie się na pajęczynach nigdy nie było lepsze. Żeby nie powtarzać w kółko tego, co napisałem już w tej “ogólniejszej” części recenzji, powiem po prostu ostatni raz: ta warstwa została dopracowana do perfekcji.

Czekając na trójkę

Pomijając wszystkie walory, na którymi się powyżej tak obszernie rozwodziłem, “Amazing Spider-Man 2” najbardziej rozkochał mnie w sobie chyba właśnie tą czystą frajdą z oglądania, jaką mi dał. Po wyjściu z kina wiedziałem dwie rzeczy. Po pierwsze, że chcę jeszcze raz. I po drugie, że chcę się podzielić wszystkimi tymi drobnymi rzeczami, które tak mnie zachwyciły.

komentarzy 20

Jestem bardzo ciekawy, co masz do powiedzenia! :-]

  • Ja byłem z synem na 3D i tak naprawdę znaczącą frajdę miałem tylko w pierwszych scenach, kiedy Pająk pędzi przez Nowy Jork.Reszta filmu raczej nie wykorzystuje tej technologii znacząco.

  • “Ostatnią – bądź co bądź: świetną – część „Kapitana Ameryki” można było bez problemu rozgryźć, jeśli tylko ktoś czytał komiks „Winter Soldier”. Zaś na seansie „Niesamowitego Człowieka Pająka 2″ siedziałem jak na szpilkach. ”
    Ja akurat całą fabułę znałem już po zwiastunie. Może za dużo tego typu filmów oglądam.
    Film jak film – dla mnie raczej poziom jedynki. Do “Mroźnego Sołdata” się nie umywa (jak dla mnie)
    PS: Co takiego ludziom nie pasuje w Iron Man 2? Nie jest to poziom jedynki, ale to wciąż dobry film. Niezła fabuła? Jest? Ciekawy przeciwnik? Jest. Efekty? Są. Dobra obsada? Jest. Jedynie przyczepiłbym się do góra trzech scen, a ludzie na nim psy wieszają.

    • Postaram się odpowiedzieć na pytanie związane z Iron Manem 2 po powrocie z majówki – do niedzieli jestem odcięty od netu. :]

  • Przeczytałem tylko pierwszą połowę tekstu, bo na filmie jeszcze nie byłem (wybieram się już jutro), ale muszę przyznać, że jeszcze bardziej teraz chce mi się wybrać na seans. Nigdy nie byłem jakimś wielkim fanem Człowieka-Pająka, ale mam nadzieję, że po obejrzeniu nowego filmu z jego udziałem się to zmieni 😉

  • Wczoraj przeczytałam pierwszą połowę tekstu, przed chwilą drugą, i też muszę się podzielić refleksjami!
    1) Obsada jest cudowna. No cudowna. I wykonanie techniczne. I reżyseria. Nie wiem, jak oni to zrobili, ale mimo sporej sympatii swego czasu do dwóch pierwszych części chyba już nigdy nie będę w stanie oglądać bez zgrzytu zębów filmów Raimiego. Nie po tym, co dzisiaj zobaczyłam. Takiego Pająka chcę oglądać!
    2) Szłam z nastawieniem, że wiem, jak się skończy. I miałam rację. Co nie zmienia faktu, że i tak przez cały film zaklinałam rzeczywistość “niech się skończy inaczej!”. I przeżywam teraz ogromny kulturalny smutek. To w sumie nie takie złe uczucie, ba, jak film mnie rusza, to ogółem świadczy to o nim bardzo dobrze, ale no, pozostaje pewien żal, że w trzeciej części będzie siłą rzeczy jakoś tak inaczej. Na ten moment nie wyobrażam sobie, bym mogła polubić MJ, niezależnie od tego, kto i jak się w tę postać wcieli. Choć oczywiście możliwe, że jeszcze zmienię w tej kwestii zdanie.
    3) Dane DeHaan kradnie każdą scenę, w której się pojawia. I tylko czemu ta charakteryzacja na końcu jakaś taka nie ten tego? No coś mi w niej nie zagrało. Ale i tak, wow, przez cały film był niesamowity. Serio, jakim cudem niektórzy ludzie twierdzą, że lepszy był goblin w głupiej masce?!
    4) “I gdy kinowe rozstrzygnięcie nieubłaganie się zbliżało, przeszło mi przez myśl, że nawet we współczesnych superbohaterskich produkcjach takie rozwiązanie też nie jest częste. Ba, nie wiem, czy dotąd w ogóle się pojawiło.” – Ekhem, a The Dark Knight i Rachel? 😉 Pamiętam, że wtedy to dopiero byłam w szoku.
    5) Scena po napisach. <3

    • 19 dni nie odpisywałem… Ja wiem, że wtedy była majówka i dlatego, ale… jak ten czas leci.
      No nic, przechodząc do meritum sprawy… :]
      Ad.2) Widziałem już taki cudowny obrazek w sieci z propozycją, by w MJ wcieliła się… Emma Stone! Tylko w swojej rudej wersji. A widzowie zgodnie będą udawali, że w ogóle nic nie zauważyli. Zakochałbym się w tym rozwiązaniu. ;-]
      Ad.3) Zgadzam się, Dane mi bardzo podszedł. :]
      Ad.4) Damn, racja – aż mi głupio, że o tym nie pomyślałem. I w sumie nie wiem, dlaczego. Może dlatego, że Rachel nie kojarzy mi się z komiksami? Nie wiem.
      Ad.5) Chodzi Ci o tę z X-Menami? Z jednej strony mi się podobała, a z drugiej… nie miała związku ze Spideyem, więc czułem w tym zakresie brak. ;]

      • Już zdążyłam zapomnieć, co tu napisałam… 😀
        Ad.2) To absolutnie jedyne rozwiązanie, jakie jestem w stanie zaakceptować! 😉
        Ad.3) Od chwili, gdy pisałam poprzedni komentarz, zdążyłam obejrzeć jeszcze trzy inne filmy z Danem i utwierdziłam się w przekonaniu, że będę śledzić jego kolejne role.
        Ad.5) Tak, o tę. Po prostu tak bardzo się ucieszyłam na widok X-Menów! Ten film to jedna z moich TOP3 oczekiwanych premier tego roku, stąd niebotyczna euforia. 😉 Ale już niedługo!

  • Moment, a ja tu się jeszcze nie wypowiedziałem o filmie?
    W paru punktach:
    -średniak. Poziom jedynki. Nadal nie mogą oddać Spideya dobrze. Zawsze widziałem go jako nastolatka przejawiającego odpowiedzialność na setki sposobów, nie tylko ten bohaterski. Dzieciaka który po misji zakuwa po nocach na egzamin, bo chce zdać. Który pomaga ciotce w domu, choćby był wykończony.
    – May WIE od początku filmu.
    – Parę niezłych wątków, jak ten z chorobą Osborne’ów, czy widmem ojca Gwen.
    – chyba najgorzej, i najbardziej stereotypowo przedstawieni przeciwnicy w historii filmów superhero. Electo to psychiczny nerd, który szuka przyjaciół i parci na szkło, Rhino to już w ogóle kretyn, dodatkowo tragicznie zagrany (zmieńcie aktora, proszę.) A Harry? Dobry był zanim był Goblinem. Potem już tylko sepleni przez te protezy zębów, a jak nie mówi, to skrzeczy jak Venom z SM3.
    – ^propo Electro. Twórcom pogratulować morału. Jak jesteś przystojnym nerdem, to zostajesz bohaterem, ale jak jesteś nerdem brzydkim, z przedziałkiem i prawiczkowymi wąsami to zostaniesz psycholem. Woah, brawo.
    – Rhino…w tych swoich małych raciczkach wygląda komicznie. Nie jestem pewien czy o ten efekt chodziło twórcom.
    – Czy teraz każdy film o Spider-Manie będzie się kończyć pogrzebem?
    – Montażystę (bądź reżysera) należy ukrzyżować, bo w 5 minut ukazał rozpacz trwającą niby pół roku, po czym wszystko jest ok.

  • Jak dla mnie 7/10.
    Pierwsza część bardziej mi się podobała, może właśnie dla tego że Lizard jest silniejszy i wytrzymalszy od Spider-Mana.
    W TASM2 jest Max / Electro nerd psychopata z ciągotami do innych mężczyzn :), chociaż i tak podoba mi się bardziej niż Killian z IM3.
    Idiota Alex Sytsewich, który dopiero na końcu staje się Rhino w stylu Ultimate,
    Harry który wypada najlepiej z tej trójki.
    Pojawia się też Smythe ale tylko epizodycznie.
    Zabrakło przeciwnika typu Puma, Kraven,
    Może w kolejnych filmach dadzą wątek z klonowaniem i symbiontami.

    • Klonowanie mam nadzieję, że się w żadnej filmowej serii nigdy nie pojawi. To pewnie byłoby nie do przetrawienia. ;] Ale symbionty byłyby super. :]

  • No i stało się, obejrzałam ten film. Za wszelką wiedzę o Spider-Manie mając tylko fragmenty wyczytane z Historii Marvela i Wasz podcast 😉 I powiem tak… ubawiłyśmy się z przyjaciółką setnie. Nie wiem, czy chwilami nie lepiej niż na filmach z kręgu Avengers. Ten film jest miejscami tak zabawny, tak rozbrajający, a Peter Parker jest dla mnie na tyle świeżym typem bohatera (trochę przypominał mi Quicksilvera z X-Men – świetnie się bawił swoją mocą – tyle że z misją), że nie żałuję obejrzenia go nawet wyrwanego nieco z kontekstu. Fajna muzyka, dobre efekty… Natomiast końcowa scena z nosorożcem mnie rozwaliła. Nie wiem, czy widziałeś “Iniemamocnych” – skojarzyło mi się to z również końcową sceną, podczas której, też trochę od czapy, wpada na miasto Człowiek-Szpadel, krzycząc: “Nadchodzi Człowiek-Szpadel! Wiele jest rzeczy nade mną, ale pode mną nie ma już nic!”. No, więc tutaj też – poczułam się, jakbym naprawdę oglądała film na podstawie kreskówki albo komiksu (czyli prawidłowo…) i bardzo mi się podoba takie podejście do historii z humorem i dystansem 😉

    • Cieszę się, że się podobało!
      Człowiek-Szpadel to dla mnie szczytowe osiągnięcie w zakresie projektowania arcyłotrów – łza mi się kręci na wspomnienie jego cudnego kredo. Nie wiem nawet, ile razy już oglądałem “Iniemamocnych” i chętnie nadal będę do nich wracał. Kusi mnie ostatnio powolne kompletowanie animacji Disneya/Pixara/Dreamworksa i filmów superbohaterskich na Blu-Rayu. :]

    • Coś za szybko kliknąłem “publikuj”, a chciałem jeszcze zapytać – poprzednie filmy o Spider-Manie widziałaś (mam na myśli trylogię Raimiego)? Z ciekawości – podobały Ci się bardziej czy mniej od nowej inkarnacji Petera? :-]

      • No właśnie nie widziałam, to jest w tym najdziwniejsze, że mimo że nie miałam styczności z innymi filmami, to w tym jakoś bez problemu się odnalazłam 🙂 Ale może kiedyś nadrobię (a na pewno muszę nadrobić pierwszy z Garfieldem). A co do kolekcji blu-ray, to brzmi kusząco, choć strasznie kosztownie. U nas w domu brat ma praktycznie komplet Disneya, Pixara i Dream Works na DVD, na blu-rayu tylko kilka, bo to jednak spora inwestycja wszystkie zdublować, chociaż fajnie by było. Podobnie moi Avengersi i spółka są w tradycyjnej wersji, ale dzięki temu mogę ich spokojnie oglądać na komputerze 🙂

        • Byłem święcie przekonany, że odpisałem na komentarz i… ten, widzę, że nie. Ekhm…
          Jeśli chodzi o kolekcję, to jak dotąd nie mam prawie żadnych z tych filmów na DVD. Bo dublowanie to faktycznie byłoby gigantyczna inwestycja. Zresztą, tak czy siak jest to kupa kasy. Ale widzę, że jak się człowiek nastawia na kupowanie trochę starszych tytułów, to na allegro chodzą tak po 30-40 zł. Jeden czy dwa miesięcznie można byłoby kupić i w ten sposób za kilka lat kolekcja będzie już całkiem-całkiem. :]
          Wczoraj zaś zaszalałem i zacząłem kolekcję od Króla Lwa i Iniemamocnych. :-]

  • Obejrzałem i nadal nie zmieniłem zdania o restarcie przygód Spider-mana. O ile jeszcze na pierwszej części jakoś wytrzymałem, to tu po prostu się wynudziłem. Miałem wrażenie, że film jest przegadany. Nie potrafiłem się wciągnąć w ten film. Sceny akcji były króciutkie i nie trzymały w napięciu (no może poza tą ostatnią z Gwen). Pod względem aktorskim nie zaprzeczę, że chemię między Andrew Garfieldem i Emmą Stone po prostu widać. Pod tym względem para została dobrana idealnie. Jednak nadal nie potrafię polubić Garfielda jako Petera Parkera. W dalszym ciągu jest dla mnie gościem, który próbuje być cool za wszelką cenę. Do tego jeszcze ta fryzurka, która za każdym razem jak ściąga z twarzy maskę jest nieskazitelnie idealna. Może czepiam się nieistotnych dla filmu szczegółów, ale z drugiej strony są to rzeczy, które sprawiają, że zupełnie nie potrafię się identyfikować z głównym bohaterem. Pod tym względem Tobey Maguire był dla mnie o niebo lepszy. Nie potrafię śmiać się z żarcików Parkera bo dla mnie trzymają poziom gimnazjum. Ogólnie za równo w jedynce i dwójce humor trzyma taki sam poziom. W trylogii Raimiego sceny humorystyczne były inteligentne i autentycznie zabawne. Zgadzam się, że Emma Stone jako Gwen Stacy jest świetna. Myśli, zdaje sobie sprawę z poczynań Parkera i sama stara się nie być bierną postacią.
    Jeśli chodzi o złoczyńców. Electro, cóż fajny pomysł na pokazanie świata z jego perspektywy za pomocą widoku z oczu i muzyki. Co do pomysłu, że Electro jest zbzikowany na punkcie Spideya, to można to było rozwiązać lepiej. Ale muszę przyznać, że ukazanie jego mocy było całkiem fajne i efektowne. Green Goblin tu moim zdaniem całkowicie poległ. O ile Dan DeHaan jako młody Osborn był całkiem przekonujący to po transformacji la mnie był już śmieszny. Nie potrafił mnie przerazić tak jak robił to Willem Dafoe, którego sam złowieszczy śmiech był dla mnie przerażający. No, ale zobaczymy co w planach dla tej postaci mają scenarzyści. O Rhino nawet nie ma co wspominać. Po prostu się pojawił i tyle. Aktor dla mnie zagrał karykaturalnie i totalnie nieprzekonująco. DO tego chyba zabrakło im kasy, żeby porządnie wkomponować zbroję, bo w niektórych momentach widać było totalne niedopracowanie efektów CGI.
    Jeśli chodzi o stronę audiowizualną to mam mieszane uczucia. Z jednej strony rzeczywiście chyba najlepiej pokazane bujanie na pajęczynach. Ta dowolność ruchów, kombinacje, żeby to wyglądało fajnie. Z drugiej strony spełniły się moje obawy z trailerów. Sceny akcji, szczególnie walki z Electro, wyglądały jak gra komputerowa. CGI po prostu rzucało się w oczy i sprawiało wrażenie, że oglądam nie film, ale animację Pixara.
    Podsumowując, chyba jestem nieuleczalnie zarażony wirusem “trylogii Raimiego” i jest to choroba na całe życie. Zdaje sobie sprawę, że pod pewnymi względami być może jestem uprzedzony do restartu całej serii, ale nie zmienia to faktu, że film był przegadany, nudny i mało zabawny.

    • Niesamowite jest to, jak skrajny odbiór nowego (i starego w sumie też) Spider-Mana jest wśród fanów tematu. :-]
      Tym bardziej czekam na Twoje teksty o trylogii Raimiego. Może dorzuciłbyś jeszcze do tego tekst o tym, czemu nie lubisz restartu? Wydaje mi się, że to by się dobrze komponowało. Oczywiście, jeśli w ogóle masz ochotę. :-]

      • Postaram się o tym też napisać, choć niestety cierpię ostatnio na brak czasu wolnego i wolno mi idzie pisanie. Nie mniej na pewno teksty o trylogii na pewno się pojawią, nie wiem tylko kiedy 🙂

        • Jasne, jak najbardziej to rozumiem. Sam też muszę walczyć, by zachować jakąkolwiek regularność w publikowaniu tekstów na blogu. :]

Tomasz Kozioł (Pop)kultura osobista

Tu mnie znajdziesz:

Najświeższe teksty

Najnowsze komentarze

%d bloggers like this: